Fotografia przyrodnicza w Zachęcie
Link 07.02.2010 :: 13:12 Komentuj (2)W środę wybrałam się do Zachęty na wykład dotyczący fotografii przyrodniczej, zorganizowany przez tę że galerię oraz Gazetę Wyborczą. Gwiazdami spotkania były osoby pracujące dla Gazety. Na początku fotoedytorka Beata Łyżwa-Sokół opowiedziała o historii fotografii przyrodniczej. Jak to się zaczęło i jak rozwijało. I jakie niewyobrażalne ceny osiągają na aukcjach te pierwsze pejzażowe zdjęcia. Potem Adam Wajrak, bardziej przyrodnik i dziennikarz, niż fotograf (jak to sam kilkakrotnie podkreślił) pokazał swoje zdjęcia zwierząt, które podchodzą pod sam jego dom. Potem jeszcze, robiący zdjęcia podwodne, Wojciech Surdziel, pokazał swoje prace. No i każdy z nich udzielał rad, co robić, a czego nie robić, co warto, a czego nie. O swoich przygodach pod wodą i w lesie. Z zatopionymi okrętami i z żubrami. Bo Wajraka też żubry pogoniły - to nie jest tak, że to taka całkowita i obustronna przyjaźń zwierzęco-ludzka...
A nawet o zatopionym żubrze też było...
A na zakończenie spotkania zrobiono pokaz zdjęć nadesłanych przez czytelników. Można było wysłać tylko 1 zdjęcie. Spośród 500 zdjęć wybrano, jak szacuję, około 30. I w tym także moje :) I bardzo jestem z tego dumna :) Kiedyś je już prezentowałam na blogu, ale nie zaszkodzi jeszcze raz.

Zima zima zima, kocham cię!
Link 04.02.2010 :: 23:14 Komentuj (2)Dzisiaj będzie o zamarzaniu. W końcu taka piękna zima, że aż się sama sobie dziwię, że żadnych zdjęć na ten temat nie było! A najbardziej kręcą mnie sople i zlodowacenia. Ciągle jeszcze wiszą u nas na domu sople nawet metrowej długości. Bo tu nie Warszawa i temperatura do 0* jednak nie dobija.
Tak więc od czasu mojego powrotu do Polski przyglądam się im o różnych porach dnia i nocy.



Dziś łapałam kropelki.


Ale też zadziwia mnie, w jaki sposób tworzą się takie rzeczy:


Taka zima.

Pustynia śnieżna.

I ślad łapy Tosi, czyli mojego psa. "On miał trzy pazurki... Ja wiedziałam że tak będzie..."

Oby tak dalej! Zima górą!!! Zresztą między innymi dzięki niej powrót do Polski poszedł mi gładko i bez żadnego szoku. Mógł nastąpić termiczny, ale nie nastąpił. Przeciwnie. Euforia.
Fluidacje
Link 01.02.2010 :: 22:39 Komentuj (4)Wczoraj, właściwie trochę przypadkiem, poszłam do kawiarni Ogrody na koncert Marcina Maseckiego z wizualizacjami Majsena i Tomka, czyli z Fluidacjami. I jak to przy fluidacjach bywa, niespecjalnie słuchałam koncertu, a oglądałam obrazy, które chłopaki tworzyli na żywo.



I najfajniejszą sprawą we fludacjach jest to, że powstają właśnie na żywo. Majsen miksuje kolorowe tusze na tradycyjnym rzutniku, dolewa wody i dodaje różne akcesoria, a Tomek dokombinowuje różne elementy używając 2 kamer i telewizora i filmując to co ja jego ekranie się pokazuje. A pokazuje się to, co się dzieje na około, na bieżąco, w tym pomieszczeniu.


Widok zza rzutnika:

A na sam koniec do grającego na klawiszach Marcina Maseckiego dołączyły 2 osoby z publiczności i razem grali.

niebiesko-czerwono-kwaśno
Link 30.01.2010 :: 14:14 Komentuj (3)Zapowiadałam, że będę od czasu do czasu wracać na blogu do mojego ostatniego pobytu w Izraelu, a że teraz akurat nie mam innych tematów do poruszenia, to postanowiłam pokazać jeszcze kilka zdjęć z sesji z Martą. Na niebiesko-czerwono.


Z rośliną, którą Marta ma w zębach, czyli hamcucim, była krótka historyjka. Siedziałam sobie pewnego dnia z Maćkiem na dworze przed moim domem i jedliśmy obiad. I nagle ni stąd ni zowąd pojawił się chłopak, patrzący na trawę. Zauważył nas po chwili i bardzo się speszył i zaczerwienił. Powiedzieliśmy mu dzień dobry, a on zmieszany powiedział, że szuka takich roślin... I właśnie zerwał to co Marta ma w buzi. Powiedział, że mu to przypomina dzieciństwo bo on to zawsze jadł... Powiedziałam, że ja też chcę i zjadłam. I to było takie super! Kwaśne bardzo i chrupkie. A chłopak zmieszany zupełnie powiedział do widzenia i poszedł sobie. Potem parę innych osób mi powiedziało, że oni też to jedli w dzieciństwie. A Shay z kolegami robili zawody w zjedzenie jak największego pęczka tych hamcucim, po czym wszystkim wykręcało buzie prawie że na lewą stronę...
A tamten chłopak był tak zawstydzony, że go przyłapaliśmy na szukaniu kwaśnej roślinki w cudzym ogródku... :)

No i jeszcze my dwie.

A wszystkie ubrania, w których Marta pozowała, są moje. Bo Marta bardzo lubi się bawić moimi ubraniami :) Nawet chodziła w moich butach. W końcu ja zaczęłam też pożyczać od niej i przez parę dni chodziłam w jej spodniach. Nigdy wcześniej nie bawiłam się w zamienianie ubrań z koleżankami, ale to w sumie całkiem śmieszne jest, bo nagle, jak się widzi swoje ubrania na kimś innymi, to się zauważa, jakie głupkowate ciuchy się posiada ;)
everything is illuminated...
Link 26.01.2010 :: 19:43 Komentuj (4)...in the light of the past.

Ale zima! Codziennie u nas zamarza pompa i potem przez pół dnia nie ma wody... Ale na szczęście za każdym razem udaje się pompę rozmrozić przy użyciu piecyka gazowego lub suszarki...
Obejrzałam wczoraj film "Everything is illuminated" i na prawdę jestem pod jego wrażeniem. Dawno nie oglądałam tak świetnego filmu. Bardzo polecam.
A jako że jedną z głównych ról gra wokalista Gogol Bordello, dzisiaj cały dzień słucham jego muzyki.

