photo 1-1.jpg

Jesiennie

Link 11.10.2014 :: 18:57 Komentuj (0)

No to mamy jesień. Taką najfajniejszą. Szczególnie na wsi.
I taka pogoda! Akurat na święto Sukot idealna. A w związku ze świętem taki piękny szałas zbudowaliśmy. Przy takiej pogodzie nawet da się w nim posiedzieć.
















Gość w szałasie.




W takich warunkach nawet pajęczyny są ok, choć normalnie nie są.




Wszytko pięknie obrodziło, nadal są jeszcze maliny, nasturcje szaleją.






Tak mamy.




Chag Sameach, czyli wesołych świąt, a dla tych co nie obchodzą, to wesołej jesieni!




Dżem figowy

Link 16.10.2014 :: 21:09 Komentuj (0)

Z Kalifornii przywiozłam sporo wspomnień kulinarnych. Było najlepsze tajskie jedzenie, sushi, glony, bezglutenowe płatki Kellogg's i cynamonowe płatki, mrożona kawa Starbucks w butelkach sprzedawana w każdym sklepie spożywczym, cynamonowe cukierki Altoids, których kupiłam cały zapas. No i dżem figowy. Dżem robiła Evi z fig zbieranych z drzewa u sąsiadów. Tęsknię za tym dżemem, więc w końcu sama go zrobiłam. Choć nie z fig z drzewa u sąsiada...

Bardzo przyjemnie się gotuje w swoim mieszkaniu. Mam nowe garnki, nową deskę do krojenia, nowy niebieski talerz, który kupiłam kilka dni temu. No i w ogóle, nowe mieszkanie!




Przepis na dżem figowy jest bardzo prosty.

Składniki:
1 kg świeżych fig
1,5 szklanki cukru (choć ja sugeruję mniej, mój wyszedł troszkę za słodki)
1/4 szklanki soku z cytryny
1/2 szklanki wody
można dodać też imbiru
(ja zrobiłam z połowy porcji, wyszły mi z tego 2 słoiki)

Figi należy pokroić na średniej wielkości kawałki.




Dosypać cukier i wstawić na ogień na 15 minut.




Po 15 minutach dodaje się sok z cytryny i wodę. Przez pół godziny się smaży od czasu do czasu mieszając, aż figi będą miękkie, a pulpa gęsta.




No i się słoikuje. Dostałam od Evi taki słoik, jakich ona też używa. Amerykański wynalazek. Najpierw pokrywka na słoik, a potem się ją przykręca gwintem. Fajny gadżet, choć w sumie podwójne utrudnienie, bo 2 razy większa szansa na nieszczelność. Ale dżem zjem szybko, więc się nie zdąży zepsuć. ;)




Tak wygląda mój pierwszy słoik dżemu. Ładnie?




Dłużew – powrót do przeszłości

Link 19.10.2014 :: 00:20 Komentuj (2)

Z okazji wspaniałej jesiennej pogody oraz pożyczonego auta zrobiliśmy sobie dzisiaj małą przejażdżkę. Jako cel wybrałam Dłużew, miejsce, które w pewnym sensie mnie ukształtowało. Chciałam Alanowi pokazać, gdzie spędziłam pierwsze 2 tygodnie moich studiów na wzornictwie. 9 lat temu... Aż trudno uwierzyć!

Wszystko zapowiadało się pięknie. Kolorowe liście, widoki, wiejskie chaty po drodze. A tu nagle... Trup. Leży na drodze przykryty kocem, but metr od niego, kula obok. Na asfalcie krew. Na poboczu auto, 2 młodych chłopaków obok. Jeden z zabandażowaną głową i posiniaczoną twarzą opiera się o maskę. Żadnej policji, żadnej karetki. Zatrzymujemy się. "But mu spadł! Znaczy że nie żyje!". Chwila zastanowienia co robić. Szok całkiem mocny. Podjeżdżam do tych 2 chłopaków, otwieram okno, pytam czy wezwali policję i karetkę. A oni w śmiech: "To brama weselna!".

Ręce mi opadły. Nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Chwilę później przyjechał samochód weselny, pan młody zapłacił za przejazd wódką. Za 2 litry czystej pseudo trup został kopnięty na pobocze.




A my zanurzyliśmy się w jesień.








Pojechaliśmy aleją brukowaną kocimi łbami, wśród pól, dzisiaj donikąd nie prowadzącą, choć dawniej musiała być ważna.






9 lat temu wyglądało tam tak:




Wtedy, dokładnie 9 lat temu, to były moje pierwsze dni na ASP. Spędziłam 2 tygodnie w dworku w Dłużewie integrując się z całym rokiem, robiąc instalacje z liści, gałęzi, suchych kwiatów, eksperymenty z długim czasem naświetlania, rysując w plenerze. To był na prawdę świetny czas. Robiliśmy wyścigi rowerowe, zjeżdżanie na materacach po schodach, ogniska, piliśmy piwo bananowe.




Wszystko za tym płotem:




Mieliśmy wtedy zadanie zrobić dłużewskie nakrycie głowy. Takie było moje. I wtedy jeszcze włosy kręciły mi się tak bardzo!




Chodziliśmy po łąkach, zbierając materiały do pracy.






Mi z tamtych czasów została przyjaźń z Klarą. Wspomnienia beztroskiej wolności i obrzydzenie do wina z kartonu. Maćkowi został pies.
I z wielkim przejęciem dzisiaj objechałam całą okolicę, każdy kąt coś przypominał. Pojechaliśmy nawet do sklepu zobaczyć, czy sprzedają jeszcze Banana Beer. Nie sprzedają. Sprzedawczyni nawet nie wie co to jest.

Po tych 9 latach odwiedziłam pracownię, w której robiliśmy nasze nakrycia głowy, w której Przemek rozpylił gaśnicę i trzeba było uciekać przez okno. Teraz też był plener 1 roku wzornictwa. Weszliśmy, powiedziałam "Cześć, jesteście z wydziału wzornictwa?". Dwie młode osoby, ona ruda, on z brodą.
On mówi "Tak". Ona mówi "Ty jesteś Helena, prawda?".




Jacyś my, jacyś oni, jakiś On

Link 26.10.2014 :: 23:48 Komentuj (5)

Nadal odwiedzam spalony dom. Jest coraz smutniejszy, coraz straszniejszy, coraz bardziej martwy. Jeśli nie rozniosą go ludzie, to rozniosą go rośliny. Przyroda jest silniejsza, potrzebuje tylko czasu. A ja podglądam.

Tak było w czerwcu 2011:




Tak było w styczniu 2012:




Tak było w lipcu 2012:




Dzisiaj wygląda tak:




Latem ledwo można było się tam dostać, bo pokrzywy, maliny i inne rośliny były wyższe ode mnie. Więc przedarcie się tam bez jakiejś maczety wymagało sporo wysiłku.

Styczeń 2012:




Teraz:




Coraz mniej zostaje. Gdy byłam w Spalonym Domu pierwszy raz, to znaczy w drugiej części spalonego domu, na kredensie stały naczynia, w szafie wisiały ubrania, był stół, a przy nim krzesło. Dzisiaj coraz mniej rzeczy przypomina rzeczy. Coraz bardziej jest to gruz. Czasem jednak jakieś kształty się jeszcze wyłaniają, pokazują z cienia zniszczeń.




I choć bywam tam od lat, to za każdym razem odkrywam coś, co wcześniej było niewidzialne.
Tym razem pokazał się notes z 1982 roku. Całe strony w nim zapisane były liczbami. Coś dotyczyło "Nas", coś "Was".




I nie wiem, co to jest. Czy kwoty, czy ilości. Nie ma wprowadzenia. Tylko napis po wewnętrznej stronie okładki sugeruje coś. Ale to może nie mieć związku jedno z drugim.




Oprócz "Nas" i "Was" odnalazłam 3 osobę liczby pojedynczej. Jego rozdzierający żal wywołany przez widok domu bez ducha sprawi, że będzie towarzyszył mu aż do końca.





MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl