photo 1-1.jpg

wolę Bulikiem niż windą...

Link 01.11.2010 :: 12:12 Komentuj (6)

Mam nową wspaniałą kartę miejską. Moje zdjęcie jest trochę za słabej rozdzielczości, ale trudno. Ważne, że Bulik jest wyraźny :)




Wczoraj była przygoda. Wsiedliśmy z Pawłem do windy, ruszyliśmy w dół, a tu winda nagle dziwne dźwięki zaczęła wydawać. Jechała jakoś za szybko, za bardzo skrzypiała i trzeszczała. I nagle łup! Zatrzymała się. Otwieramy drzwi, a tam ściana... Po krótkiej analizie sytuacji doszliśmy do wniosku, że jesteśmy na piętrze 1, które dla windy nie istnieje, bo tam nie ma mieszkań. Próbowałam się dodzwonić do moich współlokatorów, ale nikt nie odbierał. W zasięg było ledwo ledwo. Znaleźliśmy w windzie numer do pogotowia dźwigowego, które mimo niedzieli zjawiło się dużo szybciej niż myślałam. Pan "inżynier wind", jak to określił Paweł, podciągnął nas na 2 piętro i się w końcu wydostaliśmy. Śmieszne było, że na wyświetlaczu z nr piętra pojawiło się to "??". Cała akcja trwała w sumie 45 min, czyli nie tak długo wcale. Dobrze, że nie spieszyliśmy się na przykład na samolot...
Był taki moment podczas naszego czekania na ratunek, że usiedliśmy w windzie na podłodze i zaczęliśmy rozmawiać o tym, co zrobimy, jeśli się kiedyś stamtąd wydostaniemy.

Paweł:
"Jeśli stąd wyjdę, będę poważniej podchodził do nauki..."
Ja:
"A ja jak stąd wyjdę, to zjem kanapkę z awokado i rzodkiewką..."
Paweł:
"Ja bym chciał taki wiejski prawdziwy chleb, z wiejskim prawdziwym twarogiem..."


A potem byliśmy na wycieczce wzdłuż prawego brzegu Wisły. Jesień jest taka piękna i szalona!!






Jakiś czas temu pisałam o znalezionym kuponie Toto Lotka i o testamencie, ale brakowało we wpisie zdjęcia testamentu. Teraz je dodałam, więc jeszcze raz skierowuję do tamtego wpisu.


Limud

Link 08.11.2010 :: 19:32 Komentuj (4)

Weekend spędziłam na Limudzie. Jest to wyjazd, na którym odbywają się różne warsztaty, wykłady, spotkanie i inne aktywności związane głównie z judaizmem i Izraelem. Największe wrażenie podczas całego Limudu zrobiło na mnie spotkanie z Pawłem Smoleńskim, reporterem Gazety Wyborczej. Jestem wielką fanką jego książki "Izrael już nie frunie", którą przeczytałam przed rocznym pobytem w Izraelu. Miała ona na mnie duży wpływ, pozwoliła wyrobić sobie poglądy na sytuację panującą tam, otworzyła mnie na pewne problemy i wskazała, czym się zainteresować już na miejscu. Myślę, że także wpłynęła w pewien sposób na mój blog. Tym bardziej cieszyłam się na spotkanie ze Smoleńskim. Nie rozczarowałam się.
Opowiadał on o ludziach i problemach napotkanych w Izraelu oraz o swoich spostrzeżeniach z nimi związanych. Przedstawił między innymi historię, którą opisał we wrześniowym Dużym Formacie w artykule "Pocięty, niewstrząśnięty". Dowiedziałam się także wielu nowych dla mnie rzeczy na przykład o istnieniu nielegalnych arabskich osiedli. Znajdują się z dala od czegokolwiek. Nie mają nazw. Nie ma tam prądu. Nie ma dróg dojazdowych. Nie dociera tam poczta, bo nie ma adresu. Właściwie nie istnieją. Ale są. Nigdy wcześniej o nich nie słyszałam. Wielu Izraelczyków także, a część z nich nie chce słyszeć. I to jest problem. Wstyd, że tak to wygląda. I chyba nie zapowiada się na to, by coś się miało zmienić w kwestii tych miejscowości-widm. Niesamowite. Chciałabym kiedyś zobaczyć takie miejsce.
Cieszę się też, że udało mi się zabrać głos w rozmowie. Opowiedziałam między innymi o tym, jak powstał plan wyrzucenia studentów arabskich z akademików, w których mieszkałam, by zrobić miejsce studentom żydowskim. Proces ten na szczęście zatrzymały protesty studentów i pomysł upadł.
Po wykładzie podeszłam do Pawła Smoleńskiego i powiedziałam mu, to co napisałam na początku - że bardzo cenię jego książkę, że zrobiła na mnie duże wrażenie, w dużym stopniu ukształtowała poglądy na problemy Izraela i przygotowała do wyjazdu. On się szeroko uśmiechną i powiedział, że mnie kocha :)

Poza tym ciekawy był wykład o muzyce izraelskiej - od powstania państwa do czasów współczesnych. To jest coś, czego potrzebuję, czyli nowa dawka tamtejszej muzyki. Bo ile czasu można słuchać tego samego... Dzielę się dwoma utworami, starszym i nowszym.






Poza wykładami oczywiście były imprezy, grałam w kręgle (szło mi na prawdę dobrze), śpiewałam na karaoke (tu akurat gorzej), spotkałam wielu dawno niewidzianych znajomych. W sumie dobrze spędzony czas.


Blokada

Link 12.11.2010 :: 21:19 Komentuj (24)

Pierwszy raz w życiu tak czynnie wzięłam udział w Dniu Niepodległości. Razem z trzema tysiącami osób stawiałam czoła faszystowskiemu marszowi, by ta Polska rzeczywiście była niepodległa i otwarta na innych.

Marsz nacjonalistów liczył około 2000 osób. Gromadził się pod Zamkiem Królewskim. Od razu na dzień dobry powiem, że jest mi strasznie wstyd, że do tego marszu mogło dojść i że dołączył do niego Paweł Kukiz, który dawniej występował na koncertach w Jarocinie.




Marsz Niepodległości, w którym uczestniczyły organizacje nacjonalistyczne i faszystowskie takie jak NOP, ONR czy Młodzież Wszechpolska, miał przejść Krakowskim Przedmieściem i dalej Alejami Ujazdowskimi pod pomnik Dmowskiego. Na szczęście pod hasłem "Faszyzm nie przejdzie" udało się nam odciąć drogę pseudopatriotycznej grupie, która musiała zmienić trasę i przejść mniejszymi uliczkami, gdzie mało kto ich widział.




Byli wśród nas różni ludzi - zrzeszeni jak i zwykli warszawiacy, którzy postanowili zaprotestować przeciw demonstracji faszyzmu na ulicach miasta, ludzie z organizacji feministycznych, żydowskich, walczących z homofobią, z antify. Ci ostatni wyglądali całkiem groźnie.




Ale byli też wyglądający łagodnie. To był chyba najmocniejszy efekt. Była to akcja zorganizowana przez Pawła Althamera, uczestnicy przebrani za więźniów obozów stali w pierwszej linii.






Pomiędzy nami a grupą faszystów ustawione były 3 rzędy policjantów dobrze przygotowanych na wypadek zamieszek.




Poszliśmy na chwilę z Pawłem zobaczyć jak wygląda i jak duża jest grupa faszystów. Posłuchaliśmy, jak krzyczą "Bóg, honor, ojczyzna" grubym, ciężkim głosem, przez który aż mnie ciarki przechodziły, i że są zdyscyplinowanym, karnym narodem. Wracając, gdy znaleźliśmy się pomiędzy jednym a drugim kordonem policji, w miejscu dostępnym dla przechodniów, usłyszeliśmy rozmowę kilku skinheadów o tym, jak poprowadzić swój marsz. Musieli zmienić trasę z powodu naszej blokady. Mówili między sobą, że pójdą przez Mariensztat i tak też się później stało. Chwilę po tym, jak to usłyszeliśmy i poszliśmy dalej w stronę naszej blokady, usłyszeliśmy głośny tupot za nami. Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy pędzącą prosto na nas grupę nazioli. Zrobiło mi się biało przed oczami i pomyślałam sobie, że to nie jest piękna śmierć. Na szczęście chyba nie my byliśmy ich celem i Paweł mnie pociągną za kurtkę na bok, żeby mnie nie stratowali. Odbili się od policji i zaczęli biegać i skakać, właściwie nie wiadomo było o co im chodzi. Bardzo się wystraszyłam, bo ciągle byliśmy tuż obok nich, a policja nie chciała nas wpuścić na bezpieczną stronę. Z trochę histerycznym spojrzeniem zaczęłam krzyczeć do policjanta, że my jesteśmy z blokady i nie chcemy tu z tymi skinami zostać i nas przepuścili, ale ręce trzęsły mi się jeszcze przez dłuższy czas. Jak teraz o tym myślę, to wydaje mi się, że nic by nie zrobili ani nam ani innym tam stojącym, ale takiej bandzie kilkunastu nazistów raczej ufać nie należy.

Gdy dowiedzieliśmy się, że Marsz poszedł inną trasą, poszliśmy na Tamkę. Dołączyliśmy do grupy kilkusetosobowej i próbowaliśmy zatrzymać marsz faszystów, ale zablokowała nas policja. Problem był w tym, że ten Marsz Niepodległości był legalny i wyszło na to, że to ci narodowcy są bronieni przez policję. Ponieważ uzbrojeni policjanci zagrodzili nam drogę, musieliśmy przejść przez Muzeum F. Chopina by dostać się do parku na skarpie. Tam z jednej strony nadciągał kordon policji, więc musieliśmy ruszyć w drugą stronę. Przestało mi się to podobać, bo wyszło na to, że to nas policja gania po krzakach, a marsz nacjonalistów może sobie spokojnie iść ulicami. Razem z Pawłem i dwoma kolegami podjęliśmy decyzję o odłączeniu się od blokady, która z każdą chwilą słabła i się zmniejszała. To była pewna porażka, ale trudno było zatrzymać ten marsz wspierany dodatkowo przez policję. I chwilę po tym, jak się odłączyliśmy, grupa policji ruszyła biegiem za grupą antyfaszystowską i otoczyła te 200 osób. Zostali oni zatrzymani na 2 godziny przy ulicy Browarnej. Szkoda. Szkoda, że faszyści mogą spokojnie paradować po mieście.




My za to dotarliśmy pod pomnik Dmowskiego, który był celem Marszu. Usłyszeliśmy tam bardzo ciekawą przemowę pewnego pana, który był święcie przekonany, że ta banda anarchistów (czyli między innymi my i warszawiacy, którzy są za równością i tolerancją) jest specjalnie szkolona i uczy się jak się robi koktajle Mołotowa. Jak to skomentowała Bronka - od samego Mołotowa. Pewna pani spojrzała na mnie i Pawła i powiedziała:
- Macie państwo takie semickie rysy.
Ja:
- A dziękuję za komplement.
Ona:
- Na pani miejscu bym się tak nie cieszyła.
Ja:
- No a ja jednak się cieszę.

Potem dotarł Marsz, wykrzyczał swoje "Bóg, honor, ojczyzna", a potem "kto nie skacze jest pedałem, hop hop hop", przez co cała ta zgraja zaczęła podskakiwać. Rzucali race i krzyczeli "dziękujemy", gdy prowadzący marsz powiedział przez mikrofon, że Biedroń został spałowany i aresztowany.




Pilnowani przez policję z psami i na koniach mogli bezpiecznie wykrzykiwać te swoje hasła.






To przykre i trudne do uwierzenia, że po doświadczeniach wojny takie organizacje jak ONR czy NOP mogą sobie swobodnie demonstrować otoczeni kordonem policji, aby nic im się przypadkiem nie stało i mogli bezpiecznie składać hołd Dmowskiemu.








Mam nadzieję, że w przyszłym roku miasto nie wyda zgody na taki marsz.


Link 25.11.2010 :: 19:31 Komentuj (14)

Jestem już pełnoprawną licencjatką. W poniedziałek odebrałam z rąk rektora mój pierwszy dyplom :) I już w różnych formularzach będę mogła zaznaczać "wykształcenie - wyższe" :) Zdjęcie zrobił Robert, którego dyplom widać w tle.





A teraz męczę się nad drugim dyplomem. Ten jest trudniejszy. Rozgryzam przestrzeń współczesnej kobiety. Bo ona się zmienia razem z przemianami społecznymi, które zachodzą. Co kobiety mogą, czego chcą, co mają, jak żyją teraz i może też do czego to dąży. Cały semestr jest na analizę problemu i zbudowanie założeń, a dopiero w drugim semestrze można zacząć projektować. Jeśli natkniecie się na jakieś ciekawe artykuły, książki, filmy które dotykają kwestii tej przestrzeni (też obyczajowej) lub będziecie mieć jakieś swoje spostrzeżenia i przemyślenia, piszcie śmiało!!



MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl