photo 1-1.jpg

Tel Aviv – jest, a jakby go nie było

Link 04.11.2015 :: 20:51 Komentuj (2)

Od kilku dni jesteśmy w Tel Avivie. W sobotę byliśmy na świetnym Halloween u Orena, mojego kolegi z roku z Bezalelu. Bardzo byłam zaskoczona, bo spotkałam tam prawie połowę naszego roku, w dodatku wszystkich tych, z którymi się dawniej trzymałam! Wiecie jaka to radość spotkać takich i tylu znajomych po, uwaga – 6 latach?! I pomimo upływu czasu właściwie nic się nie zmieniło. Wszyscy są tacy sami jak byli. Niektórym co najwyżej urosła broda, brzuch, jeszcze innym przybyło dzieci. Ale rozumieliśmy się dokładnie tak samo jak dawniej. Przypominaliśmy sobie swoje żarty z tamtych czasów, najśmieszniejsze sytuacje. Poczułam się tam bardzo szczęśliwa i dało mi to też posmak czegoś, czego bezskutecznie szukam w Jerozolimie. Miałam wrażenie, że te lata nie upłynęły i jesteśmy na bezalelowym wyjeździe. I dało mi też pewien spokój, którego tak do końca od czasu wyjazdu po wymianie nie miałam. Bo wiem, że może być prawie tak samo, bez cofania czasu i w innym miejscu.

Od lewej: Adam, Alan, Orr, Oren, Vadim, Ron, David, Katia dziewczyna Davida i Elad.




Początkowo pod względem pogodowym w Tel Avivie było bardzo pięknie, ciepło, a czasem nawet za ciepło.




Na tyle, że musieliśmy kupić coś na głowę. Ja się nawet kąpałam i było przecudownie!




Alan radził sobie ze słońcem jak mógł. :)




Drugiego dnia pogoda zaczęła się robić dziwna. Taka jakaś mętna. Nie wiedziałam, co to zapowiada. W dodatku niepokój wzbudzały helikoptery co i rusz lecące na południe, co od razu przywodzi na myśl, że może coś się dzieje w Gazie. Na szczęście chyba jednak nie.




No i dzisiaj się okazało, co ta pogoda zapowiadała...






To pustynny pył przyniesiony przez wiatr z Arabii Saudyjskiej. Oprócz tego, że mało widać, kiepsko się też oddycha. Niektórzy chodzą po ulicach w maskach.
Poszliśmy nad morze zobaczyć co i jak, i tak to wygląda.








Weszliśmy też na usypane z głazów molo, na które co prawda nie można wchodzić, ale aż żal było nie... Spotkaliśmy tam 2 panów Azjatów, którzy coś łowili. Na kawałki mięsa na sznurku i podbierak. Nie znam się specjalnie na łowieniu, ale na łapanie ryb to nie wyglądało.




No i rzeczywiście...
Nie miałam pojęcia, że tu są kraby. Nigdy żadnego w Izraelu nie widziałam. Szkoda, że zobaczyłam akurat w takich okolicznościach... Nie za bardzo mogliśmy się z panami porozumieć, ale pokazali na nas palcem i powiedzieli w końcu po hebrajsku "ochel?", czyli jedzenie. Krótko mówiąc, chcieli nam opylić te kraby...




Z powodu pogody odwołane zostały wszystkie loty krajowe. Zagraniczne latały, choć się dziwię.




Po całym takim dniu wszystko jest pokryte całkiem grubą warstwą pyłu o piaskowym kolorze. Włącznie z nami. My wzięliśmy prysznic, Tel Aviv ma brać prysznic przez cały jutrzejszy dzień.




Na koniec chcę się pochwalić, że jeszcze nie zapomniałam tak całkiem hebrajskiego. Zostałam poddana 2 całkiem trudnym próbom i wyszło nieźle. Pierwsza próba to zrozumienie menu w restauracji, gdzie azjatyckie dania typu Miso, Tom Kha i inne były zapisane fonetycznie hebrajskimi literami... To było dość podstępne. Druga próba była jednak dużo poważniejsza. Byliśmy wczoraj na rozmowie w sprawach zawodowych z 2 paniami, z których jedna mówiła po angielsku tylko trochę, a druga w ogóle. Więc cała 4-godzinna rozmowa musiała się odbyć prawie wyłącznie po hebrajsku. Bardzo jestem z siebie dumna. Mam nadzieję, że Wy ze mnie też!



MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl