photo 1-1.jpg

Po polsku!

Link 06.12.2008 :: 15:35 Komentuj (10)

Przyjechała do mnie Polska. Ostatnie 3 dni były najbardziej polskie ze wszystkich dni mojego pobytu tu. I skutek tego taki, że mi się tęskno zrobiło. Fajnie tu, ale w domu najlepiej.
Ale zaraz zaraz - o co chodzi?

Nie wiem, czy już kiedyś pisałam, ale bardzo bardzo bardzo lubię Myslovitz. I zawsze chodzę na wszystkie koncerty w Warszawie i okolicach. Przez cały ten rok zespół miał przerwę i nie grał. Zaczyna grać 28 grudnia i bardzo się martwiłam, że przez pobyt w Izraelu nie będę na pierwszych koncertach po tej długiej przerwie. I...
I wczoraj byłam na koncercie Myslovitz w Tel Avivie!!! :D
A to z tego powodu, że teraz jest Rok Polski w Izraelu. Więc miałam koncert jako pierwsza :) Dzień wcześniej wystąpili też Cool Kids Of Death, ale nie byłam.
Na Myslovitz było świetnie! Przyszło może 150 osób, więc było bardzo kameralnie. I zdecydowana większość to Polacy. Szalałam pod samą sceną z Tadkiem W. i 2 chłopcami z Polski, których tam poznałam. Nie wzięłam do Izraela dużo ubrań, ale jakoś tak wzięłam koszulkę Myslovitz, więc akurat się przydała :)

Tylko że nie było bisu. I zagrali mniej piosenek, niż udało mi się wypatrzeć na liście, która leżała na podłodze. Wyszłam po koncercie na dwór, na tył tego klubu i spotkałam tam Wojtka Powagę (gitara) i Przemka Myszora (klawisze i dużo innych instrumentów) - akurat tych członków zespołu, których najbardziej lubię. Zapytałam o bisy i okazało się, że w trakcie koncertu szef klubu dał im znać, że mają kończyć, bo zaraz zaczyna się następna impreza... Że oni wcale nie chcieli jeszcze schodzić ze sceny. No i spędziłam dobre 15 minut z Wojtkiem i Przemkiem, śmiejąc się i gadając o Izraelu. To dużo milsze gadać z nimi na końcu świata, gdzieś, gdzie mi nawet nie przyszło wcześniej do głowy, że mogę ich spotkać, niż w Polsce. I dla nich chyba też to było milsze.

Zostawiłam wewnątrz klubu rzeczy i okazało się, że zaczęła się następna impreza i już nie mogę wejść do środka... Wróciłam do Myslovitz i Rojek mnie skierował przez scenę, gdzie ich ekipa wynosiła instrumenty. Ale tam facet z klubu powiedział mi, że nie mogę wejść i że "I don't care". Więc znowu wróciłam do zespołu. Już myślałam, że nie odzyskam rzeczy, albo że będę musiała zapłacić za wejście... I Wojtek Powaga powiedział, że jak już wyniosą sprzęt, to załatwi, żeby mnie wpuścili. I przez ten czas czekał ze mną :) To było tak bardzo miłe!


A w środę przyjechali na bardzo krótko Klara, Nikodem, Jasiek i Robert - kolejna cząstka Polski.




Cały dzień spędziliśmy razem. Najpierw w Jerozolimie na Starym Mieście. Zorganizowałam im taki mały Taglit, no może bez tej propagandy ;)
Chyba największe wrażenie na chłopakach zrobiło to:




I facet chodzący z pistoletem (nie żołnierz z karabinem). A my z Adą już tego prawie nie zauważamy. I po powrocie będzie dla nas pewnie dziwne, że można wszędzie wchodzić bez przechodzenia przez bramki wykrywające zło i bez pokazywania zawartości torebki.

Zrobiliśmy też rundkę pod nazwą "zjedzmy coś". Najpierw knafe, potem arabska kawa z kardamonem i super kebab w barku arabskim. Było pysznie!
A Robert jak zawsze wszystko analizował, rozkminiał i wchodził do wszystkich stoisk na szuku, gdzie go tylko ktoś zawołał :)




Wygrzewaliśmy się na słońcu i było na prawdę jak w wakacje.



A potem jeszcze Tel Aviv i piwo w parku - tak żeby było po polsku.

I te ostatnie dni są tak jak z górą, co przyszła do Mahometa. :)


Szutafim szeli

Link 08.12.2008 :: 19:36 Komentuj (13)

Wreszcie nadszedł czas na prezentację moich współlokatorów.
Mieszkamy w pięć osób. Ja i czworo Izraelczyków. To najpierw ja :) Ale mnie omawiać nie będę - można sobie poczytać bloga, to będzie wiadomo.




Słucham natury:




Amitai. Z pozoru nie pozorny ;) Typ geniusza. Dałam mu do rozpracowania wiersz po angielsku, do którego mieliśmy zrobić ilustrację i dopatrzył się tam wszystkiego - przenikających się przestrzeni, cyrkulacji w przyrodzie i prostolinijnego patrzenia, wskazówek zegara, których symbolem jest noga założona na nogę. Studiuje na Bezalelu sztuki piękne. W wojsku był pielęgniarką.




Shuki. Kolejny nieprzewidywalny. Ciałem w Izraelu, duchem gdzieś w Indiach. Cały czas śpiewa. A jak nie śpiewa, to gra na gitarze lub czymś dziwnym i w przeróżnych pozycjach (patrz niżej). A jak nie gra, to się śmieje. Ulubiona kreacja - same bokserki. Studiuje ekonomię. W armii służył w jakimś bardzo niebezpiecznym miejscu.






Guy. Mój ulubiony współlokator. Robi to co chce, czego nie chce to nie robi. Zawsze przywozi z domu masę jedzenia i się z nami dzieli. Najbardziej dba o porządek (na drugim miejscu, bo najwięcej to ja sprzątam - tak mamo, to prawda). A jak dzisiaj umyłam całą podłogę w kuchnio-salonie, to mi obiad zrobił za to. Ma fajnych kolegów i wszyscy razem oglądamy Izraelskiego Big Brothera (z którego nic nie rozumiem)... Studiuje prawo. Do wojska pójdzie po studiach, bo jest na specjalnym programie, który polega na tym, że armia funduje mu studia, a on potem będzie w wojsku przez 6 lat jako prawnik.






Lital. Jedyna osoba z naszego mieszkania, której się czasem boję i która czasem się złości - na przykład o to, że Ada drzwi nie zamyka. Jak jest zmęczona czy zestresowana, to przychodzi do mnie i prosi, żebym jej coś powiedziała po hebrajsku i potem pęka ze śmiechu :) Najmniej się z nami integruje, ale jakoś się już rozkręca. Ostatnio zobaczyłam u niej na ścianie zdjęcia jej razem z Osnat, która była moją opiekunką rok temu na Taglicie! Okazało się, że się przyjaźnią. Ale ten świat jest mały! Lital studiuje chyba coś z marketingiem, ale dokładnie nie wiem. W wojsku była. :)














Jest też jeszcze jeden współlokator, ale nie znam imienia. I chyba nie był w wojsku...




Strefa Gazy

Link 12.12.2008 :: 01:19 Komentuj (16)




Przyjechała grupa studentów z Krakowa na warsztaty na Bezalel. Tutejsza pani profesor codziennie organizuje im jakieś wycieczki. I dziś była wyprawa w okolice Strefy Gazy, na którą i ja się załapałam. Oczywiście do Strefy Gazy nie weszliśmy - można tam wejść jedynie posiadając specjalną przepustkę wydawaną w wyjątkowych okolicznościach. Zresztą nikt z nas na pewno nie chciałby tam wchodzić, wprost w paszczę lwa...

Najpierw Sderot, nazywane czasem Miastem Duchów. To około 15-20km od Gazy. Na każdej ulicy jest po kilka schronów. Niby poza tymi schronami wszystko wygląda normalnie, ale czuje się tam coś dziwnego. Panuje tam jakaś taka nietypowa cisza, mało ludzi widuje się na ulicach.




I każdy przystanek ma swój własny schron.




Potem byliśmy w kibucu Nahal Oz. Stamtąd do granicy jest 800m. Wiedziałam, gdzie jadę, ale nie myślałam, że to będzie tak blisko... Te budynki za czołgiem to już Gaza.







Na terenie kibucu otoczonego 3 rzędami płotu z drutem kolczastym non stop chodzi patrol. Na moje pytanie, jak się zachowują w czasie ataku, jeden z żołnierzy powiedział, że zazwyczaj chowa się za drzewo...




Ale są też minibunkry, za którymi można się schować. Takie mniej więcej wysokości 1m.




Rozmawiałam z jednym panem, który mieszka w tamtych okolicach. Mówił, że się nie boi. Bo nie dałoby się tak żyć. Tam po prostu trzeba funkcjonować normalnie. Rakiety z Gazy lecą codziennie. Nie tylko na Sderot, ale w różnych kierunkach. Tak od 5 do 40 dziennie. Zazwyczaj pudłują na szczęście. Jak trafią (a to zdarza się bardzo rzadko - przeważnie lądują na polach), to wtedy Izrael śle na nich swoje rakiety. Ale jak tak latają i pudłują, to się nie reaguje na to. Ja na szczęście nie widziałam żadnej rakiety. Jedynie kilka w gablocie.




Widziałam za to wielki balon, z którego obserwowana jest Gaza. Gdy coś się dzieje, z balonu wysyłany jest czerwony sygnał, by udać się do schronu.

Nie wyobrażam sobie, jak można żyć i normalnie funkcjonować w takim miejscu. A tutaj się tak samo chodzi do szkoły, robi zakupy, sadzi kwiaty w ogródku jak wszędzie indziej. Widziałam też, jak 2 panów w ogródku budowało schron.

Całkowicie mi się tu zmienia światopogląd. Wcześniej to były obrazki w telewizji, jakaś abstrakcja, a teraz to wszystko jest blisko mnie. Właściwie to mnie to dotyczy. I powoli zaczynam to rozumieć, jeżeli zrozumieć się tu cokolwiek da.
Wiem, że to mało turystyczne miejsce, ale bardzo dużo się dzięki temu dowiedziałam.

Mój współlokator Shuki ma 22 lata. Był w armii w Gazie, w Libanie i w Nablusie. Oglądaliśmy dziś razem mapę Izraela. Pokazał palcem Nablus. "Tutaj zastrzeliłem dwóch terrorystów..."


Tak ogólnie

Link 17.12.2008 :: 23:14 Komentuj (11)

Dzisiaj rzucałam talerzami. Było super!




Nie żebym była jakoś wściekła czy coś, ale kupiłam dziś dużo naczyń w bardzo tanich sklepach, poszłam z nimi na dwór i rozbiłam o chodnik. No bo robię taki projekt w szkole... O tym, jak nadać drugie życie potłuczonym naczyniom, zamiast je wyrzucać do śmieci. Tak sobie wymyśliłam i teraz się z tym męczę. Z potłuczonych fragmentów tworzę nowe naczynia. Jest z tym trochę śmiechu i kombinowania.

Poza tym zgłosiłam moją Menokiję na konkurs na chanukiję organizowany przez sklep z designem w Tel Avivie. W niedzielę będą wyniki. A dziś w wiadomościach pokazywali te projekty. Co prawda tylko jeden projekt był zaprezentowany (nie mój), niemniej jednak Menokiję było widać :)

Boże Narodzenie równo za tydzień, a tu w ogóle żadnego klimatu świątecznego! No nic, po prostu nic. Tylko cały czas z każdej strony trąbią o chanuce. I jeszcze dziś się dowiedziałam, że właśnie w Wigilię mamy zajęcia ze szkicu w muzeum, do 20:30. I chyba przełożymy z Adą świętowanie na czwartek. Ale głupio...

Jeszcze kilka zdjęć z niedawnej wyprawy do Mea Shearim.
To właściwie cały przekrój społeczności tego miejsca. Nie wiem, czy kogoś tu zabrakło.






Bolek i Lolek.




Tak się chroni te czapy przed deszczem. Trochę głupio tak z reklamówką na głowie chodzić...






Chanuka

Link 21.12.2008 :: 22:09 Komentuj (6)

Dzisiaj były wyniki konkursu na chanukiję, ale nie wygrałam. To wygrało (Asaf Koren):




Ale ja w mniej niż pół godziny po rozwiązaniu konkursu sprzedałam moją Menokiję :) Kupiła ją jurorka, designerka, która powiedziała mi, że się zakochała w moim projekcie i chciała żeby to on wygrał :) No i zainkasowałam za to 700 szekli czyli ok 550zł! Narzekać więc nie ma co :)




Były jeszcze m.in. takie projekty:








Ten projekt to mój ulubiony, ale zrobiony przez syna jurorki (tej co kupiła Menokiję), więc nie mógł startować w konkursie. W tym projekcie chodzi o to, że świeczka jest jedna, ale codziennie dokłada się podłużne lusterko w którym odbija się ta jedna świeczka.




A wszystko razem prezentowało się tak:




Dzisiaj też początek chanuki, więc zapalaliśmy pierwszą świeczkę. Ale w zupełnie normalnej chanukii...


No i tu kończy się radosna część wpisu. Przyszedł czas na smutek. Wczoraj wyprowadził się od nas Shuki. Na szczęście niedaleko, 5 minut pieszo. Znalazł mieszkanie tańsze, większe i dla 3 osób, a nie dla 5 jak tu. Szkoda straszna, bo ostatnio się bardzo skumplowaliśmy. Zostałam nawet nazwana jego siostrą, ale nie chciałam tego uoficjalnić. Bo jakbym miała dość, gdyby np. ciągle chciał pożyczać kasę, musielibyśmy wziąć coś na kształt rozwodu ;)
Z tej okazji takie 3 zdjęcie na przypomnienie, jak Shuki wygląda. Z ostatniej sesji zdjęciowej o nazwie "czapa".








Rany, kto się do nas wprowadzi teraz? Mam nadzieję, że nikt...


Święta!

Link 23.12.2008 :: 23:44 Komentuj (11)

No i mamy święta! Jednak Wigilię zrobimy wtedy kiedy trzeba. I zdaje się, że będziemy w dość licznym gronie chrześcijańsko-żydowskim :) Dziś z Adą cały wieczór spędziłyśmy na robieniu pierogów ruskich i z kapustą i grzybami. Tak tak, mam tu suszone grzyby. Mama mi przesłała. Własne, spod własnych drzew! Po biały ser i kwaszoną kapustę wybrałam się do rosyjskiego sklepu, sporo tu takich. Zrobiłam farsz wczoraj w nocy i dziś z Adą ulepiłyśmy 81 pierogów.
Tak się zaczęło:




Lubimy bawić się jedzeniem :)




Ada wpadła w szał pierogowy :)




W sumie mało tu świątecznie w tej Jerozolimie, ale czasem trafi się coś familiar...




Na prawdę nie wiem, skąd oni wiedzą co to jest bałwan...




Wszystkiego najlepszego tym, którzy to czytają i którzy nie czytają, ale i tak mnie lubią. Ja też Was lubię! Nie wiem, jakie życzenia złożyć tak zbiorowo, więc na głos niech będzie HAG SAMEACH! A reszta w domyśle ;)




Mam też taki mały prezent muzyczny:
Jingle bells po arabsku...

jingle bells po arabsku


Zaczęło się...

Link 27.12.2008 :: 19:42 Komentuj (87)

No i zaczęło się...
Wczoraj przylot Praksedy do Izraela, dzisiaj nalot Izraela na Gazę.
Dwa tygodnie temu byłam pod granicą z Gazą, dziś bym już tego zrobić nie mogła. W zeszłym tygodniu wygasł "pokój" między Izraelem i Gazą i żadna ze stron nie chciała go kontynuować, a z Gazy poleciało dużo więcej rakiet niż wcześniej (ponoć około 80 dziennie). Dziś rano Izrael zrzucił na Gazę 20-30 bomb. Zginęło ponad 200 Palestyńczyków. I skutek tego da się już odczuć. Okoliczni Arabowie solidaryzują się z Gazą.

Jeszcze dziś rano byłyśmy z Prax na spacerze po okolicy, oglądając z naszej Mt Scopus wieś Isoria:




Po południu zrobiło się tak:




Na końcu tak:




Dopiero przed chwilą się uciszyło. A było słychać krzyki, strzały co kilka minut przez dobre 3 godziny. W tę i z powrotem latał helikopter z wielkim reflektorem świecącym na tę wioskę. Wydaje mi się, że to co się tu dziś działo, nie było żadnym realnym zagrożeniem, a raczej próbą zademonstrowania swojego stanowiska w tej sprawie. Arabowie spoza Gazy chcą pokazać, że solidaryzują się z tamtymi.
Zapewne przez kilka najbliższych dni wszędzie będą bardzo wzmożone kontrole, bo Hamas krzyczy głośno. Ale czego oni się spodziewali, jak cały czas ślą te swoje rakiety z Gazy?
Mogliby pośpieszyć się z budową tego muru...
W strasznie głupim momencie Prakseda przyjechała...


Nowy rok

Link 31.12.2008 :: 20:05 Komentuj (5)

Jako że bardzo niedługo zacznie się nowy rok (tutaj o godzinę wcześniej niż w Polsce), życzę Wam wszystkim szczęśliwszego owego nowego roku, spokoju, radości i różnych miłych rzeczy i ludzi.
Żeby wszyscy, mimo wielkich różnic, umieli się dogadać i jako tako żyć ze sobą w zgodzie.




Takie dziś zrobiłam czekoladki:





MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl