Magister Hellmanns prezentuje:

Link 09.03.2012 :: 17:57 Komentuj (1)

Uroczyście ogłaszam, że nastąpił w końcu dzień, który miał nastąpić codziennie od września, ale jakoś nastąpić nie mógł. Pokażę mój projekt magisterski! Od razu jednak uprzedzam, że ten projekt jest całkowicie inny od moich dotychczasowych. Chciałam spróbować czegoś trochę innego i wyszedł mi projekt całkowicie konceptualny.

"Prywatna przestrzeń współczesnej kobiety".

Zacznę małym wprowadzeniem. Przez pierwsze pół roku zajmowałam się rozmyślaniem nad tym, czym jest i jaka jest przestrzeń kobiet dzisiaj. Taka przestrzeń, jaką się zajęłam, dotyczy nowego, dość konkretnego modelu kobiet, a nie kobiet w ogóle. Wybrałam kobietę, która:

- znosi granice tradycyjnie wyznaczające przestrzeń jej funkcjonowania
- tworzy nową definicję kobiecości
- nie chce udawać mężczyzny
- chce sama decydować o sobie, kim i jaka jest
- stawia na własny rozwój i rozwój swoich pasji, a dopiero potem na założenie rodziny
- samodzielna, silna, odważna, nie boi się ryzyka
- często zajmuje się dziedzinami mało popularnymi wśród kobiet
- łamie stereotypy dotyczące swojej płci
- chce swobodnie funkcjonować w świecie zewnętrznym, a do tego potrzebuje własnej przestrzeni

Na podstawie moich przemyśleń i obserwacji zrobiłam takie bardzo uproszczone i ogólne schematy dotyczące przestrzeni funkcjonowania kobiet w różnych czasach.
Pierwszy - pokazuje czasy bardzo dawne, jak np. starożytna Grecja, gdy życie kobiet skupiało się głównie w pokojach czy części domu przeznaczonej dla pań, świat zewnętrzny natomiast całkiem był im niedostępny. Granice między tymi światami były wyraźne i zdecydowane.
Drugi - przestrzeń np. matki-Polki, kobiet które dużo zajmują się domem, jednocześnie pracują, nie mając jednak swojej własnej przestrzeni. Chociaż świat zewnętrzny jest dla nich otwarty, to granice nadal istnieją.
Trzeci - pokazuje kobietę, której dotyczy mój projekt. Funkcjonuje w każdej przestrzeni, a granice prywatności i intymności ustala sama i dowolnie je zmienia.




Moja przestrzeń składa się z 2 parawanów, które są kobiecym atrybutem. 2 parawany można dowolnie ustawiać względem siebie, wyznaczając przestrzeń większą lub mniejszą, bardziej lub mniej zamkniętą.






Jedna z części, którą nazwałam Kokon, pozwala na całkowite odcięcie się od świata, schowanie się, daje poczucie bezpieczeństwa.




Kieszonka, w którą można chować stopy, służy jednocześnie do odwieszania części kokonu.






Drugi parawan jest trzyczęściowy.




Architektka Alison Brooks: “Wydaje mi się, że właśnie wrażliwość na architekturę krajobrazu, różnorodność form, funkcji, skali to coś kobiecego.” Według Li Edelkoort, która przepowiada trendy dla najważniejszych marek świata, będzie następowało ponowne wracanie do natury: “Czas, by użyć ludzkiej kreatywności i odnowić relację z ziemią.” I tak powstało skrzydło parawanu o nazwie Ogród, z kieszonkami, w których rosną żywe rośliny.

Lewe skrzydło to wyciszenie.

Środkowe skrzydło to zbiór piktogramów opisujących cechy współczesnej kobiety. Jest tu między innymi walizka - mobilność i podróże, kluczyki od samochodu - niezależność, młotek - samodzielność, zaradność i wiara we własne możliwości. Ale są tu też takie rzeczy jak perfumy, buty na obcasach czy grzebień mówiące o tym, że niezależnie od zmieniających się czasów, potrzeba piękna jest zawsze aktualna.




Wszystko wykonane zostało z tkaniny i aluminium. Tutaj detal - zawiasy.





I w zamian za projekt dostałam ten oto dyplom. Teraz już mi nikt nie podskoczy!




Galeria na Małej

Link 04.02.2011 :: 18:51 Komentuj (6)

W tym semestrze mieliśmy zadanie o Pradze - żeby jakoś zachować, podkreślić, upamiętnić Pragę taką, jaka jest, zanim zjedzą ją developerzy.
Podczas moich wycieczek natknęłam się na bardzo sympatyczną ulicę Małą.




No i zrobiłam "Galerię na Małej". Od razu uprzedzam, że to wizualizacje, projekt nie jest tam zrealizowany (jeszcze ;) ).

Na czym to polega: wynajdywałam elementy, które tworzą Pragę (wizualnie), ale zazwyczaj się ich nie zauważa. To takie "zwykłe" rzeczy, a ja chciałam podkreślić ich wagę i wskazać właśnie na ich niezwykłość. Elementy takie "zamykałam" w ramki jak ze zdjęć z Polaroida. To mają być papierowe ramki, przyklejane tak jak plakaty. Nie chcę, żeby były namalowane, by na stałe nie naruszały tej naturalnej Pragi. One pewnie by trochę powisiały, a potem zdarły się, ale to też przewiduje projekt - że to wystawa czasowa. Oto kilka przykładów:

Szyld:




Stary szyld przysłania jeszcze starszy:




Tu była stara tabliczka z numerem domu:




Kwestia czasu:




Dziury:




Mazgroły (moje ulubione):








Zrobiłam też wizualizację tego, co się może z takimi ramkami stać. Ponieważ nie za bardzo wierzę, że długo powisiałyby takie białe, wyobrażam sobie dalsze ich życie mniej więcej tak:



Napisy są oryginalne z Pragi, tylko z innych miejsc. Nie ja je pisałam.


Jutro jadę na Słowację. Widzimy się za tydzień!


Bujaj się

Link 25.01.2011 :: 23:16 Komentuj (11)

Znowu długo nie pisałam, ale tym razem to w związku z sesją i grypą. Sesja o tyle przyjemna, że bez egzaminów, ale projekty skończyć trzeba. I o tyle nieprzyjemna, że trzeba pokazać ile się zrobiło w związku z dyplomem magisterskim...

To jeden z owoców drzewa Hellmanns.




Bujaki zrobione są ze sklejki, a na niej jest tapicerowanie (sama tapicerowałam :) ). Zainspirowały mnie tace, które widziałam w fabryce sklejki. Były laminowane materiałem, ale przez żywicę wcale nie było widać, że to tkanina. Sprawiało to wrażenie raczej nadruku. Pomyślałam, że warto coś zrobić, żeby dało się tę tkaninę czuć. Dlatego w bujakach robiłam miejscami coś na kształt laminowania, ale bez pokrywania żywicą i tam jest płasko i gładko, a miejscami wypychałam i tam jest miękko i wypukło.

Można sobie siedzieć na bujaku i się bujać.




Można też siedzieć na podłodze (albo na nim) i drugiego bujaka użyć jako oparcie.




W czwartek i piątek są prezentacje, więc trzymajcie kciuki!


Karnawał Robotów

Link 05.12.2010 :: 23:20 Komentuj (4)

W poniedziałek i wtorek na naszym wydziale zagościła telewizja DOMO.TV. Domo przywiozła milion kaset video, a my zabraliśmy się za nie. Trzeba było zrobić z nich COŚ.
I zrobiliśmy. Z Klarą i Piotrkiem stworzyliśmy "Karnawał Robotów".




Zestaw masek składał się z:

- Diabła




- Kapłanki




- Maga




- Żebraka




- Błazna




Zajęliśmy jedno z trzech pierwszych miejsc. :)
A maski będziemy sprzedawać już za tydzień na Przetworach na Mińskiej 25. I różne inne rzeczy pewnie też. Zapraszam!


Meble "Spotkanie"

Link 29.09.2010 :: 17:40 Komentuj (28)

Blog is not dead!
Choć muszę przyznać, że myśli o zawieszeniu bloga chodziły mi po głowie, to póki co ten moment jeszcze nie nastał. Mam nadzieję, że utrzymam się w tym postanowieniu. Ale to trochę zależy też od Was i Waszych komentarzy. Pisanie, gdy jest jakiś odzew, to zupełnie inna jakość. Wtedy się czuje, że jest sens tego wszystkiego.
A teraz do powrotu na blog zmotywowała mnie Jamajka, którą bardzo ciepło pozdrawiam!

Od czasu ostatniego wpisu minęły prawie 4 tygodnie. W ciągu tego czasu dużo ważnego się dla mnie wydarzyło. Była przeprowadzka, była obrona projektu licencjackiego, dostałam się na studia magisterskie. Trochę się tu będę chwalić, no bo czemu nie ;) Dostałam się na studia mgr na 1 miejscu! A dyplom licencjacki będzie zgłoszony rektorowi do wyróżnienia.

A zrobiłam bardzo proste meble. I o to w nich chodziło.




Meble te inspirowane są budownictwem i meblarstwem wiejskim, gdzie nie stosuje się łączników takich jak śruby. Jednocześnie jest to skonfrontowane ze nowoczesną estetyką, którą dla kontrastu nazywam miejską. Podstawowym założeniem było jednak stworzenie tanich mebli, prostych w wykonaniu, uwzględniających oszczędność materiałową.

Szukałam metody na wycięcie nóg stołka, by tego materiału marnować jak najmniej.




I znalazłam. Noga jest dokładnym negatywem drugiej, składają się one jak znak jing-jang. W ten sposób można nogi wycinać z jednej deski za pomocą frezu palcowego, a odpadów jest bardzo mało.




Meble przeznaczone są do kuchni...




...oraz do kawiarni. (Zdjęcia wykonałam w Komis Bistro & Gallery na ul. Świętokrzyskiej)




Wielkości i proporcje nie są przypadkowe. Wszystkie zaokrąglenia we wszystkich tych meblach mają taki sam promień. Wielkość blatu stołu równa jest ośmiu siedziskom stołka. Ponieważ podstawa stołka wpisana jest w kwadrat, meble dokładnie mieszczą się pod stołem, nie wystając poza jego obręb.




Tak to się montuje (do łączenia nóg musiałam zastosować kołki. Reszta trzyma się tak, że się o siebie zahacza i nawzajem usztywnia). Dodatkowo w nogach, w tych częściach które wchodzą w siedzisko, są podcięcia, które stanowią punkty podparcia dla siedziska, bez nich mogłoby ono ulegać pękaniu.




Białe elementy wykonane są z płyty stolarskiej, bo chciałam uzyskać większą wytrzymałość. Są to elementy narażone na pękanie i inne uszkodzenia, a zmiana materiału stanowi zabezpieczenie. Dodatkowo nadają one wyrazowości i nowoczesności. Wybrałam biały kolor, bo przy nim naturalny kolor drewna dużo zyskuje, jest bardziej nasycony i istotny, nie przytłoczony kolorem.




Projekt wykonałam w pracowni Tomka Rygalika.
No i dodam na koniec, że meble te zbudowałam sama. Trwało to tygodniami, ale było warto :)


Jak to jest z tymi pasami

Link 02.09.2010 :: 20:14 Komentuj (11)

To jest bardzo duży sukces. W końcu, po długich staraniach, udało się zrealizować Klary i mój projekt pasów klawiatur.
Do tej pory czytam komentarze w internecie, że nasz projekt nie powinien zaistnieć, bo nie jest zgodny z prawem. Niektóre serwisy informacyjne także poddają w wątpliwość legalność tych pasów.
Otóż sprawa ma się tak - nasze przejście dla pieszych jest zrobione w sposób legalny i zgodny z prawem. Są one zrealizowane za zgodą Ministerstwa Infrastruktury i wszystkich innych organów, bez których pasy nie mogłyby powstać.






Zapraszam na naszą pasową stronę wizytówkę (póki co) - www.pasyklawiatury.pl. A na portalu tvnwarszawa.pl można przeczytać rozmowę ze mną o pasach klawiaturach, link tutaj--->.


już!

Link 31.08.2010 :: 20:27 Komentuj (14)

Warszawa, ul. Emilii Plater.




c.d.n.... :)


PakStar 2010

Link 27.07.2010 :: 12:51 Komentuj (6)

Gdy wróciłam z Odessy, czekał na mnie w domu list o treści:

"Serdecznie gratuluję w imieniu organizatorów Konkursu, członków Komisji Konkursowej oraz własnym, uzyskanej nagrody w Krajowym Konkursie Projektów Opakowań Student PakStar 2010 za projekt Opakowania na przyprawy izraelskie".

Zajęłam jedno z trzech pierwszych miejsc. Sukces!!! :)

Napisano też, że rozdanie nagród odbędzie się we wrześniu w Poznaniu na otwarciu targów opakowań i że nagrodzone prace mogą startować w światowym konkursie opakowań WorldStar Student Award 2010.

Projekt ten już kiedyś pokazywałam, ale pokażę jeszcze raz. Zmieniłam go nieco, przeprojektowałam tak, by wszystkie z opakowań składały się na płasko i by były bardziej uniwersalne, na różne przyprawy, a nie tylko na zatar.




To co na planszy małymi literkami:

Opakowania na przyprawy wykonałam podczas pobytu w Izraelu. Uwagę moją przykuły tamtejsze niezwykłe targi, a na nich stoiska z przyprawami. Zaobserwowałam, że przyprawy często są tam kupowane jako prezenty z Bliskiego Wschodu. Są one ważone na miejscu, pakowane w plastikowe torebki lub zawijane w szary papier albo kawałek gazety. Aby uatrakcyjnić sposób pakowania przypraw, stworzyłam zestaw opakowań bazujących na lokalnych zwyczajach, czyli szarym papierze i gazetach, nadając ziołom dodatkowej szlachetności i estetyki podania.

Zaprojektowane przeze mnie opakowania występują w trzech rozmiarach, w zależności od tego, jak dużo chcemy kupić danej przyprawy. Wszystkie opakowania podczas składowania są płaskie. Gdy sprzedawca chce je napełnić, jednym ruchem nadaje im przestrzenny kształt - w wypadku najmniejszego opakowania zagarnia wszystkie strony całymi dłońmi, a w wypadku dwóch pozostałych opakowań chwyta palcami narożniki przy podstawie i odciąga je od siebie. Dzięki swej składalności najmniejsze opakowanie może służyć również jako "talerz" z ziołami, w którym macza się kawałki chleba. Taki sposób jedzenia typowy jest dla najpopularniejszej przyprawy tamtych rejonów - zataru. Pionowe bigowanie w dwóch pozostałych opakowaniach ułatwia posypywanie przypraw - przy naciskaniu na boczne ścianki z przodu tworzy się dziubek.

Prosta grafika, czyli nadrukowane fragmenty izraelskiej gazety oraz napis "Spice from Israel" (także we wersji hebrajskiej) ma nieść ze sobą egzotyczny klimat tamtejszych targów, a także nadawać opakowaniom uniwersalność. Dzięki tej uniwersalności można do nich nasypywać każdego rodzaju przypraw i herbat. Nazwę ziół dopisuje na opakowaniu sprzedawca, dlatego opakowania mogą być jednakowe dla wszystkich przypraw. Odręczny napis z nazwą zawartości dodaje produktowi również pewnej autentyczności.


Pierwsze pasy!!!

Link 22.05.2010 :: 18:10 Komentuj (11)

W końcu gdzieś...
Bratysława jest nasza!!! :)
Klary i mój projekt "pasów-klawiatur" na Rok Chopinowski został zrealizowany przez Instytut Polski w Bratysławie, zdjęcie jest także ich autorstwa.
Czekamy, co z Warszawą...




Co robi Chrząszcz?

Link 26.03.2010 :: 10:28 Komentuj (12)

No dobrze, poprzedni wpis nie wywołał szału komentowania, ale mam nadzieję, że tym razem mi trochę pomożecie.
Zadanie "Bastard" polega na tym, żeby zbudować coś z czegoś w sposób bezrefleksyjny, a intuicyjny. Czyli mówiąc prościej, łączyć różne rzeczy jak klocki aż wyjdzie z tego coś ciekawego. Dla tego zadania ostatnio chodziłam po śmietnikach, szukać świetnych rzeczy pełniących rolę owych klocków. Właściwie to nie powinno się robić żadnych założeń do tego zadania, ale ja zrobiłam ze względu na wystawę we Wrocławiu. Rzecz, którą buduję, to stoisko ulicznego sprzedawcy, który na miejscu wykonuje sprzedawane rzeczy. "Chrząszcz", bo tak nazwałam stoisko, jest jeszcze nie skończony i będę go dalej przebudowywać, póki co wygląda tak:






Te paluszki to taka gąbka.




Z tyłu są kółeczka, żeby to za sobą ciągnąć.




Tak to się prezentowało we Wrocławiu:




Sprawa jest taka, że nie określiłam, co wykonuje ten sprzedawca. Chcę, żeby to wynikło z kształtu "Chrząszcza", czyli że to przedmiot narzuca funkcję i pomysły. Dlatego też na plakacie napisałam, aby oglądający dopisywali swoje sugestie.




A teraz proszę o pomoc Was, żebyście Wy pomyśleli i napisali. Bo ja nadal nie wiem, a niedługo muszę to już określić i zacząć "Chrząszcza" stopniowo konkretyzować.
Tak więc:

DO CZEGO SŁUŻY CHRZĄSZCZ? CZYM ZAJMUJE SIĘ JEGO WŁAŚCICIEL?



Cienie i blaski

Link 22.12.2009 :: 18:59 Komentuj (1)

Bardzo przywiązałam się do mojego tutejszego pokoju. Zakochałam się w białych ścianach. Tyle można dzięki temu osiągnąć! Tyle uzyskać!

Wczoraj zrobiłam abażur, który oparty jest na pomyśle z kołem, które jest w moim pokoju w Polsce. Tam jednak przez drewniany sufit nie wygląda to wystarczająco dobrze. Tutaj lepiej. Wycięłam z tektury dziesięciokąt, a w nim ażur. Sam w sobie jest mały, ale rzuca duży cień na sufit. Chyba porobię więcej tego typu abażurów i różne ich wersje.




Znowu Bezalel Dead Sea trip :)

Link 17.12.2009 :: 20:36 Komentuj (1)

Ostatnie dni są bardzo intensywne. We wtorek pojechałam do Tel Avivu spotkać się ze znajomymi i profesorami z mojego wydziału w Polsce. To takie śmieszne spotkać się w tak zupełnie innych okolicznościach. I pić piwo wieczorem na plaży z rektorem i profesorami ;)
Oprócz tego zaliczyłam kąpiel w Morzu Śródziemnym. Pierwszy raz w życiu kąpałam się w morzu w połowie grudnia :) Nie było specjalnie ciepło, mniej więcej tak jak Bałtyk latem, ale co tam, i tak było świetnie! Aż latałam!




Całą środę i czwartek spędziłam nad Morzem Martwym na warsztatach z moim wydziałem z Bezalelu. W zeszłym roku też uczestniczyłam w tym wyjeździe i było tak super, że i tym razem nie mogłam przepuścić (tutaj można zobaczyć zeszłoroczny wyjazd).

W tym roku było mniej warsztatów i mniej pływania, bo zimniej. W ogóle to nikt się nie chciał ze mną kąpać (nie to że ze mną, ale w ogóle), ale w końcu udało mi się namówić jednego kolegę. Morze Martwe jest super!
Tak jak wspomniałam, było mniej warsztatów, ale za to było zadanie. Tematem był stołek, który miałby jakoś się wiązać z tym wyjazdem, z tym miejscem, z warsztatami. Spośród wykonanych prac zostanie wybrana jedna i jakoś podobno dobrze nagrodzona. A oprócz tego część z projektów ma być wystawiona w Muzeum Izraela w Jerozolimie.
W poszukiwaniu inspiracji poszłam zwiedzić okolicę. Bardzo niedaleko od naszej plaży znajduje się coś, co może przypominać PGR, ale są to pozostałości po zabudowaniach wojskowych zbudowanych jeszcze przez Jordanię, do której te tereny należały.




Instalacja artystyczna..?




To miejsce wydało mi się tak niesamowite, że spędziłam tam dużo czasu. I jeszcze ten kontrast z plażą obok, z palmami. Na skutek tego kontrastu przyturlałam do naszego obozowiska znalezioną między tymi budynkami oponę (pewnie nie jordańska, ale nie ważne...) i uplotłam z liści palmy siedzisko. Cały wnętrze też wypełniłam suchymi liśćmi, żeby było miękko.




Stołków i siedzonek powstało bardzo dużo. Tutaj te, które uważam za najciekawsze:






Były też warsztaty plecenia koszyków:




I pieczenie czegoś pitopodobnego.




I różne inne rzeczy. I to były takie wakacje. :)




Piłkę - do kosza

Link 09.09.2009 :: 16:18 Komentuj (21)

Miało już nie być moich izraelskich projektów, ale jednak jeden jeszcze będzie. Bo jakoś myślałam, że już pokazywałam go, a tu się okazało, że wcale nie.
Na zajęciach "including VAT" (na których zrobiłam też tabliczkę świeczki, podstawki na szczoteczkę do zębów, zakładkę do książki i iGruszkę) mieliśmy zadanie, by kupić jedną rzecz, nie droższą niż 20 szekli i zrobić z niej dwie różne rzeczy. Czyli w skrócie temat to "2 z 1". W takich zadaniach dobrze jest użyć przedmiotu bardzo charakterystycznego, będącego może nawet pewnym symbolem, kultowego. Takiego, który po przetworzeniu i tak od razu się rozpozna, bez zastanawiania się, czym to coś było wcześniej. Wybrałam piłkę do kosza i zrobiłam z niej:

1. torebkę:




2. wodoodporną kipę:




A teraz jadę w Bieszczady na kilka dni i mam nadzieję, że zrobię jakieś fajne zdjęcia.


Schowaj zatar

Link 05.09.2009 :: 18:42 Komentuj (9)

Pokażę jeszcze jeden, chyba już ostatni projekt z Bezalelu. Chyba że jeszcze zmienię zdanie i uznam, że coś jeszcze warto tu zaprezentować.
Było to ostatnie zadanie na zajęciach z package designu. Trzeba było wybrać jakąś izraelską markę lub produkt, a następnie zaprojektować 5 opakowań - np zmodyfikować zastane lub zaprojektować od początku.
Wybrałam zatar, czyli bardzo charakterystyczną dla tego rejonu przyprawę. Przyprawy w ogóle są bardzo ważnym elementem tamtej kultury kulinarnej, szuk pachnie nimi, że aż zatyka. I wielu turystów (ja też) przywozi je jako prezenty do swoich krajów. Zatar jest najbardziej znany, dlatego go wybrałam. Tylko problem jest taki, że albo pakuje się go w plastikową torebkę, albo kupuje w supermarkecie w jakimś plastikowym opakowaniu, albo na szukach arabskich owinięte w gazetę lub szary papier. A skoro tak często zatar pełni funkcję prezentu, to należałoby go jakoś ładniej opakować... Tak, żeby było proste i fajne. To było właśnie założenie mojego projektu.
Forma i materiał opakowań wyszły mi właśnie z tych gazet i szarego papieru.




To jest moje ulubione opakowanie. Z zewnątrz jest jedynie szarym papierem. Grafika to wyłącznie nazwa przyprawy po angielsku i hebrajsku, a z tyłu informacje, które zawsze na opakowaniach muszą się znajdować - do czego używać, skład, waga, że to produkt izraelski i kod kreskowy. Po otwarciu okazuje się, że całe wnętrze nadrukowane jest arabską gazetą. Opakowanie da się rozłożyć zupełnie na płasko, jest po prostu jednym kawałkiem papieru, bez cięć i klejeń. I można sobie na przykład chleb maczać w tym zatarze. A potem bardzo łatwo, jednym ruchem, składa się to i ma się znowu zamknięte opakowanie.
Tak, to po lewej i prawej to dokładnie to samo:




To jest drugie opakowanie, które bardzo lubię.




Bigowanie na bokach i z przodu jest takie samo, ale na bokach wszystko jest wklęsłe, a z przodu wypukłe - czyli taki pozytyw i negatyw. Żeby wygodnie nasypać zatar, na przykład na humus, naciska się boczne ścianki i wtedy z przodu robi się dzióbek, którym się sypie:




To jeden z moich projektów, które najbardziej cenię.


Nowoczesne pamiątki z Warszawy - tego potrzeba!

Link 26.08.2009 :: 19:17 Komentuj (7)

Dzisiaj w Złotych Tarasach została otwarta wystawa "Nowoczesna Pamiątka z Warszawy". Są to nagrodzone, wyróżnione lub też po prostu docenione projekty, które wzięły udział w konkursach organizowanych przez Biuro Promocji Miasta i Fundację Bęc Zmiana dotyczących właśnie gadżetów warszawskich, wykonane w latach 2007-2009. Czyli takie podsumowanie kilku edycji tego konkursu. Nie jest to duża ekspozycja - dwie gabloty i 6 ekranów. Gdyby jednak ktoś przechodził w tamtych okolicach, to może o to zahaczyć. Znajduje się to na poziomie 0 w pasażu Kanion, zaraz za stoiskiem z typowymi pamiątkami z Polski i potrwa do 9 września.
Na wystawie można zobaczyć wszystkie 3 moje projekty, czyli Pasy-Klawiatury, sadzonkę wierzby Salix Alba oraz grafikę z panoramą Warszawy - klawiaturą fortepianu. To ostatnie jest już używane. Do tej pory pojawiły się:

ołówki




notesy (na każdej ze stron notesu znajduje się ta grafika)




oraz magnesy na lodówkę (szkoda, że zrobili je w elipsie a nie w prostokącie...)




Otwarciu towarzyszyła konferencja prasowa, więc jeśli ktoś natrafi na to w jakichś mediach, proszę dać mi znać! :)


Wyrocznia

Link 29.07.2009 :: 14:35 Komentuj (10)

Jednym z najfajniejszych kursów na Bezalelu był rysunek designerski. Te zajęcia cieszyły mnie nawet wtedy, kiedy miałam jakiś taki szkolny kryzys i nic mi się nie chciało. Uczyliśmy się tam różnych trików przy rysowaniu produktu. Mieliśmy też fajne zadanie. Polegało ono na wymyśleniu postaci komiksowej lub książkowej i jej historii, a potem do tego były różne zadania rysunkowe. Na koniec trzeba było stworzyć szkicowy storyboard historii i złożyć wszystko w książkę.

Moja postać była wyrocznią, która żyje w wysokich górach. (zadanie: postać w jej otoczeniu)




Powstała w taki sposób:
W górach tych mieszkał mag, który wyrzeźbił małą figurkę postaci kobiecej. Zdarzyło się jednak, że mag spadł ze skały i zginął, a figurka pękła na pół. (zadanie: przedmiot jakoś związany z postacią, rysunek na ciemnym tle)




Magiczne rośliny pozbierały elementy potłuczonej figurki oraz kamienie leżące dookoła i zbudowały z nich wyrocznię. Dużo większą niż figurka.




Gdy przybywają do niej ludzie z pytaniami, wyrocznia pisze odpowiedzi na ziemi za pomocą jednego z kłączy.




Aby dotrzeć do wyroczni, trzeba wędrować wiele dni. Są jednak pewne ułatwienia, bo niektóre z miejsc byłyby po prostu niedostępne. Tutaj jest coś w rodzaju windy - kamienia z otworem, który unoszony jest przez rośliny. (zadanie: środek lokomocji postaci lub z jej otoczenia)




Ludzie docierają do miejsca, gdzie przechodzą przez kamienną bramę. Z krawędzi mogą zobaczyć wyrocznię, zadać jej pytanie i odczytać odpowiedź. Stąd też spadł mag. (zadanie: otoczenie postaci z żabiej perspektywy)




W historii dalej jest, że ludzie byli niezadowoleni z odpowiedzi. We wściekłości zaczęli rzucać kamieniami w wyrocznię. Ta wtedy, za pomocą pędów, poruszyła kamienie i spowodowała lawinę, która zabiła niewdzięcznych ludzi. Z kamieni, które w lawinie spadły, magiczne pędy powiększyły wyrocznię. Duża wyrocznia stoi tam cały czas.

Taki był layout książki (uprzedzam, że nie mam w tym dużego doświadczenia):




Biurko pamiętające

Link 27.06.2009 :: 14:09 Komentuj (9)

Wreszcie nadszedł czas na wpis o biurku, nad którym bardzo ciężko pracowałam. To był mój największy projekt tutaj. Zbudowanie go zajęło mi 2 tygodnie. No i to była moja pierwsza w życiu stolarska robota. Będzie dużo zdjęć, bo to biurko ma wiele ważnych detali, a i tak pewnie nie uda mi się go pokazać wystarczająco dobrze...

O co chodziło w całym zadaniu:
Trzeba było przynieść zdjęcia z pierwszej połowy XX wieku dotyczące naszej rodziny, wyszukać na nich interesujące detale, a następnie użyć je jako bazę czy inspirację do zaprojektowania czegoś nowego. Większość z nas projektowała meble.

Wybrałam zdjęcie, na którym jest moja prababcia rzeźbiarka siedząca przy biurku. Biurko jest drewniane, przykryte szybą, między nimi są zdjęcia, a na tym wszystkim leżą książki. Czyli to takie warstwy różnych materiałów. No i ja zrobiłam przekrój poprzeczny tego i użyłam tego przekroju jako blatu nowego biurka. Czyli wszystkie te warstwy, które były poziomo, obróciłam do pionu. Nie wiem, czy to jasne, ale może ten obrazek więcej wyjaśni.




No i moje biurko wygląda tak (widok tyłu):



Widok blatu i zamkniętych w nim przedmiotów, które znajdowały się na biurku prababci:




Kilka przybliżeń detali:
"Zamurowanae" w stole książki:



"Zamurowany" ołówek (obok niego dziurki na nowe ołówki, ale o tym później) i szyba:




Przedmioty i materiały na blacie mają charakter raczej graficzny, dwuwymiarowy. Podczas procesu użytkowania i dostawiania rzeczy codziennego użytku biurko cały czas rośnie, te warstwy materiałów narastają. I 2D wyrasta w 3D.

Szkło staje się szklanką, którą można wstawić w specjalną dziurę:



Ołówek staje się ołówkami, które wbija się w dziury w stole wyłożone gąbką (przebija się stół na wylot - najfajniejsza sprawa w całym tym projekcie :)






Książki stają się książkami, które można oprzeć o podpórki (mogą też służyć jako trzymacze lampki), które także wyrosły z płaskich desek stołu. Z desek też wyrosły nogi stołu.




Przedmioty i materiały, które zamknęłam w stole, są płaskie na górnej części blatu, tworzą jedną gładką powierzchnię. To jest taki spokojny świat. Pod stołem wszystko wygląda inaczej, jest ostro i agresywnie, bo wszystkie te przedmioty wystają tam. Można zobaczyć resztę książek, ołówek, szyby itd. A jak się doda szklankę i ołówki, to jest tego jeszcze więcej. Można np zobaczyć, że jedna z tych "zamurowanych" książek to katalog "Rok Polski w Izraelu", co się świetnie wpisuje w mój ostatni projekt po roku pobytu tutaj :)




Wszystkie te przedmioty w stole umieszczone są wertykalnie i dla przypomnienia tego, co było na początku, zrobiłam miejsce na 3 kwadratowe poziome szybki, między które można wstawić zdjęcie. Szybki są 3, bo wtedy można wyciąć kawałek zdjęcia i umieścić go np między szybką 2 i 3, a resztę między szybkami 1 i 2 i wtedy ma się pewien efekt trójwymiarowości. Szkoda, że nie widać tego tu na zdjęciu, ale na prawdę tak jest (tutaj biurko jest wyżej niż prababcia i ściana) :)
Jest to też takie "okno" między biurkiem i tym co było przedtem, a moim nowym biurkiem. I również między spokojnym światem na powierzchni stołu i tym ostrzejszym pod spodem.




No i na zakończenie jeszcze taki detal konstrukcyjny:




Ciągle nie wierzę, że Michael Jackson umarł. Myślałam, że on nigdy nie umrze!


Coś po mnie zostanie

Link 17.06.2009 :: 20:25 Komentuj (16)

Chyba nigdy w życiu nie harowałam tak jak teraz. Codziennie jestem w szkole od rana do wieczora, ostatnio pobiłam rekord swojego życia - 13 godzin na modelarni. W domu byłam o 12 w nocy. Teraz też jestem jeszcze w szkole - już 11 godzin. Jutro prezentacja i największa sprawa już ze mnie spadnie. Ale to i tak frajda ogromna budować ten stół. A w dodatku na osłodę tych ciężkich czasów stało się coś super!

Proszę Państwa wygrałam konkurs na reklamę ambientową koszy recyclingowych dla Bezalelu!!!

Ten projekt robiliśmy na zajęciach z tejże właśnie reklamy. Było około 20 prac, połowa z tych studentów ma specjalizację reklama, a wygrałam ja, która nigdy wcześniej nic z tym nie miałam wspólnego :D
Na podłodze Bezalelu w różnych miejscach są mapy wydziałów i pięter. Są to kolorowe paski i numerki. Każdemu wydziałowi odpowiada inny kolor. Ja wymyśliłam, żeby dodać tam pasek z wzorem śmieci i strzałką na końcu. W miejscu gdzie normalne paski mają numerki pięter, mój pasek ma napisane, że nowe kosze recyclingowe są na każdym piętrze. No i to będzie zrealizowane w przyszłym roku. Ja stąd wyjadę, ale coś po mnie zostanie tutaj. To takie super! :D




Arka Noego

Link 26.05.2009 :: 21:16 Komentuj (6)

Ciężkie czasy nastały. Za trzy tygodnie jest obrona projektów, a ja jestem całkiem w lesie. Tak na prawdę czuję się, jakby semestr się dopiero zaczynał, a tu takie rzeczy! W niedzielę nie mam zajęć, bo to dzień na przedmioty teoretyczne, w których z racji nieznajomości hebrajskiego nie uczestniczę. Ale i tak poszłam do szkoły robić model imitacyjny na wczorajszą prezentację i spędziłam tam 12 godzin, aż do godziny 23. I teraz chyba będzie tak często.

A teraz prezentacja mojego projektu z kursu opakowań. Trzeba było wybrać jakiegoś izraelskiego bohatera (mógł być pozytywny lub negatywny), zaprojektować grafikę na T-shirt, która jakoś będzie tę postać określać, a następnie zaprojektować opakowanie na tę koszulkę.
Mój bohater to Noe (nikt tu nie rozumie o co mi chodzi, jak mówię Noe, bo dla Izraelczyków to Noah).
Koszulka jest w oczka zwierząt, po 2 pary - samca i samicy.




Opakowanie koszulka stanowi sama dla siebie, ale złożona jak origami w arkę. Męczyłam się z tym trochę, bo musiałam nakrochmalić, żeby materiał był sztywny, a potem suszyć suszarką rozpłaszczone na podłodze, bom biedne dziecko bez żelazka. Zresztą też bez suszarki, ale pożyczyłam.




Draw session

Link 28.03.2009 :: 18:09 Komentuj (6)

Jutro uznam już, że jestem zdrowa. Dziś jeszcze siedzę w domu. Dużo się pozmieniało podczas mojej choroby, bo nagle zaczęłam rysować. Bardzo rzadko do tej pory rysowałam. Wczoraj wzięłam szkicownik, który dostałam od Felixa i teraz nie mogę przestać. Nie chce mi się odrabiać prac domowych, nie mogę wymyślić nic na reklamę ambientową i najchętniej cały czas bym po prostu rysowała.
A rysuję wszystko i wszystkich.
Zaczęło się od tego rysunku. Nota bene ten kosz znalazłam porzucony gdzieś na trawniku tego dnia, gdy miałam rozmowę z policją. Bardzo mnie on uszczęśliwił i dodał trochę domowości mojemu pokojowi. Fajne rzeczy ostatnio znajduję, np niedawno w pewnej dolinie trafiłam na końską podkowę. Nie znalazłam podkowy od dzieciństwa! Mam nadzieję, że przyniesie mi dużo szczęścia! Chciałam ją powiesić na ścianie, ale okazało się, że mój pokój na prawdę jest security i po prostu nie da się wbić gwoździa. Nawściekałam się, bo gwoździe się po prostu gięły. No, ale przynajmniej przekonałam się, że na prawdę mieszkam w bezpiecznym pomieszczeniu i żadna rakieta nie jest mi groźna, bo prędzej się odbije od ściany niż ją przebije...






Zrobiliśmy sobie dziś draw session i każdy rysował każdego. To było na prawdę super i mam nadzieję, że będziemy tak robić częściej.

Miriam:




Ari (trochę odmłodzony).




MOJE PROJEKTY / MY PROJECTS(38)
Spalony dom;(7)

Odwiedź blogi:

Pan Cygaro;
Cyberkot;
Mimo wszystko pozytywna;
Lulu;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Luk sfera - ilustracje;
Lapsus Lazuli;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Shay Gabso;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Praxa patrzy i widzi;
Fajne czcionki Klary;
Praxeda projektuje!;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;


Archiwum


2012

maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

Księga gości

helena.czernek @gmail.com



statystyka

Poprzednie

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl