photo 1-1.jpg

Mezuza właśnie z tego domu

Link 10.07.2014 :: 21:36 Komentuj (6)

To będzie bardzo długi wpis.
W styczniu ja i Aleksander zaczęliśmy razem pracować. Nazwaliśmy naszą działalność Mi Polin, co po hebrajsku znaczy "Z Polski". Projektujemy i produkujemy wszystko co się wiąże z kulturą, religią i historią żydowską. Jednym z naszych najważniejszych projektów są "Mezuzy z tego domu". Jeździmy po Polsce, odszukujemy ślady po mezuzach i robimy z nich odlewy z brązu. Dla utrwalenia ich, bo bardzo szybko znikają. Ale też tworzymy w ten sposób nowe mezuzy. Taką mezuzę, np. z Krakowa, Leżajska czy Góry Kalwarii można zamontować na futrynie drzwi w swoim domu. Dzięki temu możemy mieć kontakt z przeszłością, z miejscem z którego pochodzili nasi przodkowie. Przy zbieraniu takich odcisków staramy się zbierać również historię tych miejsc. Czasem udaje się dowiedzieć wielu szczegółów, innym razem praktycznie nic.

Jak wiecie, przygody i dziwne sytuacje zawsze się mnie trzymały. Ktoś mi kiedyś powiedział, że je przyciągam. Teraz przyciągam je też do Mi Polin. Marzyliśmy kiedyś z Alanem (Aleksandrem), żeby kiedyś udało się nam dotrzeć do potomków osób, na których domu znajduje się taki ślad i który utrwalamy w brązie. Sprawa wydaje się trudna. U nas jednak okazała się bardzo łatwa. Prawnuk mieszkańca domu w Szczebrzeszynie zgłosił się do nas sam!

Ale od początku. Mieliśmy zamówienie od pana z Kanady, aby zrobić dla niego odlew z Dynowa. W Dynowie przed wojną mieszkała jego rodzina. Ten pan nie wie gdzie dokładnie, więc poprosił o odlew z jakiegokolwiek adresu w tym miasteczku. Mieliśmy szczęście, bo zachowało się tam kilka śladów, a to wcale nie jest taka oczywista sprawa. W wielu miejscowościach nie pozostał już ani jeden.
Dynów jest za Rzeszowem. To dość daleko od Warszawy, a połączenia nie najlepsze. Polecieliśmy więc samolotem do Rzeszowa, żeby zaoszczędzić czas i mieć cały dzień na pracę. Zaplanowaliśmy sobie trasę tak, żeby z Dynowa już naziemnymi środkami lokomocji dotrzeć do Lublina. Stamtąd też warto mieć odcisk. Wstać na samolot musieliśmy o 5 rano. I o tej 5 zobaczyłam wiadomość na facebooku od niejakiego Rickiego, chłopaka ze Stanów, który napisał:
"Wszyscy moi dziadkowie pochodzili z Polski. W ciągu ostatnich lat zrobiłam dokładny research o mojej rodzinie. Kilka tygodni temu miałem okazję zobaczyć dom, gdzie mieszkała rodzina mojego dziadka w Szczebrzeszynie. Z zaskoczeniem i wzruszeniem zobaczyłem tam, że na futrynie drzwi nadal znajduje się wnęka po mezuzie."
Ricky zapytał, czy zrobilibyśmy dla niego odlew, mezuzę z domu, który wybudował jego pradziadek.
Kompletny szok! Jest 5 rano, zaraz jedziemy na lotnisko, a tu taka wiadomość! Radość i wzruszenie ogromne też dla nas. Sięgamy po mapę i okazuje się, że Szczebrzeszyn jest na trasie z Dynowa do Lublina! Gdyby Ricky napisał dzień później, to wizyta w Szczebrzeszynie przesunęłaby się zapewne o conajmniej kilka tygodni. Tymczasem jeszcze tego samego dnia się tam znaleźliśmy. :)

Ale po kolei. W Dynowie zrobiliśmy odciski 2 śladów i o godzinie 10:30 byliśmy już po robocie. Poszliśmy więc w odwiedziny do cadyka Cwi Elimelecha. Na zarośniętym pagórku nie ma już nagrobków, najwyżej rozbite resztki. Macew nie ma, ale za to są ohele, czyli grobowce. Do sterty karteczek z prośbami do cadyka dołączyłam swoją. Wychodząc z ohela chcieliśmy dać cedakę w postaci 5zł. Wrzuciłam monetę do metalowej puszki na datki zamocowanej do ściany przy drzwiach. 5zł z brzękiem uderzyło o posadzkę. Ze zdumieniem patrzę pod spód skrzynki – nie ma denka. Cadyk nie przyjął naszej cedaki! Jak to rozumieć? Cadyk nie chciał od nas wziąć? Może to za mało? Czeka, aż zarobimy więcej i wrzucimy większą kwotę? A może to znak od cadyka, że tam już nikogo nie ma..? Nie wierzę, żeby chodziło tylko o to, że wandale oderwali denko...




Przemierzając przepiękne okolice Podkarpacia i Roztocza pojechaliśmy do Szczebrzeszyna. W między czasie dostałam od Rickiego dalsze wskazówki oraz kontakt do pani Małgosi, nauczycielki angielskiego w Szczebrzeszynie, która niezwykle angażuje się w działania na rzecz zachowania pamięci i dziedzictwa żydowskiego. Towarzyszyła ona Rickiemu i jego rodzinie podczas wyprawy do Szczebrzeszyna. Pani Małgosia z niezwykłą gościnnością i ciepłem przyjęła wiadomość o naszym przyjeździe. Wieczorem przy zachodzącym słońcu zostaliśmy odebrani przez pana Franciszka, organistę w kościele, który wynajmuje pokoje i razem z panią Małgosią próbuje uruchomić fundację. Jeszcze tego samego wieczoru pan Franciszek obwiózł nas po okolicy.




Pokazał nam też żydowski cmentarz. Zachowało się na nim sporo macew. Ale jest też zbiorowa mogiła. To tutaj, na ten cmentarz, Niemcy spędzili całą społeczność żydowską i rozstrzelali. Wszystkich.




Była godzina 22. Lunął deszcz, zaczęła się burza. Wszyscy razem pojechaliśmy do domu należącego do pani Małgosi. Prowadzi tu ona szkołę językową. Przywitaliśmy się jak starzy znajomi, którzy od dawna się nie widzieli. I tak przy otwartych drzwiach, szeleście deszczu i herbacie siedzieliśmy do późna, słuchając opowieści o Szczebrzeszynie.
Dom, w którym przebywaliśmy, też był żydowski. Pani Małgosia od zawsze myślała, że należał do rodziny. Ale parę lat temu, gdy robiła porządki na strychu, znalazła tabliczkę z dziwnie brzmiącym nazwiskiem i napisem "dentysta". Zaczęła szukać informacji o osobie z tabliczki. I doszukała się. Historia jest tragiczna. Mieszkało tam małżeństwo z synem, żydowska rodzina. On był dentystą. W czasie wojny ich syn, jeszcze dziecko, został schwytany przez Niemców. Przetrzymywano go w areszcie. Udało się jednak skontaktować rodzicom chłopca ze strażą aresztu. Za odpowiednią sumę pieniędzy mieli chłopaka wypuścić. Pieniądze zostały przekazane, a chłopca zapewniano, że wróci do rodziców. Wypuszczono do z budynku aresztu. Jednak za rogiem czekał już na niego niemiecki żołnierz z pistoletem i go zastrzelił... Rodzice chłopca zaczęli się niepokoić, dlaczego pomimo wręczonego okupu, nadal ich syna nie ma. Ojciec udał się więc na miejsce, gdzie chłopiec wcześniej przebywał. Tam go zastrzelono. Matka została sama. Gdy nadszedł ten straszny czas rozstrzeliwań na cmentarzu, ona, oddając cały swój majątek, biżuterię i pieniądze, miała zostać ocalona. Spotkała się z tym, któremu przekazała wszystko, co miała. Ten wziął to wszystko i zastrzelił kobietę na miejscu...
Ten dom to dla pani Małgosi poczucie obowiązku, by dbać o pamięć o takich ludziach jak poprzedni jego właściciele.




Działania, jakie prowadzą, są bardzo ważne. Byli tam uczniowie z Izraela, którzy razem z młodzieżą ze Szczebrzeszyna uczyli się o sobie nawzajem i o historii Szczebrzeszyna. Razem też zrobili animację opowiadania Singera "Błędy", którego historia działa się właśnie w Szczebrzeszynie.




Następnego dnia rano razem z Panią Małgosią i Panem Franciszkiem poszliśmy zrobić odcisk śladu po mezuzie z domu pradziadka Rickiego. To było dla nas niezwykłe przeżycie. Ta futryna, ten ślad... Tam kiedyś była mezuza, której kilka razy dziennie dotykał pradziadek Rickiego. Teraz odlew z brązu, mezuzę z tego domu, będzie dotykał jego prawnuk...






W Szczebrzeszynie czułam, jakby czas nie płynął. Obok kościoła znajduje się synagoga i cerkiew – wszystko na jednej linii. Domy są cały czas te same, co przed wojną. Nowe wpisują się w styl i klimat. Czułam, że jestem w sztetlu. Że zaraz z bramy wyjdzie Abram Szlomo, pradziadek Rickiego. Ale nie wyszedł...




Design For Bantayan – pokaz w PME

Link 27.02.2014 :: 10:56 Komentuj (3)

Zapraszam serdecznie dzisiaj do Muzeum Etnograficznego w Warszawie! Razem z Aleksandrem będziemy opowiadać o projekcie Design For Bantayan, który zrobiliśmy na Filipinach. Będą zdjęcia i historie. Powiemy o sytuacji po tajfunie, o tym, jak projekt powstawał, pokażemy efekty pracy. Będzie można obejrzeć drewno kokosowe i go podotykać ;)

Zapraszamy!
Dzisiaj (27.02), godz. 18:30




wernisaż

Link 03.07.2013 :: 16:59 Komentuj (0)

W poniedziałek w JCC w Krakowie odbył się wernisaż mojej wystawy pt. "Judaizm w rzeczy samej" w ramach 23. Festiwalu Kultury Żydowskiej. I wszystko bardzo się udało :) Przyszło sporo gości, więcej nieznajomych niż znajomych.
Powiedziałam parę słów o tym, że w JCC to wszystko się zaczęło, gdy 3 lata temu razem z Klarą miałyśmy wykład o judaizmie widzianym oczami młodych projektantów. To wtedy postanowiłam bardziej się skupić na tej tematyce, zarówno teoretycznie jak i praktycznie. O tym, co dla mnie oznacza żydowski design - oznacza możliwość nadania formy temu, co niematerialne - tradycji, historii, opowieściom - oraz temu, co było materialne, ale już nie jest. Jest to także sposób poznawania i uczenia się. Środek, które daje mi nowe możliwości opowiadania o judaizmie ale i o designie. Sposób stawiania pytań i próba odpowiedzi na nie.
















Rozmowa z Kubą, który kiedyś udzielał mi porad w kwestii wymogów religijnych przy projektowaniu Menokiji. Za nami nowy projekt mezuz drewnianych.



Mezuzy są wykonane z drewna drzew występujących w Polsce (tu orzech, ale będą też inne). Dzięki bogatemu usłojeniu każda z mezuz jest inna i niepowtarzalna. Wykonana z metalu litera szin uzupełniona o dwa łuki tworzy menorę, będącą symbolem judaizmu.







Dziękuję bardzo JCC Kraków za zaproszenie mnie!


Judaizm w rzeczy samej

Link 26.06.2013 :: 23:08 Komentuj (0)

Zapraszam na moją wystawę pod tytułem "Judaizm w rzeczy samej"! Odbędzie się ona w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, w JCC. Będą to projekty, które wynikają z moich zainteresowań judaizmem oraz Izraelem. Poza tymi, które możecie znać, będzie kilka nowych. :)

Wernisaż już w poniedziałek 1 lipca o godz. 19:00, ale sama wystawa będzie wisiała prawdopodobnie do końca wakacji. Zapraszam!




A jak zobaczycie wystawę, to dajcie znać! :)


Wystawa "4"

Link 01.12.2012 :: 15:00 Komentuj (4)

W środę 21 listopada odbyło się otwarcie galerii Kuratorium przy ul. Siennej 43A w Warszawie. Otwarciu towarzyszył wernisaż wystawy "4". Czyli mojej, Klary Jankiewicz, Zofii Buchner i Joanny Łałowskiej.




Co nas łączy:
Każda z nas jest absolwentką ASP w Warszawie - Klara i ja Wydziału Wzornictwa, Asia i Zosia Wydziału Architektury Wnętrz, którą kończyłyśmy w tym samym czasie. Prawie wszystkie pokazujemy nasze projekty dyplomowe. Specjalnie na wystawę każda z nas zaprojektowała lampę z kilku określonych materiałów. Wśród prezentowanych prac znajdują się projekty związane z lokalizacją Kuratorium - Pasy-Klawiatury Klary i moje oraz projekt dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej Asi.







Moje lampy z forniru. Ze zewnątrz są gładkie, jednolite. Wzory pojawiają się dopiero po włączeniu lampy.




Lampy Klary.




Lampy Zosi. W tle dyplom Asi.




Poza lampami pokazałam na wystawie wspomniane już wcześniej Pasy - Klawiatury, Meble Spotkanie, Tykwy i Menokije.







Wystawa potrwa do końca roku, więc tych, którzy nie zdołali zjawić się na otwarciu, zapraszamy do obejrzenia! W ciągu najbliższego miesiąca w Kuratorium odbędą się także spotkania i warsztaty z uczestniczkami wystawy "4". Zapraszamy!

Wszystkie zdjęcia zrobił Aleksander Prugar.


Magister Hellmanns prezentuje:

Link 09.03.2012 :: 17:57 Komentuj (1)

Uroczyście ogłaszam, że nastąpił w końcu dzień, który miał nastąpić codziennie od września, ale jakoś nastąpić nie mógł. Pokażę mój projekt magisterski! Od razu jednak uprzedzam, że ten projekt jest całkowicie inny od moich dotychczasowych. Chciałam spróbować czegoś trochę innego i wyszedł mi projekt całkowicie konceptualny.

"Prywatna przestrzeń współczesnej kobiety".

Zacznę małym wprowadzeniem. Przez pierwsze pół roku zajmowałam się rozmyślaniem nad tym, czym jest i jaka jest przestrzeń kobiet dzisiaj. Taka przestrzeń, jaką się zajęłam, dotyczy nowego, dość konkretnego modelu kobiet, a nie kobiet w ogóle. Wybrałam kobietę, która:

- znosi granice tradycyjnie wyznaczające przestrzeń jej funkcjonowania
- tworzy nową definicję kobiecości
- nie chce udawać mężczyzny
- chce sama decydować o sobie, kim i jaka jest
- stawia na własny rozwój i rozwój swoich pasji, a dopiero potem na założenie rodziny
- samodzielna, silna, odważna, nie boi się ryzyka
- często zajmuje się dziedzinami mało popularnymi wśród kobiet
- łamie stereotypy dotyczące swojej płci
- chce swobodnie funkcjonować w świecie zewnętrznym, a do tego potrzebuje własnej przestrzeni

Na podstawie moich przemyśleń i obserwacji zrobiłam takie bardzo uproszczone i ogólne schematy dotyczące przestrzeni funkcjonowania kobiet w różnych czasach.
Pierwszy - pokazuje czasy bardzo dawne, jak np. starożytna Grecja, gdy życie kobiet skupiało się głównie w pokojach czy części domu przeznaczonej dla pań, świat zewnętrzny natomiast całkiem był im niedostępny. Granice między tymi światami były wyraźne i zdecydowane.
Drugi - przestrzeń np. matki-Polki, kobiet które dużo zajmują się domem, jednocześnie pracują, nie mając jednak swojej własnej przestrzeni. Chociaż świat zewnętrzny jest dla nich otwarty, to granice nadal istnieją.
Trzeci - pokazuje kobietę, której dotyczy mój projekt. Funkcjonuje w każdej przestrzeni, a granice prywatności i intymności ustala sama i dowolnie je zmienia.




Moja przestrzeń składa się z 2 parawanów, które są kobiecym atrybutem. 2 parawany można dowolnie ustawiać względem siebie, wyznaczając przestrzeń większą lub mniejszą, bardziej lub mniej zamkniętą.






Jedna z części, którą nazwałam Kokon, pozwala na całkowite odcięcie się od świata, schowanie się, daje poczucie bezpieczeństwa.




Kieszonka, w którą można chować stopy, służy jednocześnie do odwieszania części kokonu.






Drugi parawan jest trzyczęściowy.




Architektka Alison Brooks: “Wydaje mi się, że właśnie wrażliwość na architekturę krajobrazu, różnorodność form, funkcji, skali to coś kobiecego.” Według Li Edelkoort, która przepowiada trendy dla najważniejszych marek świata, będzie następowało ponowne wracanie do natury: “Czas, by użyć ludzkiej kreatywności i odnowić relację z ziemią.” I tak powstało skrzydło parawanu o nazwie Ogród, z kieszonkami, w których rosną żywe rośliny.

Lewe skrzydło to wyciszenie.

Środkowe skrzydło to zbiór piktogramów opisujących cechy współczesnej kobiety. Jest tu między innymi walizka - mobilność i podróże, kluczyki od samochodu - niezależność, młotek - samodzielność, zaradność i wiara we własne możliwości. Ale są tu też takie rzeczy jak perfumy, buty na obcasach czy grzebień mówiące o tym, że niezależnie od zmieniających się czasów, potrzeba piękna jest zawsze aktualna.




Wszystko wykonane zostało z tkaniny i aluminium. Tutaj detal - zawiasy.





I w zamian za projekt dostałam ten oto dyplom. Teraz już mi nikt nie podskoczy!




Galeria na Małej

Link 04.02.2011 :: 18:51 Komentuj (7)

W tym semestrze mieliśmy zadanie o Pradze - żeby jakoś zachować, podkreślić, upamiętnić Pragę taką, jaka jest, zanim zjedzą ją developerzy.
Podczas moich wycieczek natknęłam się na bardzo sympatyczną ulicę Małą.




No i zrobiłam "Galerię na Małej". Od razu uprzedzam, że to wizualizacje, projekt nie jest tam zrealizowany (jeszcze ;) ).

Na czym to polega: wynajdywałam elementy, które tworzą Pragę (wizualnie), ale zazwyczaj się ich nie zauważa. To takie "zwykłe" rzeczy, a ja chciałam podkreślić ich wagę i wskazać właśnie na ich niezwykłość. Elementy takie "zamykałam" w ramki jak ze zdjęć z Polaroida. To mają być papierowe ramki, przyklejane tak jak plakaty. Nie chcę, żeby były namalowane, by na stałe nie naruszały tej naturalnej Pragi. One pewnie by trochę powisiały, a potem zdarły się, ale to też przewiduje projekt - że to wystawa czasowa. Oto kilka przykładów:

Szyld:




Stary szyld przysłania jeszcze starszy:




Tu była stara tabliczka z numerem domu:




Kwestia czasu:




Dziury:




Mazgroły (moje ulubione):








Zrobiłam też wizualizację tego, co się może z takimi ramkami stać. Ponieważ nie za bardzo wierzę, że długo powisiałyby takie białe, wyobrażam sobie dalsze ich życie mniej więcej tak:



Napisy na ostatnim obrazku są oryginalne z Pragi, tylko z innych miejsc. Nie ja je pisałam.


Jutro jadę na Słowację. Widzimy się za tydzień!


Bujaj się

Link 25.01.2011 :: 23:16 Komentuj (11)

Znowu długo nie pisałam, ale tym razem to w związku z sesją i grypą. Sesja o tyle przyjemna, że bez egzaminów, ale projekty skończyć trzeba. I o tyle nieprzyjemna, że trzeba pokazać ile się zrobiło w związku z dyplomem magisterskim...

To jeden z owoców drzewa Hellmanns.




Bujaki zrobione są ze sklejki, a na niej jest tapicerowanie (sama tapicerowałam :) ). Zainspirowały mnie tace, które widziałam w fabryce sklejki. Były laminowane materiałem, ale przez żywicę wcale nie było widać, że to tkanina. Sprawiało to wrażenie raczej nadruku. Pomyślałam, że warto coś zrobić, żeby dało się tę tkaninę czuć. Dlatego w bujakach robiłam miejscami coś na kształt laminowania, ale bez pokrywania żywicą i tam jest płasko i gładko, a miejscami wypychałam i tam jest miękko i wypukło.

Można sobie siedzieć na bujaku i się bujać.




Można też siedzieć na podłodze (albo na nim) i drugiego bujaka użyć jako oparcie.




W czwartek i piątek są prezentacje, więc trzymajcie kciuki!


Karnawał Robotów

Link 05.12.2010 :: 23:20 Komentuj (4)

W poniedziałek i wtorek na naszym wydziale zagościła telewizja DOMO.TV. Domo przywiozła milion kaset video, a my zabraliśmy się za nie. Trzeba było zrobić z nich COŚ.
I zrobiliśmy. Z Klarą i Piotrkiem stworzyliśmy "Karnawał Robotów".




Zestaw masek składał się z:

- Diabła




- Kapłanki




- Maga




- Żebraka




- Błazna




Zajęliśmy jedno z trzech pierwszych miejsc. :)
A maski będziemy sprzedawać już za tydzień na Przetworach na Mińskiej 25. I różne inne rzeczy pewnie też. Zapraszam!


Meble "Spotkanie"

Link 29.09.2010 :: 17:40 Komentuj (29)

Blog is not dead!
Choć muszę przyznać, że myśli o zawieszeniu bloga chodziły mi po głowie, to póki co ten moment jeszcze nie nastał. Mam nadzieję, że utrzymam się w tym postanowieniu. Ale to trochę zależy też od Was i Waszych komentarzy. Pisanie, gdy jest jakiś odzew, to zupełnie inna jakość. Wtedy się czuje, że jest sens tego wszystkiego.
A teraz do powrotu na blog zmotywowała mnie Jamajka, którą bardzo ciepło pozdrawiam!

Od czasu ostatniego wpisu minęły prawie 4 tygodnie. W ciągu tego czasu dużo ważnego się dla mnie wydarzyło. Była przeprowadzka, była obrona projektu licencjackiego, dostałam się na studia magisterskie. Trochę się tu będę chwalić, no bo czemu nie ;) Dostałam się na studia mgr na 1 miejscu! A dyplom licencjacki będzie zgłoszony rektorowi do wyróżnienia.

A zrobiłam bardzo proste meble. I o to w nich chodziło.




Meble te inspirowane są budownictwem i meblarstwem wiejskim, gdzie nie stosuje się łączników takich jak śruby. Jednocześnie jest to skonfrontowane ze nowoczesną estetyką, którą dla kontrastu nazywam miejską. Podstawowym założeniem było jednak stworzenie tanich mebli, prostych w wykonaniu, uwzględniających oszczędność materiałową.

Szukałam metody na wycięcie nóg stołka, by tego materiału marnować jak najmniej.




I znalazłam. Noga jest dokładnym negatywem drugiej, składają się one jak znak jing-jang. W ten sposób można nogi wycinać z jednej deski za pomocą frezu palcowego, a odpadów jest bardzo mało.




Meble przeznaczone są do kuchni...




...oraz do kawiarni. (Zdjęcia wykonałam w Komis Bistro & Gallery na ul. Świętokrzyskiej)




Wielkości i proporcje nie są przypadkowe. Wszystkie zaokrąglenia we wszystkich tych meblach mają taki sam promień. Wielkość blatu stołu równa jest ośmiu siedziskom stołka. Ponieważ podstawa stołka wpisana jest w kwadrat, meble dokładnie mieszczą się pod stołem, nie wystając poza jego obręb.




Tak to się montuje (do łączenia nóg musiałam zastosować kołki. Reszta trzyma się tak, że się o siebie zahacza i nawzajem usztywnia). Dodatkowo w nogach, w tych częściach które wchodzą w siedzisko, są podcięcia, które stanowią punkty podparcia dla siedziska, bez nich mogłoby ono ulegać pękaniu.




Białe elementy wykonane są z płyty stolarskiej, bo chciałam uzyskać większą wytrzymałość. Są to elementy narażone na pękanie i inne uszkodzenia, a zmiana materiału stanowi zabezpieczenie. Dodatkowo nadają one wyrazowości i nowoczesności. Wybrałam biały kolor, bo przy nim naturalny kolor drewna dużo zyskuje, jest bardziej nasycony i istotny, nie przytłoczony kolorem.




Projekt wykonałam w pracowni Tomka Rygalika.
No i dodam na koniec, że meble te zbudowałam sama. Trwało to tygodniami, ale było warto :)


Jak to jest z tymi pasami

Link 02.09.2010 :: 20:14 Komentuj (11)

To jest bardzo duży sukces. W końcu, po długich staraniach, udało się zrealizować Klary i mój projekt pasów klawiatur.
Do tej pory czytam komentarze w internecie, że nasz projekt nie powinien zaistnieć, bo nie jest zgodny z prawem. Niektóre serwisy informacyjne także poddają w wątpliwość legalność tych pasów.
Otóż sprawa ma się tak - nasze przejście dla pieszych jest zrobione w sposób legalny i zgodny z prawem. Są one zrealizowane za zgodą Ministerstwa Infrastruktury i wszystkich innych organów, bez których pasy nie mogłyby powstać.






Zapraszam na naszą pasową stronę wizytówkę (póki co) - www.pasyklawiatury.pl. A na portalu tvnwarszawa.pl można przeczytać rozmowę ze mną o pasach klawiaturach, link tutaj--->.


już!

Link 31.08.2010 :: 20:27 Komentuj (14)

Warszawa, ul. Emilii Plater.




c.d.n.... :)


PakStar 2010

Link 27.07.2010 :: 12:51 Komentuj (6)

Gdy wróciłam z Odessy, czekał na mnie w domu list o treści:

"Serdecznie gratuluję w imieniu organizatorów Konkursu, członków Komisji Konkursowej oraz własnym, uzyskanej nagrody w Krajowym Konkursie Projektów Opakowań Student PakStar 2010 za projekt Opakowania na przyprawy izraelskie".

Zajęłam jedno z trzech pierwszych miejsc. Sukces!!! :)

Napisano też, że rozdanie nagród odbędzie się we wrześniu w Poznaniu na otwarciu targów opakowań i że nagrodzone prace mogą startować w światowym konkursie opakowań WorldStar Student Award 2010.

Projekt ten już kiedyś pokazywałam, ale pokażę jeszcze raz. Zmieniłam go nieco, przeprojektowałam tak, by wszystkie z opakowań składały się na płasko i by były bardziej uniwersalne, na różne przyprawy, a nie tylko na zatar.




To co na planszy małymi literkami:

Opakowania na przyprawy wykonałam podczas pobytu w Izraelu. Uwagę moją przykuły tamtejsze niezwykłe targi, a na nich stoiska z przyprawami. Zaobserwowałam, że przyprawy często są tam kupowane jako prezenty z Bliskiego Wschodu. Są one ważone na miejscu, pakowane w plastikowe torebki lub zawijane w szary papier albo kawałek gazety. Aby uatrakcyjnić sposób pakowania przypraw, stworzyłam zestaw opakowań bazujących na lokalnych zwyczajach, czyli szarym papierze i gazetach, nadając ziołom dodatkowej szlachetności i estetyki podania.

Zaprojektowane przeze mnie opakowania występują w trzech rozmiarach, w zależności od tego, jak dużo chcemy kupić danej przyprawy. Wszystkie opakowania podczas składowania są płaskie. Gdy sprzedawca chce je napełnić, jednym ruchem nadaje im przestrzenny kształt - w wypadku najmniejszego opakowania zagarnia wszystkie strony całymi dłońmi, a w wypadku dwóch pozostałych opakowań chwyta palcami narożniki przy podstawie i odciąga je od siebie. Dzięki swej składalności najmniejsze opakowanie może służyć również jako "talerz" z ziołami, w którym macza się kawałki chleba. Taki sposób jedzenia typowy jest dla najpopularniejszej przyprawy tamtych rejonów - zataru. Pionowe bigowanie w dwóch pozostałych opakowaniach ułatwia posypywanie przypraw - przy naciskaniu na boczne ścianki z przodu tworzy się dziubek.

Prosta grafika, czyli nadrukowane fragmenty izraelskiej gazety oraz napis "Spice from Israel" (także we wersji hebrajskiej) ma nieść ze sobą egzotyczny klimat tamtejszych targów, a także nadawać opakowaniom uniwersalność. Dzięki tej uniwersalności można do nich nasypywać każdego rodzaju przypraw i herbat. Nazwę ziół dopisuje na opakowaniu sprzedawca, dlatego opakowania mogą być jednakowe dla wszystkich przypraw. Odręczny napis z nazwą zawartości dodaje produktowi również pewnej autentyczności.


Pierwsze pasy!!!

Link 22.05.2010 :: 18:10 Komentuj (11)

W końcu gdzieś...
Bratysława jest nasza!!! :)
Klary i mój projekt "pasów-klawiatur" na Rok Chopinowski został zrealizowany przez Instytut Polski w Bratysławie, zdjęcie jest także ich autorstwa.
Czekamy, co z Warszawą...




Co robi Chrząszcz?

Link 26.03.2010 :: 10:28 Komentuj (12)

No dobrze, poprzedni wpis nie wywołał szału komentowania, ale mam nadzieję, że tym razem mi trochę pomożecie.
Zadanie "Bastard" polega na tym, żeby zbudować coś z czegoś w sposób bezrefleksyjny, a intuicyjny. Czyli mówiąc prościej, łączyć różne rzeczy jak klocki aż wyjdzie z tego coś ciekawego. Dla tego zadania ostatnio chodziłam po śmietnikach, szukać świetnych rzeczy pełniących rolę owych klocków. Właściwie to nie powinno się robić żadnych założeń do tego zadania, ale ja zrobiłam ze względu na wystawę we Wrocławiu. Rzecz, którą buduję, to stoisko ulicznego sprzedawcy, który na miejscu wykonuje sprzedawane rzeczy. "Chrząszcz", bo tak nazwałam stoisko, jest jeszcze nie skończony i będę go dalej przebudowywać, póki co wygląda tak:






Te paluszki to taka gąbka.




Z tyłu są kółeczka, żeby to za sobą ciągnąć.




Tak to się prezentowało we Wrocławiu:




Sprawa jest taka, że nie określiłam, co wykonuje ten sprzedawca. Chcę, żeby to wynikło z kształtu "Chrząszcza", czyli że to przedmiot narzuca funkcję i pomysły. Dlatego też na plakacie napisałam, aby oglądający dopisywali swoje sugestie.




A teraz proszę o pomoc Was, żebyście Wy pomyśleli i napisali. Bo ja nadal nie wiem, a niedługo muszę to już określić i zacząć "Chrząszcza" stopniowo konkretyzować.
Tak więc:

DO CZEGO SŁUŻY CHRZĄSZCZ? CZYM ZAJMUJE SIĘ JEGO WŁAŚCICIEL?



Cienie i blaski

Link 22.12.2009 :: 18:59 Komentuj (1)

Bardzo przywiązałam się do mojego tutejszego pokoju. Zakochałam się w białych ścianach. Tyle można dzięki temu osiągnąć! Tyle uzyskać!

Wczoraj zrobiłam abażur, który oparty jest na pomyśle z kołem, które jest w moim pokoju w Polsce. Tam jednak przez drewniany sufit nie wygląda to wystarczająco dobrze. Tutaj lepiej. Wycięłam z tektury dziesięciokąt, a w nim ażur. Sam w sobie jest mały, ale rzuca duży cień na sufit. Chyba porobię więcej tego typu abażurów i różne ich wersje.




Znowu Bezalel Dead Sea trip :)

Link 17.12.2009 :: 20:36 Komentuj (1)

Ostatnie dni są bardzo intensywne. We wtorek pojechałam do Tel Avivu spotkać się ze znajomymi i profesorami z mojego wydziału w Polsce. To takie śmieszne spotkać się w tak zupełnie innych okolicznościach. I pić piwo wieczorem na plaży z rektorem i profesorami ;)
Oprócz tego zaliczyłam kąpiel w Morzu Śródziemnym. Pierwszy raz w życiu kąpałam się w morzu w połowie grudnia :) Nie było specjalnie ciepło, mniej więcej tak jak Bałtyk latem, ale co tam, i tak było świetnie! Aż latałam!




Całą środę i czwartek spędziłam nad Morzem Martwym na warsztatach z moim wydziałem z Bezalelu. W zeszłym roku też uczestniczyłam w tym wyjeździe i było tak super, że i tym razem nie mogłam przepuścić (tutaj można zobaczyć zeszłoroczny wyjazd).

W tym roku było mniej warsztatów i mniej pływania, bo zimniej. W ogóle to nikt się nie chciał ze mną kąpać (nie to że ze mną, ale w ogóle), ale w końcu udało mi się namówić jednego kolegę. Morze Martwe jest super!
Tak jak wspomniałam, było mniej warsztatów, ale za to było zadanie. Tematem był stołek, który miałby jakoś się wiązać z tym wyjazdem, z tym miejscem, z warsztatami. Spośród wykonanych prac zostanie wybrana jedna i jakoś podobno dobrze nagrodzona. A oprócz tego część z projektów ma być wystawiona w Muzeum Izraela w Jerozolimie.
W poszukiwaniu inspiracji poszłam zwiedzić okolicę. Bardzo niedaleko od naszej plaży znajduje się coś, co może przypominać PGR, ale są to pozostałości po zabudowaniach wojskowych zbudowanych jeszcze przez Jordanię, do której te tereny należały.




Instalacja artystyczna..?




To miejsce wydało mi się tak niesamowite, że spędziłam tam dużo czasu. I jeszcze ten kontrast z plażą obok, z palmami. Na skutek tego kontrastu przyturlałam do naszego obozowiska znalezioną między tymi budynkami oponę (pewnie nie jordańska, ale nie ważne...) i uplotłam z liści palmy siedzisko. Cały wnętrze też wypełniłam suchymi liśćmi, żeby było miękko.




Stołków i siedzonek powstało bardzo dużo. Tutaj te, które uważam za najciekawsze:






Były też warsztaty plecenia koszyków:




I pieczenie czegoś pitopodobnego.




I różne inne rzeczy. I to były takie wakacje. :)




Piłkę - do kosza

Link 09.09.2009 :: 16:18 Komentuj (21)

Miało już nie być moich izraelskich projektów, ale jednak jeden jeszcze będzie. Bo jakoś myślałam, że już pokazywałam go, a tu się okazało, że wcale nie.
Na zajęciach "including VAT" (na których zrobiłam też tabliczkę świeczki, podstawki na szczoteczkę do zębów, zakładkę do książki i iGruszkę) mieliśmy zadanie, by kupić jedną rzecz, nie droższą niż 20 szekli i zrobić z niej dwie różne rzeczy. Czyli w skrócie temat to "2 z 1". W takich zadaniach dobrze jest użyć przedmiotu bardzo charakterystycznego, będącego może nawet pewnym symbolem, kultowego. Takiego, który po przetworzeniu i tak od razu się rozpozna, bez zastanawiania się, czym to coś było wcześniej. Wybrałam piłkę do kosza i zrobiłam z niej:

1. torebkę:




2. wodoodporną kipę:




A teraz jadę w Bieszczady na kilka dni i mam nadzieję, że zrobię jakieś fajne zdjęcia.


Schowaj zatar

Link 05.09.2009 :: 18:42 Komentuj (14)

Pokażę jeszcze jeden, chyba już ostatni projekt z Bezalelu. Chyba że jeszcze zmienię zdanie i uznam, że coś jeszcze warto tu zaprezentować.
Było to ostatnie zadanie na zajęciach z package designu. Trzeba było wybrać jakąś izraelską markę lub produkt, a następnie zaprojektować 5 opakowań - np zmodyfikować zastane lub zaprojektować od początku.
Wybrałam zatar, czyli bardzo charakterystyczną dla tego rejonu przyprawę. Przyprawy w ogóle są bardzo ważnym elementem tamtej kultury kulinarnej, szuk pachnie nimi, że aż zatyka. I wielu turystów (ja też) przywozi je jako prezenty do swoich krajów. Zatar jest najbardziej znany, dlatego go wybrałam. Tylko problem jest taki, że albo pakuje się go w plastikową torebkę, albo kupuje w supermarkecie w jakimś plastikowym opakowaniu, albo na szukach arabskich owinięte w gazetę lub szary papier. A skoro tak często zatar pełni funkcję prezentu, to należałoby go jakoś ładniej opakować... Tak, żeby było proste i fajne. To było właśnie założenie mojego projektu.
Forma i materiał opakowań wyszły mi właśnie z tych gazet i szarego papieru.




To jest moje ulubione opakowanie. Z zewnątrz jest jedynie szarym papierem. Grafika to wyłącznie nazwa przyprawy po angielsku i hebrajsku, a z tyłu informacje, które zawsze na opakowaniach muszą się znajdować - do czego używać, skład, waga, że to produkt izraelski i kod kreskowy. Po otwarciu okazuje się, że całe wnętrze nadrukowane jest arabską gazetą. Opakowanie da się rozłożyć zupełnie na płasko, jest po prostu jednym kawałkiem papieru, bez cięć i klejeń. I można sobie na przykład chleb maczać w tym zatarze. A potem bardzo łatwo, jednym ruchem, składa się to i ma się znowu zamknięte opakowanie.
Tak, to po lewej i prawej to dokładnie to samo:




To jest drugie opakowanie, które bardzo lubię.




Bigowanie na bokach i z przodu jest takie samo, ale na bokach wszystko jest wklęsłe, a z przodu wypukłe - czyli taki pozytyw i negatyw. Żeby wygodnie nasypać zatar, na przykład na humus, naciska się boczne ścianki i wtedy z przodu robi się dzióbek, którym się sypie:




To jeden z moich projektów, które najbardziej cenię.


Nowoczesne pamiątki z Warszawy - tego potrzeba!

Link 26.08.2009 :: 19:17 Komentuj (7)

Dzisiaj w Złotych Tarasach została otwarta wystawa "Nowoczesna Pamiątka z Warszawy". Są to nagrodzone, wyróżnione lub też po prostu docenione projekty, które wzięły udział w konkursach organizowanych przez Biuro Promocji Miasta i Fundację Bęc Zmiana dotyczących właśnie gadżetów warszawskich, wykonane w latach 2007-2009. Czyli takie podsumowanie kilku edycji tego konkursu. Nie jest to duża ekspozycja - dwie gabloty i 6 ekranów. Gdyby jednak ktoś przechodził w tamtych okolicach, to może o to zahaczyć. Znajduje się to na poziomie 0 w pasażu Kanion, zaraz za stoiskiem z typowymi pamiątkami z Polski i potrwa do 9 września.
Na wystawie można zobaczyć wszystkie 3 moje projekty, czyli Pasy-Klawiatury, sadzonkę wierzby Salix Alba oraz grafikę z panoramą Warszawy - klawiaturą fortepianu. To ostatnie jest już używane. Do tej pory pojawiły się:

ołówki




notesy (na każdej ze stron notesu znajduje się ta grafika)




oraz magnesy na lodówkę (szkoda, że zrobili je w elipsie a nie w prostokącie...)




Otwarciu towarzyszyła konferencja prasowa, więc jeśli ktoś natrafi na to w jakichś mediach, proszę dać mi znać! :)



MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

Poprzednie

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl