Cienie i blaski

Link 22.12.2009 :: 18:59 Komentuj (1)

Bardzo przywiązałam się do mojego tutejszego pokoju. Zakochałam się w białych ścianach. Tyle można dzięki temu osiągnąć! Tyle uzyskać!

Wczoraj zrobiłam abażur, który oparty jest na pomyśle z kołem, które jest w moim pokoju w Polsce. Tam jednak przez drewniany sufit nie wygląda to wystarczająco dobrze. Tutaj lepiej. Wycięłam z tektury dziesięciokąt, a w nim ażur. Sam w sobie jest mały, ale rzuca duży cień na sufit. Chyba porobię więcej tego typu abażurów i różne ich wersje.




Piłkę - do kosza

Link 09.09.2009 :: 16:18 Komentuj (20)

Miało już nie być moich izraelskich projektów, ale jednak jeden jeszcze będzie. Bo jakoś myślałam, że już pokazywałam go, a tu się okazało, że wcale nie.
Na zajęciach "including VAT" (na których zrobiłam też tabliczkę świeczki, podstawki na szczoteczkę do zębów, zakładkę do książki i iGruszkę) mieliśmy zadanie, by kupić jedną rzecz, nie droższą niż 20 szekli i zrobić z niej dwie różne rzeczy. Czyli w skrócie temat to "2 z 1". W takich zadaniach dobrze jest użyć przedmiotu bardzo charakterystycznego, będącego może nawet pewnym symbolem, kultowego. Takiego, który po przetworzeniu i tak od razu się rozpozna, bez zastanawiania się, czym to coś było wcześniej. Wybrałam piłkę do kosza i zrobiłam z niej:

1. torebkę:




2. wodoodporną kipę:




A teraz jadę w Bieszczady na kilka dni i mam nadzieję, że zrobię jakieś fajne zdjęcia.


Schowaj zatar

Link 05.09.2009 :: 18:42 Komentuj (9)

Pokażę jeszcze jeden, chyba już ostatni projekt z Bezalelu. Chyba że jeszcze zmienię zdanie i uznam, że coś jeszcze warto tu zaprezentować.
Było to ostatnie zadanie na zajęciach z package designu. Trzeba było wybrać jakąś izraelską markę lub produkt, a następnie zaprojektować 5 opakowań - np zmodyfikować zastane lub zaprojektować od początku.
Wybrałam zatar, czyli bardzo charakterystyczną dla tego rejonu przyprawę. Przyprawy w ogóle są bardzo ważnym elementem tamtej kultury kulinarnej, szuk pachnie nimi, że aż zatyka. I wielu turystów (ja też) przywozi je jako prezenty do swoich krajów. Zatar jest najbardziej znany, dlatego go wybrałam. Tylko problem jest taki, że albo pakuje się go w plastikową torebkę, albo kupuje w supermarkecie w jakimś plastikowym opakowaniu, albo na szukach arabskich owinięte w gazetę lub szary papier. A skoro tak często zatar pełni funkcję prezentu, to należałoby go jakoś ładniej opakować... Tak, żeby było proste i fajne. To było właśnie założenie mojego projektu.
Forma i materiał opakowań wyszły mi właśnie z tych gazet i szarego papieru.




To jest moje ulubione opakowanie. Z zewnątrz jest jedynie szarym papierem. Grafika to wyłącznie nazwa przyprawy po angielsku i hebrajsku, a z tyłu informacje, które zawsze na opakowaniach muszą się znajdować - do czego używać, skład, waga, że to produkt izraelski i kod kreskowy. Po otwarciu okazuje się, że całe wnętrze nadrukowane jest arabską gazetą. Opakowanie da się rozłożyć zupełnie na płasko, jest po prostu jednym kawałkiem papieru, bez cięć i klejeń. I można sobie na przykład chleb maczać w tym zatarze. A potem bardzo łatwo, jednym ruchem, składa się to i ma się znowu zamknięte opakowanie.
Tak, to po lewej i prawej to dokładnie to samo:




To jest drugie opakowanie, które bardzo lubię.




Bigowanie na bokach i z przodu jest takie samo, ale na bokach wszystko jest wklęsłe, a z przodu wypukłe - czyli taki pozytyw i negatyw. Żeby wygodnie nasypać zatar, na przykład na humus, naciska się boczne ścianki i wtedy z przodu robi się dzióbek, którym się sypie:




To jeden z moich projektów, które najbardziej cenię.


Nowoczesne pamiątki z Warszawy - tego potrzeba!

Link 26.08.2009 :: 19:17 Komentuj (7)

Dzisiaj w Złotych Tarasach została otwarta wystawa "Nowoczesna Pamiątka z Warszawy". Są to nagrodzone, wyróżnione lub też po prostu docenione projekty, które wzięły udział w konkursach organizowanych przez Biuro Promocji Miasta i Fundację Bęc Zmiana dotyczących właśnie gadżetów warszawskich, wykonane w latach 2007-2009. Czyli takie podsumowanie kilku edycji tego konkursu. Nie jest to duża ekspozycja - dwie gabloty i 6 ekranów. Gdyby jednak ktoś przechodził w tamtych okolicach, to może o to zahaczyć. Znajduje się to na poziomie 0 w pasażu Kanion, zaraz za stoiskiem z typowymi pamiątkami z Polski i potrwa do 9 września.
Na wystawie można zobaczyć wszystkie 3 moje projekty, czyli Pasy-Klawiatury, sadzonkę wierzby Salix Alba oraz grafikę z panoramą Warszawy - klawiaturą fortepianu. To ostatnie jest już używane. Do tej pory pojawiły się:

ołówki




notesy (na każdej ze stron notesu znajduje się ta grafika)




oraz magnesy na lodówkę (szkoda, że zrobili je w elipsie a nie w prostokącie...)




Otwarciu towarzyszyła konferencja prasowa, więc jeśli ktoś natrafi na to w jakichś mediach, proszę dać mi znać! :)


Wyrocznia

Link 29.07.2009 :: 14:35 Komentuj (10)

Jednym z najfajniejszych kursów na Bezalelu był rysunek designerski. Te zajęcia cieszyły mnie nawet wtedy, kiedy miałam jakiś taki szkolny kryzys i nic mi się nie chciało. Uczyliśmy się tam różnych trików przy rysowaniu produktu. Mieliśmy też fajne zadanie. Polegało ono na wymyśleniu postaci komiksowej lub książkowej i jej historii, a potem do tego były różne zadania rysunkowe. Na koniec trzeba było stworzyć szkicowy storyboard historii i złożyć wszystko w książkę.

Moja postać była wyrocznią, która żyje w wysokich górach. (zadanie: postać w jej otoczeniu)




Powstała w taki sposób:
W górach tych mieszkał mag, który wyrzeźbił małą figurkę postaci kobiecej. Zdarzyło się jednak, że mag spadł ze skały i zginął, a figurka pękła na pół. (zadanie: przedmiot jakoś związany z postacią, rysunek na ciemnym tle)




Magiczne rośliny pozbierały elementy potłuczonej figurki oraz kamienie leżące dookoła i zbudowały z nich wyrocznię. Dużo większą niż figurka.




Gdy przybywają do niej ludzie z pytaniami, wyrocznia pisze odpowiedzi na ziemi za pomocą jednego z kłączy.




Aby dotrzeć do wyroczni, trzeba wędrować wiele dni. Są jednak pewne ułatwienia, bo niektóre z miejsc byłyby po prostu niedostępne. Tutaj jest coś w rodzaju windy - kamienia z otworem, który unoszony jest przez rośliny. (zadanie: środek lokomocji postaci lub z jej otoczenia)




Ludzie docierają do miejsca, gdzie przechodzą przez kamienną bramę. Z krawędzi mogą zobaczyć wyrocznię, zadać jej pytanie i odczytać odpowiedź. Stąd też spadł mag. (zadanie: otoczenie postaci z żabiej perspektywy)




W historii dalej jest, że ludzie byli niezadowoleni z odpowiedzi. We wściekłości zaczęli rzucać kamieniami w wyrocznię. Ta wtedy, za pomocą pędów, poruszyła kamienie i spowodowała lawinę, która zabiła niewdzięcznych ludzi. Z kamieni, które w lawinie spadły, magiczne pędy powiększyły wyrocznię. Duża wyrocznia stoi tam cały czas.

Taki był layout książki (uprzedzam, że nie mam w tym dużego doświadczenia):




Biurko pamiętające

Link 27.06.2009 :: 14:09 Komentuj (9)

Wreszcie nadszedł czas na wpis o biurku, nad którym bardzo ciężko pracowałam. To był mój największy projekt tutaj. Zbudowanie go zajęło mi 2 tygodnie. No i to była moja pierwsza w życiu stolarska robota. Będzie dużo zdjęć, bo to biurko ma wiele ważnych detali, a i tak pewnie nie uda mi się go pokazać wystarczająco dobrze...

O co chodziło w całym zadaniu:
Trzeba było przynieść zdjęcia z pierwszej połowy XX wieku dotyczące naszej rodziny, wyszukać na nich interesujące detale, a następnie użyć je jako bazę czy inspirację do zaprojektowania czegoś nowego. Większość z nas projektowała meble.

Wybrałam zdjęcie, na którym jest moja prababcia rzeźbiarka siedząca przy biurku. Biurko jest drewniane, przykryte szybą, między nimi są zdjęcia, a na tym wszystkim leżą książki. Czyli to takie warstwy różnych materiałów. No i ja zrobiłam przekrój poprzeczny tego i użyłam tego przekroju jako blatu nowego biurka. Czyli wszystkie te warstwy, które były poziomo, obróciłam do pionu. Nie wiem, czy to jasne, ale może ten obrazek więcej wyjaśni.




No i moje biurko wygląda tak (widok tyłu):



Widok blatu i zamkniętych w nim przedmiotów, które znajdowały się na biurku prababci:




Kilka przybliżeń detali:
"Zamurowanae" w stole książki:



"Zamurowany" ołówek (obok niego dziurki na nowe ołówki, ale o tym później) i szyba:




Przedmioty i materiały na blacie mają charakter raczej graficzny, dwuwymiarowy. Podczas procesu użytkowania i dostawiania rzeczy codziennego użytku biurko cały czas rośnie, te warstwy materiałów narastają. I 2D wyrasta w 3D.

Szkło staje się szklanką, którą można wstawić w specjalną dziurę:



Ołówek staje się ołówkami, które wbija się w dziury w stole wyłożone gąbką (przebija się stół na wylot - najfajniejsza sprawa w całym tym projekcie :)






Książki stają się książkami, które można oprzeć o podpórki (mogą też służyć jako trzymacze lampki), które także wyrosły z płaskich desek stołu. Z desek też wyrosły nogi stołu.




Przedmioty i materiały, które zamknęłam w stole, są płaskie na górnej części blatu, tworzą jedną gładką powierzchnię. To jest taki spokojny świat. Pod stołem wszystko wygląda inaczej, jest ostro i agresywnie, bo wszystkie te przedmioty wystają tam. Można zobaczyć resztę książek, ołówek, szyby itd. A jak się doda szklankę i ołówki, to jest tego jeszcze więcej. Można np zobaczyć, że jedna z tych "zamurowanych" książek to katalog "Rok Polski w Izraelu", co się świetnie wpisuje w mój ostatni projekt po roku pobytu tutaj :)




Wszystkie te przedmioty w stole umieszczone są wertykalnie i dla przypomnienia tego, co było na początku, zrobiłam miejsce na 3 kwadratowe poziome szybki, między które można wstawić zdjęcie. Szybki są 3, bo wtedy można wyciąć kawałek zdjęcia i umieścić go np między szybką 2 i 3, a resztę między szybkami 1 i 2 i wtedy ma się pewien efekt trójwymiarowości. Szkoda, że nie widać tego tu na zdjęciu, ale na prawdę tak jest (tutaj biurko jest wyżej niż prababcia i ściana) :)
Jest to też takie "okno" między biurkiem i tym co było przedtem, a moim nowym biurkiem. I również między spokojnym światem na powierzchni stołu i tym ostrzejszym pod spodem.




No i na zakończenie jeszcze taki detal konstrukcyjny:




Ciągle nie wierzę, że Michael Jackson umarł. Myślałam, że on nigdy nie umrze!


Coś po mnie zostanie

Link 17.06.2009 :: 20:25 Komentuj (16)

Chyba nigdy w życiu nie harowałam tak jak teraz. Codziennie jestem w szkole od rana do wieczora, ostatnio pobiłam rekord swojego życia - 13 godzin na modelarni. W domu byłam o 12 w nocy. Teraz też jestem jeszcze w szkole - już 11 godzin. Jutro prezentacja i największa sprawa już ze mnie spadnie. Ale to i tak frajda ogromna budować ten stół. A w dodatku na osłodę tych ciężkich czasów stało się coś super!

Proszę Państwa wygrałam konkurs na reklamę ambientową koszy recyclingowych dla Bezalelu!!!

Ten projekt robiliśmy na zajęciach z tejże właśnie reklamy. Było około 20 prac, połowa z tych studentów ma specjalizację reklama, a wygrałam ja, która nigdy wcześniej nic z tym nie miałam wspólnego :D
Na podłodze Bezalelu w różnych miejscach są mapy wydziałów i pięter. Są to kolorowe paski i numerki. Każdemu wydziałowi odpowiada inny kolor. Ja wymyśliłam, żeby dodać tam pasek z wzorem śmieci i strzałką na końcu. W miejscu gdzie normalne paski mają numerki pięter, mój pasek ma napisane, że nowe kosze recyclingowe są na każdym piętrze. No i to będzie zrealizowane w przyszłym roku. Ja stąd wyjadę, ale coś po mnie zostanie tutaj. To takie super! :D




Arka Noego

Link 26.05.2009 :: 21:16 Komentuj (6)

Ciężkie czasy nastały. Za trzy tygodnie jest obrona projektów, a ja jestem całkiem w lesie. Tak na prawdę czuję się, jakby semestr się dopiero zaczynał, a tu takie rzeczy! W niedzielę nie mam zajęć, bo to dzień na przedmioty teoretyczne, w których z racji nieznajomości hebrajskiego nie uczestniczę. Ale i tak poszłam do szkoły robić model imitacyjny na wczorajszą prezentację i spędziłam tam 12 godzin, aż do godziny 23. I teraz chyba będzie tak często.

A teraz prezentacja mojego projektu z kursu opakowań. Trzeba było wybrać jakiegoś izraelskiego bohatera (mógł być pozytywny lub negatywny), zaprojektować grafikę na T-shirt, która jakoś będzie tę postać określać, a następnie zaprojektować opakowanie na tę koszulkę.
Mój bohater to Noe (nikt tu nie rozumie o co mi chodzi, jak mówię Noe, bo dla Izraelczyków to Noah).
Koszulka jest w oczka zwierząt, po 2 pary - samca i samicy.




Opakowanie koszulka stanowi sama dla siebie, ale złożona jak origami w arkę. Męczyłam się z tym trochę, bo musiałam nakrochmalić, żeby materiał był sztywny, a potem suszyć suszarką rozpłaszczone na podłodze, bom biedne dziecko bez żelazka. Zresztą też bez suszarki, ale pożyczyłam.




Draw session

Link 28.03.2009 :: 18:09 Komentuj (6)

Jutro uznam już, że jestem zdrowa. Dziś jeszcze siedzę w domu. Dużo się pozmieniało podczas mojej choroby, bo nagle zaczęłam rysować. Bardzo rzadko do tej pory rysowałam. Wczoraj wzięłam szkicownik, który dostałam od Felixa i teraz nie mogę przestać. Nie chce mi się odrabiać prac domowych, nie mogę wymyślić nic na reklamę ambientową i najchętniej cały czas bym po prostu rysowała.
A rysuję wszystko i wszystkich.
Zaczęło się od tego rysunku. Nota bene ten kosz znalazłam porzucony gdzieś na trawniku tego dnia, gdy miałam rozmowę z policją. Bardzo mnie on uszczęśliwił i dodał trochę domowości mojemu pokojowi. Fajne rzeczy ostatnio znajduję, np niedawno w pewnej dolinie trafiłam na końską podkowę. Nie znalazłam podkowy od dzieciństwa! Mam nadzieję, że przyniesie mi dużo szczęścia! Chciałam ją powiesić na ścianie, ale okazało się, że mój pokój na prawdę jest security i po prostu nie da się wbić gwoździa. Nawściekałam się, bo gwoździe się po prostu gięły. No, ale przynajmniej przekonałam się, że na prawdę mieszkam w bezpiecznym pomieszczeniu i żadna rakieta nie jest mi groźna, bo prędzej się odbije od ściany niż ją przebije...






Zrobiliśmy sobie dziś draw session i każdy rysował każdego. To było na prawdę super i mam nadzieję, że będziemy tak robić częściej.

Miriam:




Ari (trochę odmłodzony).




Tabliczka świeczki

Link 01.03.2009 :: 22:27 Komentuj (12)

Wracam jeszcze na moment do moich projektów, które zrobiłam na Bezalelu, bo nie wszystkie z nich tu opublikowałam. W ramach zajęć Kolel Ma'am, czyli including VAT, czyli tych, na których robiłam różne małe projekty jak np. iGruszkę, podstawki na szczotkę do zębów i zakładkę do książki, czyli na tych najfajniejszych zajęciach, mieliśmy wycieczkę do fabryki świeczek. To nie była zwykła fabryka świeczek, ale niezwykła, gdyż pracownikami w niej są ludzie upośledzeni, tacy, których prawie nikt nie chce zatrudnić. A jednak świeczki robią całkiem dobrze i całkiem dużo.




Po tej wycieczce mieliśmy za zadanie zaprojektować świeczki, które nadawałyby się do produkcji w tej fabryce.
Moja świeca zawiera 10 osobnych świeczek w 3 rozmiarach - na 1 godzinę, 2 i 4. Każdy z kawałków ma swój własny knot. Aby użyć świeczki, należy odłamać taki kawałek.




Mieliśmy także prezentację naszych świeczek dla szefostwa tej fabryki i technologów. Podczas mojej prezentacji posprzeczałam się z panią designerką z firmy, która powiedziała, że to powinno być brązowe, wtedy byłoby bardziej jak czekolada. Ja się z tym nie zgadzam, bo to nie jest czekolada tylko świeczka i nie ma udawać czekolady, a jedynie się z nią kojarzyć. Gdyby to było brązowe, mogłoby być kiczowate i zbyt dosłowne. Powiedziałam jej to, ale ona obstawała przy swoim. A ja przy swoim. (gdzie moja pokora?..) Później zapytałam naszego nauczyciela Odeda, co on o tym myśli i powiedział, że się ze mną zgadza. Ucieszyłam się bardzo, bo on jest bardzo mądry i mam do niego duży respekt.

A teraz powoli zaczynam szykować się do wyjazdu. Zrobiłam już duże zakupy kosmetyczne, niedługo zrobię też spożywcze (kilogram Krówek już mam). No i szykuję przebranie na bal purimowy... :)


Broken dishes - second life

Link 29.01.2009 :: 00:25 Komentuj (16)

Przez ostatnich kilka dni ciężko pracowałam w związku z końcem semestru (choć w porównaniu z sesją na WWP to i tak nic - wspieram duchowo tych w ojczyźnie!). W poniedziałek spędziłam w szkole 12 godzin (10-22) i nic przez ten czas nie jadłam, tylko 3 kanapki o 9:30 rano. Jutro prezentacja projektu i bardzo, ale to bardzo się boję. Moi koledzy powiedzieli mi, że to już paranoja. No ale to nie tak łatwo wystąpić przed wszystkimi profesorami z wydziału, z których połowy się nie zna i zaprezentować projekt w nieswoim języku...
Mój projekt na szczęście nie wymagał tak dużo pracy jak projekty moich kolegów, nie mniej jednak wszystkim stres i zmęczenie podziałał na muzykalność i jakoś tak wszyscy chodzą i śpiewają, pokrzykują i wydają dziwne odgłosy. Tak dla rozładowania napięcia... W przyszłym tygodniu jeszcze prezentacja z Flasha, ale tego akurat się nie boję wcale. Za to jutro proszę trzymać kciuki! Bo mam wrażenie, że się na prawdę przekręcę...

A zaprezentować mam wspomniany już kiedyś wcześniej projekt o potłuczonych naczyniach. Temat brzmiał "More than 2..." czyli komplet rzeczy, więc ja zrobiłam 8... To są naczynia na izraelskie jedzenie. I jedno jest na wykałaczki, bo oni tu ciągle dłubią nimi w zębach.
Projekt ten łączy także 2 różne style jedzenia - bliskowschodni, gdzie je się za pomocą rąk, oraz europejski, bardziej uporządkowany, w którym zawsze używa się naczyń i sztućców.




Kilka wersji pita holderów:










Naczynie na Bamba, czyli najpopularniejsze tu chrupki. Izraelczycy myślą, że tylko oni takie mają i że jak się je Bamba, to się jest już prawdziwym Izraelczykiem.




Naczynie na humus:




I na falafle:




Tak wygląda cały zestaw:




iGruszka

Link 13.01.2009 :: 19:04 Komentuj (10)

Coś nowego owocowego przybyło mojemu laptopu :)



Ta gruszka to w ramach zajęć Including VAT (ale pomysł wspólny z Amitaiem i Rafaelem), na których zrobiłam między innymi stojaczki na szczotkę do zębów. Zamierzam zrobić jeszcze ze 2 inne rodzaje tych naklejek - inne owoce lub warzywa. Albo kurczaka. Jeszcze nie wiem.
Na początku następnego semestru ma być wielka sprzedaż tych naszych rzeczy z zajęć (każdy sprzedaje 1 projekt) i myślałam, żeby właśnie takie naklejki wystawić. Ale chyba jednak będę jeszcze w Polsce w tym czasie.

W ciągu najbliższych dni pojawi się jakiś nowy współlokator lub współlokatorka na miejsce Szukiego. Ale nie bardzo się cieszę... Trochę się boję, że przyjdzie jakaś nowa niesprzątająca po sobie osoba. Ech...
A z tym pokojem Szukiego to mieliśmy niezłe przygody... Bo zanim on się wyprowadził, dorobiliśmy klucz do tego pokoju, by mieć jeszcze jedno rezerwowe pomieszczenie. Mieszkała tam Prakseda. Pewnego razu zadzwonił do mnie Guy, że przyszli panowie posprzątać ten pokój i ku ich zdumieniu okazało się, że są tam czyjeś (Praksedy) rzeczy. Panowie się zdenerwowali. Powiedzieli, że co to ma znaczyć i czy ktoś tam mieszka. I że to wszystko ma zniknąć do następnego dnia rano. Gdy wróciłyśmy z Prax do domu i chciałyśmy przenieść jej rzeczy do mnie, okazało się, że klucz nie pasuje... Że obsługa zmieniła zamek w drzwiach tego pokoju. Było trochę paniki, jak wydostać rzeczy. Ja też się zastanawiałam, czy nie wylecę stąd przez to. Ale mądrzy moi koledzy wymyślili, że ochrona ma klucze i na pewno nam otworzy, bo takie sytuacje już miały miejsce. I wszystko skończyło się dobrze, a o zapowiedziane 50 szekli za wezwanie ochrony na razie nikt się nie upominał :)


Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda...

Link 18.11.2008 :: 21:18 Komentuj (5)

Dziś były moje ulubione zajęcia Including VAT. Taką mieliśmy pracę domową:
Trzeba było pójść do sklepu typu wszystko za 2,5 szekla, kupić jakąś rzecz i zrobić z tego coś, gdzie można odłożyć szczoteczkę do zębów. Taki ready made. W najlepszym sklepie świata spotkałam połowę mojego roku - wszyscy przyszli w tym samym celu :) Nakupiłam jakąś masę badziewia, którego i tak nie wykorzystałam.
Takie rzeczy zrobiłam:




A to dla tych, co się obawiają, że ktoś inny użyje ich szczoteczki:




Ostatnio sporo osób się mnie pyta, co jest najbardziej charakterystyczne dla Polski, co jest symbolem. Bo tu że kipy, że żołnierze i kolor ich mundurów, że humus itd. A ja mam zawsze problem. Mówię, że pierogi i bociany. Ale co jeszcze??

Mam też inne problemy. Bo mi chyba ktoś język poplątał i jakoś tak dość często robi mi się mix. Mówię tu w 4 językach - angielski, hebrajski, polski i rosyjski. Najczęściej mówiąc po angielsku w środku zdania samo mi się wstawia "bo" i "ale". Z Adą prawie codziennie łapiemy się na tym, że gadamy ze sobą po angielsku. A gdy chłopcy z mojego roku zaczęli ze mną rozmawiać po rosyjsku, rozumiałam wszystko, a na początku nie mogłam powiedzieć właściwie nic. A zdawałam maturę z rosyjskiego... Szaleństwo!

A tu kilka zdjęć z ostatniej lekcji o historii Jerozolimy.




Trochę później:




Arabowie są dla siebie bardzo mili i czasem trzymają się za ręce.




Pierwszy projekt

Link 04.11.2008 :: 17:21 Komentuj (5)

Drugi dzień zajęć, a już zrobiłam 1 projekt :)
Zapisałam się na najlepsze zajęcia na wydziale, najbardziej popularne. Robimy na nich małe projekty. Gotowe przedmioty, bez drukowania plansz, rozeznania rynku itd. To co lubimy, dla nas.
I jeszcze jedna fajna rzecz, że pod koniec semestru będziemy te nasze wyroby sprzedawać :)
Dziś musieliśmy w ciągu godziny wymyślić i zrobić zakładkę do książki. Tak wygląda moja (może trochę pognieciona już...):




Zero ma być zawsze na pierwszej stronie. Drugim końcem zakłada się na stronie, gdzie się skończyło czytać. I można sobie wtedy zobaczyć, ile mm/cm już sie przeczytało.
Trochę mnie stresowało, że mam przedstawić mój projekt przed całym rokiem (około 40 osób), ale było oki. Mam takich fajnych ludzi na roku, że aż miło!

Prowadzący też bardzo miły. Gdy na początku zajęć do niego podeszłam żeby się przedstawić itd, powiedział "O, hello! Best regards from Klementyna!" :) Klementyna była na wymianie chyba 2 lata temu i została w Izraelu, a teraz pracuje dla tego pana :)

Zapomniałam napisać, że w niedzielę idąc na ulpan natknęłam się na ulicy na miniaturowy czołg. Taki do rozbrajania bomb. Ale nic nie było na szczęście, fałszywy alarm. Ale wyglądało to jak w filmie.


Gadżeciarstwo

Link 19.09.2008 :: 21:39 Komentuj (1)

Zrobiłam sobie pasek. Właściwie przerobiłam zwykły czarny.






Strasznie chce mi się projektować gadżety związane z Bulikiem. Mam parę pomysłów w głowie, one rodzą się tak spontanicznie. Gotowy projekt grafiki z Bulikiem na koszulkę, zlecony mi przez Pana Cygaro, czeka na druk. Szukamy teraz nie za drogiego miejsca, gdzie druk 5 kolorów nie spłucze nas dokumentnie. W Tiszercie wycenili to na ponad 100zł... To trochę drogo jak na koszulkę. Zna ktoś może inne dobre, ale tańsze miejsce?

A na mojej imprezie pożegnalnej dostałam od Praksedy wspaniałe kolczyki!




Moja kolekcja się powiększa. Mam jeszcze solniczkę i pieprzniczkę oraz magnes na lodówkę od Cyberkota i Pana Cygaro i małego hipisowskiego Bulika od Kingi i Szymona.


Rzuć, bracie, blagie i jedź na Pragie

Link 19.07.2008 :: 16:44 Komentuj (2)

Od dziś po Warszawie jeździ mój tramwaj. Mój tramwaj, papierowy, jeździ wewnątrz prawdziwego, starego.
Akcja "Rzuć, bracie, blagie i jedź na Pragie" to cykl wycieczek zabytkowym tramwajem zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Mój papierowy pojazd szynowy powstał jako gadżet dla najmłodszych. To prosta zabawka, którą można sobie pokolorować (ze wskazaniem na dorysowanie buziek pasażerów tramwaju), wyciąć i posklejać.
Wycieczki odbywają się w każdą sobotę lipca i sierpnia. Więcej o tej akcji oraz o innych bardzo ciekawych można się dowiedzieć na stronach Warszawska Praga i na InfoPraga.




Zaprzyjaźniony Pan, Pan Cygaro, napisał dla Dziennika Praskiego taki tekst o tym tramwaju i o mnie:




użytkownik usunięty ;(

Link 20.06.2008 :: 19:46 Komentuj (2)

***
Dziś w wieku 54 lat zmarł mój znajomy reżyser Piotr Łazarkiewicz ;(
***

Miał być pogodny wpis, ale nie będzie. Wracam jeszcze tylko na moment do szkoły i zadania, o którym od czasu do czasu wspominałam, czyli "1 minuta". Przez kilka dni robiłam zdjęcia w przejściach podziemnych przy metrze Centrum i pod Dworcem Centralnym na czasie naświetlania właśnie 1 minuta. Nie pokażę wszystkich zdjęć, bo jest ich 11, ale kilka najlepszych.














Menokija

Link 03.06.2008 :: 21:13 Komentuj (16)

Dziś ostatni projekt ceramiczny. Jest to lampka oliwna, którą nazwałam Menokija. Jest połączeniem dwóch tradycyjnych żydowskich świeczników: 7-ramiennej menory i 9-ramiennej chnukiji, używanej na Chanukę, czyli Święto Świateł.
Składa się z 3 elementów:
- pojedynczej, środkowej szameszy
- 6-ramiennej menory (funkcjonuje z szameszą)
- 2-ramiennej części, która po złączeniu z menorą (którą dostawia się do środka), tworzy 9-ramienną chanukiję.
Czyli ma się 2 świeczniki w jednym.

Ten projekt wzbudził dość duże zainteresowanie wśród profesorów. Jeden z nich podszedł do mnie po obronie i powiedział, że z racji jego zainteresowań i takich różnych ma pytanie, czy można będzie u mnie kupić taką menokiję :D




Byłyśmy dziś z Klarą w Biurze Promocji Miasta na rozmowie w sprawie pasów-klawiatur. Wygląda na to, że będzie dobrze :)
Przy okazji dowiedziałyśmy się kilku ciekawostek, np. że projekt z wyrzucaniem przez okno fortepianu w ogóle nie istnieje. I nie istniał. Jakaś pani w rozmowie z dziennikarzem powiedziała, że gdyby chciała zrobić coś agresywnego, to właśnie wyrzuciłaby fortepian z okna. I już. To było jako przykład w rozmowie. A prasa dorobiła do tego całą wielką resztę...
Śmieszne. Niczego, co pisze prasa, nie można być pewnym.


Ceramiczna tykwa

Link 01.06.2008 :: 12:51 Komentuj (4)

Ależ pięknie! Zieleń aż bucha! Wyleguję się na trawie, biegam po łące (na razie nie plotę wianków...), jem czereśnie z własnego drzewa, choć są to trudne wyścigi z ptakami. Truskawki kwitną, mirabelki rosną. Lato! Jeszcze tylko 3 egzaminy teoretyczne i od 17 czerwca wakacje! (o ile zdam wszystko jak należy).

Teraz drugi projekt ceramiczny. Jest to naczynie kuchenne do przechowywania zieleniny, np. pietruszki, koperku, szczypiorku. Większość ludzi trzyma takie rzeczy w słoiku lub szklance z wodą, niektórzy w torebce w lodówce. A w tym naczyniu stają się one bukietem, można je dowolnie komponować. I można wstawić 3 gatunki nie mieszając ich ze sobą.





Właściwie to nie napisałam, jak wyglądają u nas takie obrony. Przychodzi kilkunastu profesorów (prawie wszyscy z wydziału) i trzeba zaprezentować im swój projekt na planszach i w postaci modelu, wytłumaczyć o co chodzi. Potem oni zadają pytania, czasem chwalą, czasem bardzo ostro krytykują, czasem patrzą się jak na idiotę. Ja miałam wyjątkowo miłą obronę. Bardzo chwalili wszystkie moje projekty ceramiczne. Jeden z profesorów powiedział nawet, że wcale nie chce mu się oglądać następnych projektów innych studentów (broniłam się jako pierwsza), bo tak miło mu się patrzy na tę ceramikę :) Po obronie nawet do mnie podszedł i zapytał, czy można będzie u mnie kupić projekt, który tu zaprezentuję jutro lub pojutrze. :)


Szparagi

Link 30.05.2008 :: 20:21 Komentuj (6)

Dziwny dzień.

Zawiozłam rower do warsztatu w sprawie przerwanego łańcucha. W jednym z serwisów powiedziano mi, że mogą to zreperować na za 2 tygodnie, bo mają dużo roboty... Za to polecili mi pana, który po drugiej stronie ulicy siedzi w Dużym Fiacie i na ulicy reperuje... Tak było. Pan siedział w aucie, w otwartym bagażniku były części rowerowe. Zobaczył co i jak z moim rowerem, wysłał mnie do pobliskiego sklepu po zapinkę do łańcucha i naprawił. Ale przy okazji wyszło na jaw, jakim jest strasznym dziadem. Gdy montował mi łańcuch, podeszła do mnie sympatyczna, uśmiechnięta czarnoskóra dziewczyna i zapytała po angielsku o jakieś fajne sklepy odzieżowe w okolicy. Wytłumaczyłam jej i poszła. A wtedy dziad powiedział:
"Tak... śmieci przyjeżdżają do nas i jeszcze chcą, żeby mówić w ich języku. Przyjeżdżają to niech się uczą polskiego. Albo niech idą do punktów informacyjnych, a nie ludzi na ulicy pytają"
Dowiedziałam sie jeszcze, że mój rower jest taki stary, że pewnie Hitler na nim jeździł albo ewentualnie Bismarck. I zastanawiał się, ile ton pszenicy i ile litrów mleka przewiózł na nim chłop niemiecki...

Gdy jechałam sobie Krakowskim Przedmieściem, zagrodziła mi drogę dziewczynka, chyba cyganka. Najpierw, żebym jej dała pieniądze, ale odmówiłam. Probowała wtedy zabrać mi wiatrak, a gdy jej na to nie pozwoliłam i ruszyłam, bezczelnie uderzyła mnie w ramię. Szok.


Później już były miłe rzeczy. W nagrodę za ten semestr kupiłam sobie jakieś ubrania i płytę, na której Czesław Śpiewa.

Dziś prezentuję pierwszy z trzech projektów ceramicznych. Są to wazoniki. Nie mogą pełnić funkcji wazoników pojedynczo, ale dopiero po minimum trzy. Trzeba je związać i wtedy są stabilne. Można się bawić z ich ilością oraz z tym, czym się je wiąże. Mnie najbardziej sie podobają z cybantem, jak tu na zdjęciu, i z gumką recepturką. Ale można zrobić wersje elegantsze np. z jakąś ładną wstążką.





MOJE PROJEKTY / MY PROJECTS(27)

Odwiedź blogi:

Pan Cygaro;
Cyberkot;
Mimo wszystko pozytywna;
Lulu;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Austeria;
Luk sfera - ilustracje;
Lapsus Lazuli;
36 wróć! - blog kulinarny;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Shay Gabso;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;


Różności wspaniałości:

Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Praxeda projektuje!;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;


Archiwum

2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

Księga gości

helena.czernek @gmail.com



statystyka

Poprzednie

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl