photo 1-1.jpg

Tabliczka świeczki

Link 01.03.2009 :: 22:27 Komentuj (13)

Wracam jeszcze na moment do moich projektów, które zrobiłam na Bezalelu, bo nie wszystkie z nich tu opublikowałam. W ramach zajęć Kolel Ma'am, czyli including VAT, czyli tych, na których robiłam różne małe projekty jak np. iGruszkę, podstawki na szczotkę do zębów i zakładkę do książki, czyli na tych najfajniejszych zajęciach, mieliśmy wycieczkę do fabryki świeczek. To nie była zwykła fabryka świeczek, ale niezwykła, gdyż pracownikami w niej są ludzie upośledzeni, tacy, których prawie nikt nie chce zatrudnić. A jednak świeczki robią całkiem dobrze i całkiem dużo.




Po tej wycieczce mieliśmy za zadanie zaprojektować świeczki, które nadawałyby się do produkcji w tej fabryce.
Moja świeca zawiera 10 osobnych świeczek w 3 rozmiarach - na 1 godzinę, 2 i 4. Każdy z kawałków ma swój własny knot. Aby użyć świeczki, należy odłamać taki kawałek.




Mieliśmy także prezentację naszych świeczek dla szefostwa tej fabryki i technologów. Podczas mojej prezentacji posprzeczałam się z panią designerką z firmy, która powiedziała, że to powinno być brązowe, wtedy byłoby bardziej jak czekolada. Ja się z tym nie zgadzam, bo to nie jest czekolada tylko świeczka i nie ma udawać czekolady, a jedynie się z nią kojarzyć. Gdyby to było brązowe, mogłoby być kiczowate i zbyt dosłowne. Powiedziałam jej to, ale ona obstawała przy swoim. A ja przy swoim. (gdzie moja pokora?..) Później zapytałam naszego nauczyciela Odeda, co on o tym myśli i powiedział, że się ze mną zgadza. Ucieszyłam się bardzo, bo on jest bardzo mądry i mam do niego duży respekt.

A teraz powoli zaczynam szykować się do wyjazdu. Zrobiłam już duże zakupy kosmetyczne, niedługo zrobię też spożywcze (kilogram Krówek już mam). No i szykuję przebranie na bal purimowy... :)


Pałac

Link 04.03.2009 :: 23:16 Komentuj (5)

Cofnę się troszkę w czasie, do wycieczki do mojego brata Szymona, który mieszka w Gołdapi. Oprócz tarzania się w śniegu, zwiedziliśmy kilka fajnych miejsc. Jednym z nich był spalony pałac. Ponoć ten wspaniały budynek przez wiele lat przechodził z rąk do rąk, nikt nie umiał się nim odpowiednio zająć i skończyło się to tak, że ostatni właściciel go podpalił, by dostać odszkodowanie. I od tego czasu obraca się on w coraz większą ruinę.




Zwiedziłam wnętrze na tyle, na ile mogłam, nie wszędzie jednak możliwe było wejście. Piętra nie udało się zobaczyć, bo schody były przywalone belkami, ale parter i podziemia zbadałam dokładnie. Były nawet miejsca, gdzie szłam po omacku, świecąc sobie telefonem.






Parter zajmowały duże sale w różnych kolorach. Nawet zachowała się oryginalna farba.










Aż dziw, że w tym pałacu nie straszy.
Od lipca planuję dalsze wycieczki ruinoznawcze.


"Ślady"

Link 06.03.2009 :: 01:34 Komentuj (8)

Dzisiaj odbył się bardzo udany wernisaż Urszuli Grabowskiej, czyli mojej mamy :) Kosztował ją dużo pracy, czasu i wysiłku, ale było warto!
Tak prezentowała się mama tego wieczora:




Było sporo ludzi, myślę że około 100 osób. Niektórzy przyjechali z bardzo daleka, nawet spod Giżycka.

Tym muszę się pochwalić od razu ;) Pisałam kiedyś o moim Objawieniu. Doczekało się ono przełożenia na język malarski i tak powstała "Madonna spalonego domu". Dla porównania - po lewej wykonane przeze mnie zdjęcie Objawienia, po prawej obraz mamy. Ależ jestem dumna! :)




Wystawa "Ślady" jest chyba największą i bardzo różną od dotychczasowych wystaw mamy. Pojawiło się bowiem nie tylko malarstwo, ale także pewne instalacje i rzeźby.
To był gwóźdź programu - "Zamiast kadiszu":




Na 6 starych okiennicach znajdują się nazwiska Żydów i przedwojenne adresy ich zamieszkania. Na każdej z nich ołówkiem wypisane są także wszelkie informacje, jakie mama posiada o tych ludziach - kim byli, co posiadali itd. Wszystkie te dane są autentyczne i pochodzą z archiwum w Siedlcach. Środkowa, siódma okiennica zawiera jedynie hebrajską literę "szin".
Tałes, który wisi na ostatniej okiennicy, także utkała moja mama. Ja za to uplotłam te długie frędzle :)




"Z zeszytu Sury Grynszpan" - to akurat postać wymyślona. Każda ze stron to 100x70cm.




Mój idol "Anioł Prawoskrzydły" (jest też "Aniół Lewoskrzydły"). Tu też miałam swój mały wkład - nazwa i struganie kołeczków trzymających skrzydło. Na szczęście nikt anioła nie kupił i zostaje w rodzinie :)




"Lament nad domem Cohenów":




"Dyptyk - Wnętrze: Kuchnia, Za ścianą".




"Matka Boska Indiańska"




Zamykam wpis jeszcze jednym zdjęciem bohaterki dzisiejszego dnia. To lustro, także wystawione, należało chyba jeszcze do mojej prababci.




Wystawa czynna będzie do 13 kwietnia. Miejsce: Muzeum w Siedlcach, ul. Józefa Piłsudskiego 1.


Lądowanie

Link 08.03.2009 :: 21:57 Komentuj (2)

"Zbliżamy się do lądowania. Jest godzina 4 rano. Temperatura powietrza wynosi 25*C".

Dotarłam do akademika o 6 rano. Przespałam się 3 godziny i popędziłam na Bezalel, choć nie mam w niedziele zajęć, ale chciałam odwiedzić znajomych. Było bardzo świetnie, Krówki zrobiły mega furorę :) Adam powiedział "Wooooow! It's the best toffi I've ever eaten! I want moooooore!". Dostał na razie 4 (bo muszę jeszcze dużo innych osób poczęstować), zjadł 1, a resztę równiutko ułożył w piórniku, każdą w osobnej przegródce :) Chyba dam mu jeszcze piwo Żubr, bo przywiozłam 2 na prezenty, a widzę, że on doceni :)
No i pogoda jest tak ładna, że cały Bezalel wyległ na trawnik i wygrzewa się na słońcu. Ale ponoć ma się na kilka dni zrobić deszczowo.




Konkurs piękności

Link 09.03.2009 :: 21:39 Komentuj (13)

Zapisałam się spontanicznie na experimental design on NET. Ale fajnie! Nauczyciel pewnie nie ma nawet 30 lat, jest bardzo fajny i z mojego powodu prawie całe zajęcia prowadził po angielsku. A jak później przeszedł na hebrajski, to jeden ze studentów Izraelczyków powiedział mu, żeby jednak mówić po angielsku :) Ale luksus!
Krówki kolejny dzień robią furorę. Tylko że koledzy z Rosji się upierają, że to nie Krówki, ale Korowki...

Przygotowania do Purimu trwają. Ponoć jestem owcą, teraz się okazało, że czarną. (Ale jutro będę czarownicą.)




Kto jest najpiękniejszy?

1. Ada?:




2. Molly? (moja niepublikowana wcześniej współlokatorka Amerykanka):




3. Szuki?:




4. Amitai?




5. Guy?




Purim

Link 13.03.2009 :: 18:35 Komentuj (19)

Purim udał się świetnie. Najpierw była domówka u Adama, na której bawiłam się super i poznałam sporo nowych osób, a potem wielki bal bezalelowy. Ogromna dwupoziomowa hala, setki ludzi, każdy przebrany. Wszystko było super, dużo wygłupów z kolegami i koleżankami, tańce i hulanki. Spotkało mnie jednak też coś niekoniecznie miłego. A było tak:
Tańczyłam sobie z Adamem, Orr i Orim, gdy podszedł do mnie jakiś obcy chłopak. Założył sobie na głowę moją czapkę czarownicy i chciał ze mną tańczyć. Zapytał po hebrajsku, jak mam na imię. Odpowiedziałam po angielsku, że Helena i że jestem na wymianie studenckiej. I on wtedy:
- Jesteś Żydówką?
- Tylko trochę.
- Twoja matka jest Żydówką?
- Tylko mój dziadek.
I wtedy twarz chłopaka nagle skamieniała, momentalnie oddał mi kapelusz, odwrócił się i sobie poszedł.
Na moment mnie zatkało, potem wybuchnęłam śmiechem. Przynajmniej sam się spławił, wyręczył mnie w tym. Ale trochę to niemiłe, że inny człowiek uznał mnie za kategorię gorszą.


Jutro chyba wybiorę się na wycieczkę po mieście, nacieszyć się widokami takimi jak ten, uchwycony jeszcze w zeszłym semestrze:




Jak to było na balu

Link 17.03.2009 :: 19:00 Komentuj (5)

Nie wstawiałam tu jeszcze takich zdjęć, ale zawsze kiedyś musi być ten pierwszy raz... Jakości są słabej, bo z małej cyfrówki Adama, ale może chociaż trochę pokażą, co to jest Purim...
Zacznę jednak zdjęciem, które wykonał mój aparat, jeszcze przed wyjściem na nocne szaleństwa. Tak wyglądałam:




To jest ogólny obraz imprezy - masa ludzi, tłoczno, kolorowo.




Ten pajac w różowej bluzce i białych rajstopach to ten, którego zgorszyła moja nie 100%-owa żydowskość. W sumie to niezły fart!




Nie wiem, o co chodzi, ale na prawdę zdecydowana większość chłopców przebrała się za dziewczynki. Śmiałyśmy się z Adą, że wszyscy Izraelczycy muszą iść do wojska na 3 lata, próbuje się tam zrobić z nich prawdziwych twardzieli, ale oni jednak się nie dają ;) Ta słodka blondyna, to Adam, teraz mój najlepszy kumpel z roku. Drugiej osoby nie znam.




I jeszcze mój drugi dobry kolega Ori. Skumplowaliśmy się dopiero teraz, po moim powrocie z Polski.




Koniec tych dziwnych zdjęć. Wystarczy temu blogu póki co.
A szkoła zaczyna mnie przerażać. Niby wzięłam w tym semestrze 5 zajęć, a nie 7, jak w poprzednim, ale roboty mam dużo więcej, a pomysłów coraz mniej. I martwię się, czy uda mi się wszystko zaliczyć... Nie mogę się wziąć do roboty. Chce mi się tylko leżeć na trawie i wygrzewać się na słońcu. Idę puścić kilka baniek przez okno. Może lepiej mi się zrobi.


Scenki z życia Jerusalem

Link 18.03.2009 :: 23:42 Komentuj (2)

Puściłam wczoraj bańki mydlane, potaplałam się w majonezie Hellmanns, maczając w nim selera naciowego (pierwszy raz tutaj kupiłam majonez i zjadłam od razu pół słoika...) i śmiejąc się do łez z Giladem, kumplem Guya. Wyszło na jaw przy okazji, że nie tylko ja się nie lubię z Lital, ale on też. Doszło nawet do jakiejś idiotycznej awantury między nimi, zakończonej wymianą kilku niemiłych słów typu:
- Odczep się ode mnie! (co nie było szczególnie miłe w stosunku do gościa...)
No ale ja się z Giladem bardzo dobrze dogaduję i nawet dostałam zaproszenie na odwiedzenie go w jego domu rodzinnym gdzieś między Sderot a Aszdodem.
Dobry humor wrócił.
A pomelo spisał się po raz kolejny.



Ta koza jest ortodoksyjna, pochodzi z Mea Shearim. Dostałam ją od Felixa.




Dzisiaj jeszcze kilka luźnych scenek z codziennego życia Jerozolimy, jako że ostatnio zaniedbałam blog pod tym względem.

Całkiem sporo tu rozsypanych domów. A że znamy się nie od dziś, wiadomo - kręci mnie to.




Myślałam, że mój wiatrak przy rowerze wymiata. Pomyliłam się...




Ten pan mnie zobaczył. Ten pan do mnie krzyczał. Ale to on miał osła i to ja miałam aparat ;)




Spokój. Czas nie płynie. Dla nich. Bo dla mnie płynie zbyt szybko. Jestem tu już 5 miesięcy!




Hellmanns w opałach - część kolejna

Link 21.03.2009 :: 18:41 Komentuj (5)

Poszłam sobie na niedaleką wycieczkę, około 15 minut pieszo. I oczywiście nie obeszło się bez przygód. Szłam sobie poboczem dużej szosy w poszukiwaniu nowości i pięknych widoków. Znalazłam.




Nawet w pewnym momencie straciłam pewność, czy jestem jeszcze w Izraelu, czy to już może Palestyna. Bo tutaj sa przerwy w murze, nie jest dokończony jeszcze.




No ale poszłam dalej za jakimiś izraelskimi paniami w średnim wieku. Znalazłam owce i kozy, pasące się na zboczu wzgórza. Nauczona doświadczeniami, gdy to uciekałam przed psami po pustyni, nie poszłam do nich tym razem. To znaczy starałam się podejść jak najbliżej, ale tak, by jednak być cały czas na bezpieczną odległość. Pobiegałam wtedy po tym wzgórzu, przeszłam nawet przez jakiś płot. Było bardzo fajnie. Potem jednak uznałam, że idę na wiadukt i z niego będę fotografować.






No i chyba kozy tutaj przynoszą pecha...
Długo tam nie pobyłam. Nagle usłyszałam obok siebie "Szalom!". Odwróciłam się, a tam radiowóz ze świecącym kogutem i 2 policjantów idących w moim kierunku. Jeden z nich oczywiście z karabinem w ręce. No więc odpowiedziałam pokornie "szalom". Spojrzeli na mój aparat z dużym obiektywem i powiedzieli, że nie mogę tu fotografować, że tu jest niebezpiecznie. Myślałam, że może to już właśnie Palestyna czy coś. Zapytali, skąd jestem. Odpowiedziałam, że z Polski, na co jeden z nich się ucieszył i zapytał, czy mówię po rosyjsku albo ukraińsku. Kazali mi pokazać dowód osobisty i zapytali, czy mam legitymację dziennikarską...
- Panowie, ja jestem studentką z wymiany, nie mam legitymacji dziennikarskiej i po prostu chciałam sfotografować kozy...
- To trzeba sobie zejść tam na dół po prostu. Tu jest high way i niebezpiecznie.
- Ale raz jak chciałam sfotografować kozy, to mnie psy pogoniły i teraz się boję.
- Gdzie studiujesz?
- Na Bezalelu.
I to magiczne słowo Bezalel zadziałało momentalnie! Powiedzieli, że ok, tylko żebym uważała. Zadzwonili gdzieś przez CB radio i powiedzieli po hebrajsku, że Polka, że Bezalel i że spoko.
- Czy ktoś po was zadzwonił?
- Tak. Inny radiowóz.
I po rosyjsku na odchodne jeden z nich powiedział do mnie jeszcze raz, że spoko, tylko żebym uważała. I w ogóle byli bardzo mili.
Słyszałam kiedyś od znajomych Izraelczyków, że jak się tutaj powie, że się studiuje na Bezalelu, to robi to duże wrażenie. Ale nie myślałam, że aż takie... :)
W sumie to całkiem śmieszne, że specjalnie w mojej sprawie przyjechał radiowóz :) Moi koledzy w Polsce byliby ze mnie dumni (choć moja rodzina niekoniecznie) ;)


Każdy Izraelczyk jest Polakiem

Link 25.03.2009 :: 14:11 Komentuj (17)

Dopadła mnie grypa i już trzeci dzień nie poszłam do szkoły. Opuściłam przez to 2 prezentacje, ale mam nadzieję, że ujdzie mi to na sucho. Za to obejrzałam kilka filmów, m.in. pewien bardzo dobry izraelski, ale o tym innym razem.
Teraz o zadaniu, które mamy na moich głównych zajęciach, czyli Studio. Kazano przynieść nam trochę rodzinnych zdjęć z I połowy XX wieku. Mamy je przeanalizować, znaleźć na nich ciekawe detale, przedmioty, architekturę, ubiory i bazując na nich, zaprojektować coś zupełnie nowego.
I gdy wszyscy przynieśli zdjęcia swoich rodzin okazało się, że połowa moich znajomych z roku pochodzi z Polski. Niby wiedziałam, że prawie każdy Izraelczyk ma "polish babcia", ale jednak zaskoczyło mnie to. Może dlatego, że tylko 3 osoby mi wcześniej coś o tym wspomniały. A jeden kolega, który jest z Rosji, i tak ma dziadka z Polski :)

To mój dobry kumpel Tomer Aszkenazi.




I kilka zdjęć, które przyniósł:






Nikt z nich nie mówi po polsku, może jakieś pojedyncze słowa, których nauczyli się na wycieczce do Polski, dotyczącej holokaustu. Jakoś Polacy, którzy przyjechali do Izraela, nie dbali o to, by zachować język polski, nie uczyli go swoich dzieci. Natomiast wielkiej emigracji rosyjskiej udało się to bardzo dobrze i całkowicie zachowali swą tożsamość (nie wiem, dlaczego im się to udało, a Polakom nie). I tak na przykład moi 4 rosyjscy koledzy z roku między sobą i do mnie zawsze mówią po rosyjsku. A jeden z nich, Borys, powiedział mi ostatnio, że chciałby wrócić do Rosji, a jego żona musi być Słowianką i nawet nie ma mowy, żeby była Żydówką.
Jakie tutaj wszystko jest pokopane - jeden nie chce ze mną nawet rozmawiać, bo nie jestem 100%-ową Żydówką, inny na starcie skreśla wszystkie Żydówki.


Draw session

Link 28.03.2009 :: 18:09 Komentuj (6)

Jutro uznam już, że jestem zdrowa. Dziś jeszcze siedzę w domu. Dużo się pozmieniało podczas mojej choroby, bo nagle zaczęłam rysować. Bardzo rzadko do tej pory rysowałam. Wczoraj wzięłam szkicownik, który dostałam od Felixa i teraz nie mogę przestać. Nie chce mi się odrabiać prac domowych, nie mogę wymyślić nic na reklamę ambientową i najchętniej cały czas bym po prostu rysowała.
A rysuję wszystko i wszystkich.
Zaczęło się od tego rysunku. Nota bene ten kosz znalazłam porzucony gdzieś na trawniku tego dnia, gdy miałam rozmowę z policją. Bardzo mnie on uszczęśliwił i dodał trochę domowości mojemu pokojowi. Fajne rzeczy ostatnio znajduję, np niedawno w pewnej dolinie trafiłam na końską podkowę. Nie znalazłam podkowy od dzieciństwa! Mam nadzieję, że przyniesie mi dużo szczęścia! Chciałam ją powiesić na ścianie, ale okazało się, że mój pokój na prawdę jest security i po prostu nie da się wbić gwoździa. Nawściekałam się, bo gwoździe się po prostu gięły. No, ale przynajmniej przekonałam się, że na prawdę mieszkam w bezpiecznym pomieszczeniu i żadna rakieta nie jest mi groźna, bo prędzej się odbije od ściany niż ją przebije...






Zrobiliśmy sobie dziś draw session i każdy rysował każdego. To było na prawdę super i mam nadzieję, że będziemy tak robić częściej.

Miriam:




Ari (trochę odmłodzony).





MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl