photo 1-1.jpg

Bardzo długie 2 dni

Link 09.03.2015 :: 21:54 Komentuj (6)

Wiem, wiem, rzadko piszę... Ale za to na przeproszenie będzie dużo zdjęć. Mam nadzieję, że jakoś Was to jednak zachęci do wpadania tu od czasu do czasu. Tym bardziej, że ta połowa roku zapowiada się ciekawie i wyjazdowo... W kwietniu znowu będą Stany, tylko więcej, a w lipcu... Mmmm... Jeszcze nie powiem, ale zdradzę tyle, że równie daleko, tyle że w przeciwnym kierunku. :)

Na razie jednak jesteśmy w Polsce, choć bardzo blisko granicy z Rosją. Momentami nawet zbyt blisko, o czym za chwilę...
Sapałówka. Tu mieszka mój brat. Może część z Was pamięta, bo już parę wpisów stąd było.
Sapałówka jest na Mazurach, kilkanaście kilometrów od Gołdapi. Dom mojego brata leży wśród pól, gdzie sąsiadom ciężko zajrzeć w okno.






Byłam tam od piątku wieczorem do poniedziałku rano, a mam wrażenie, jakby to było co najmniej 5 dni. Może opowiem po kolei. Sobota zaczęła się spacerem. Najpierw przywitałam się ze świniami w chlewie sąsiadów, gdzie pochłonięta fotografowaniem nie zauważyłam jak mnie tam zamykano, bo mnie nie zauważono... Więc musiałam tłuc pięściami w drzwi... Ale jak się domyślacie z mojej obecności przed komputerem, zostałam uratowana. Niestety tych świń chyba nikt nie uratuje... :(












Potem był spacer do lasu. Tam jeszcze zostało trochę zimy.








Dziki w lesie przegapiłam, choć Szymek i Alan spotkali stado około 7 osobników. Ale za to chodziłam po tamie zbudowanej przez bobry.




Zimy trochę zostało, ale wiosna już się zaczęła. Nie da się zaprzeczyć. Czy ktoś z Was widział już w tym roku kwiaty polne? Ja tak! Przebiśniegi!




I gniazdo, ale chyba zeszłoroczne...




No dobra, koniec rozwodzenia się nad porami roku. Przechodzimy do akcji.
Mieliśmy małe odkrycie. Poszliśmy na malutki cmentarzyk niemiecki w lesie i znaleźliśmy wystający spod ziemi tylko kawałkiem ramienia krzyż. Chyba całe lata światła nie widział.








Po południu wzięliśmy Szymka auto terenowe, tak zwanego Diabła, i ruszyliśmy w teren. Alan, który dopiero uczy się na kierowcę, jeździł po wertepach, leśnych drogach, a nawet całkiem stromych górkach, że nawet do głowy nie przychodzi, by można było tam wjechać autem. A jednak.




Przy okazji to było takie małe safari...








Wieczór też był super. Pojechaliśmy do bani. Takie prawdziwej. Drewniana chata na środku pola, pachnąca dymem. Garnek wody na rozgrzany piec i już pot płynie po całym ciele. Jak się już tak wygrzaliśmy, to oświecając drogę latarką biegiem lecieliśmy do stawu, po którym jeszcze lód pływał. Myślałam, że nie będę do tego zdolna. A jednak. W dodatku znalazłam w tym całkiem sporo przyjemności. Polecam!

Tak nam minął dzień.
A drugiego dnia mieliśmy bliskie spotkanie ze strażą graniczną.
Pojechaliśmy na wycieczkę do pięknej miejscowości Zabrost. To jest już przy samej granicy z Rosją. Tak sobie z Alanem szliśmy i szliśmy, zostawiając w tyle rodzinę.




Widoki były.






Był bunkier ze swastyką z 1944 roku.




I pszczoły były przy samej granicy. I to mnie bardzo zastanawiało. Czy z tych uli jest miód polski czy rosyjski? Czy jakieś embargo i te sprawy nie? Made where?




Straż graniczna jest wyposażona w profesjonalne punkty obserwacyjne.




No i dalej była taka sprawa, że doszliśmy do samej granicy. Przed słupkami granicznymi jest pas zaorany. Alan bardzo by chciał znowu pojechać do Rosji, więc bardzo go kusiło, żeby chociaż wejść za słupek i wrócić. Stał i się zastanawiał. Ja odradzałam, bo to różnie może być. A nóż gdzieś tam ktoś się czai za drzewami? Staliśmy i dyskutowaliśmy, w jaki sposób straż graniczna mogłaby się zorientować i czy już wiedzą, że tam jesteśmy. Alan w końcu nie przeszedł. Na pocieszenie wcale nie zrobiliśmy zdjęcia telefonem, bo przecież nie można fotografować słupków granicznych... Zawróciliśmy i kilkaset metrów dalej zatrzymał się przed nami wóz straży granicznej. Najpierw pytania po co chodzimy tutaj, potem dokumenty, potem czy weszliśmy na orane. Nie weszliśmy. Ale oni się muszą upewnić, więc jeden z nami został, drugi pojechał sprawdzać ślady. Obaj panowie byli bardzo mili. Ten co z nami został, kilka razy powtórzył "Mam nadzieje, że nie weszliście na orane... Sam orałem!" Wrócił drugi, nie deptane. Ufff. Byłoby 500zł mandatu. Zdjęcia nie robione? Nie, tylko krajobrazy, pokażę co mam w aparacie. A skąd panowie wiedzieli, że tu jesteśmy? Fotokomórki? Nie możemy powiedzieć. Ale zdradzę, że wiedzieliśmy jak jesteście ubrani. (więc na bank kamera była w tej budce na ptaki...) Panowie bardzo byli mili i nas w końcu wypuścili. Pietra trochę miałam, bo nie pamiętałam, czy Alan nie wszedł na przykład krok czy dwa. A gdyby przeszedł i to byłaby rosyjska straż graniczna, to problemy byłyby już bardzo duże. Kilkanaście godzin aresztu, na pewno mandat i przekazanie polskim służbom na przejściu granicznym w Gołdapi. Może zakaz wjazdu do Rosji, kto ich tam wie przy aktualnej sytuacji... W każdym razie wszystko się dobrze skończyło i mogliśmy na wolności oglądać klucze ptaków.





I klucze kotów...




Już nie mogę się doczekać kolejnego wyjazdu do Sapałówki!




Pieski małe dwa

Link 22.03.2015 :: 13:15 Komentuj (3)

Niedawno powiększyła się nam rodzina. Jest przesłodko i przewesoło.






Ale takie słodkości nie mogą trwać długo, bo 4 psy to jednak nieco za dużo... Dlatego ogłaszam:

***Z fajnej matki i fajnego ojca, urodzony pod koniec stycznia, o roboczym imieniu Jeżyk – szuka Pani/Pana.***
Jeżeli ktoś z Was jest zainteresowany, proszę o kontakt: helena.czernek@gmail.com








A to jego siostra. Ona nie szukam domu, ale imienia. Czekam na pomysły! Jak ktoś chce, to za najlepsze imię może w nagrodę dostać Jeżyka ;) Ale to nie jest nagroda, którą trzeba przyjąć...







MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl