photo 1-1.jpg

New York, New York

Link 03.04.2015 :: 04:31 Komentuj (3)

No to jestem w Nowym Jorku!



Pierwsze wrażenia były już z metra z lotniska. To co w filmiku poniżej było na prawdę super! Jak się później okazało, takie rzeczy dzieją się tu ciągle, a ci co śpiewają czy tańczą w zamian za dolara zazwyczaj robią to świetnie. Nigdy nie widziałam w Polsce zdolnych ulicznych muzyków. Tutaj po takich krótkich występach zazwyczaj słychać brawa. No i ludzie są tacy jacyś mniej skrępowani, nie przejmują się opinią innych, w związku w tym śpiewają sami do sobie, ćwiczą taniec w metrze itd.




Zwiedzanie zaczęliśmy od Times Square, który jest i fajny i okropny. Nie da się tam długo wytrzymać, bo mózg wysiada. Ale zobaczyć warto.






Na każdym rogu przemykają kolorowe postacie, głównie z Disneya. Ale też gołe babki pomalowane we flagę amerykańską i oferują swe ciała do zdjęć za dolara czy dwa.




Ale jakby zdjąć te wszystkie reklamy, to Nowy Jork jest bardzo ładny, co zresztą widać już na sąsiednich ulicach.










Ciągle są remonty, a dzięki nim piękne mazy na ulicach.




Wóz strażacki z rogami.




Sporo jest takich zderzeń typu piękna architektura, piękne detale, piękne hydranty, a jednocześnie śmieci, często brak wind w metrze i te masy reklam.






Trochę chodziliśmy dzisiaj w sprawach zawodowych, ale raczej był to ciąg śmiesznych wydarzeń. Jesteśmy tu na 8 dni, ale tak szybko czas ucieka, że już się martwimy, że tylu rzeczy nie zdążymy zrobić, załatwić, zobaczyć.

Mezuza na widzie w Chabadzie.




Byliśmy też w Central Park. Wiosny jeszcze nie ma, choć jest ciepło.








W Central Park jest takie upamiętnienie Johna Lenona, bo to tuż obok został zastrzelony.




Taki piękny rower z koszem kwiatowym. Taki chcę mieć.




Z nowości spożywczych, to jadłam meduzę. Całkiem ok. A tych bejbi flonder nie jadłam, bo mi ich trochę żal, a poza tym szczerze nie znoszę suszonych rybek, co pewnie jako oficjalna pisana deklaracja bardzo zasmuci Alana i mojego brata Szymona...




No i jedno z głównych wrażeń – jeszcze nigdzie na świecie nie widziałam tylu nawołujących do wiary w Jezusa co tutaj...

A na dobranoc (przynajmniej u mnie, u Was na dzień dobry) Empire State Building nocą.




Pozdrowienia! Wesołego Pesach i Wielkanocy!




Helena, Helena w Bruklinie

Link 06.04.2015 :: 05:29 Komentuj (3)

W piątek ruszyliśmy na Brooklyn. W deszczu piechotą przeszliśmy Brooklyński most podśpiewując "Nie Brooklyński most" Starego Dobrego Małżeństwa.






Z tyłu taki jakby ścięty, ginący we mgle to nowy World Trade Center.




Manhattan Bridge.




No i...




Tyle atrakcji, a to był tylko spacer jednym mostem. No i już jesteśmy na Brooklynie.




Tego dnia przeszliśmy jakieś straszne kilometry, a właściwie mile. Dotarliśmy w końcu do Boro Park, czyli dzielnicy zamieszkałej głównie przez ortodoksyjnych Żydów. I Polaków. W związku z tym na przemian spotykaliśmy zamknięte już z powodu nadchodzącego święta Pesach żydowskie sklepy i czynne polskie, sprzedające kiełbasę, kapustę i babki drożdżowe na Wielkanoc. Pralnia po angielsku i pralnia po polsku. I raczej brudniej niż czyściej, trochę jak szuk w szabat.




Ludzi na ulicach już było mało, bo większość zajmowała się ostatnimi przygotowaniami do Sederu. Ale kilku panów udało się jeszcze upolować.






Kolejka po macę.




Tak chodząc po prawie pustym Boro Park spotkaliśmy spaloną bułkę – resztki po paleniu chamecu.




A potem jakieś straszne tego ilości i to na każdym rogu!




Możemy pograć w taką grę, żeby zidentyfikować jak najwięcej rzeczy z tej spalonej sterty zakazanych owoców. Ja zaczynam: donut na środku!




Potem podjechały służby porządkowe i zabrały cały chamec.




No i jeszcze taka historia: idąc dalej przez Boro Park zobaczyliśmy otwarte drzwi do jednego z ortodoksyjnych domów, a w środku ogromny stół nakryty już do Sederu. Krótka chwila zastanowienia i już jestem w środku i pytam mieszkańców, czy mogę zrobić zdjęcie. Raczej się spodziewałam, że mnie pogonią, a tym czasem pan gospodarz domu zaprosił mnie do środka i pozwolił sfotografować stół. Zrobiłam zdjęcie i w tym momencie widzę panią domu szybkim krokiem idącą z kuchni do salonu, machającą rękami i stanowczo mówiącą: "I don't want! I don't want!". Pan mąż ją zaczął uspokajać, a jak szybko powiedziałam Chag Sameach, czyli wesołych świąt i wyszłam. Ufff...




Seder spędziliśmy u Zviego, dobrego znajomego, który był edukatorem w Moishe House, gdy byłam jeszcze mieszkanką Moishe. Było bardzo miło, rodzinnie i tak normalnie. I takiego właśnie dalszego ciągu Pesach i Wielkanocy Wam życzę!


California blue!

Link 09.04.2015 :: 09:26 Komentuj (5)

Dzisiaj pożegnaliśmy Nowy Jork. Wyjechaliśmy z pewnym sukcesem, bo rozpoczęliśmy współpracę z sklepem w Muzeum Żydowskim, a tam jest design bardzo dobrej klasy. Cieszymy się bardzo, a i jesteśmy bardzo dumni, że nasze rzeczy będą miały takich sąsiadów na innych półkach.
Pa pa, Nowy Jorku!






Od dawien dawna marzy mi się taka wyprawa samochodem w poprzek Stanów Zjednoczonych – od wybrzeża do wybrzeża. No i najlepiej Bulikiem. Ale będzie innym autem to też nie odmówię. Póki co pozostaje to w sferze marzeń, ale na pocieszenie zrobiłam dzisiaj tę trasę samolotem. I tak minęło 6 godzin.





Zaskakujące prążki.



Elektrownia słoneczna w Nevadzie.











I nasz samolot tuż przed lądowaniem.




Z lotniska odebrała nas Harriet, przemiła pani, dla której robiliśmy odlew mezuzy z Siedlec. Harriet mieszka w Pacifice, na południe od San Francisco. Już jak wysiadłam z samolotu, to zachwyciły mnie kolory Kalifornii o tej porze roku – świeża, soczysta zieleń, taka jak pewnie niedługo w Polsce będzie, i masa kwiatów. Jak byliśmy we wrześniu w Kalifornii to było jakoś inaczej. Sucho i żółto. Pacyfica okazała się po prostu najpiękniejsza... Zresztą zobaczcie zdjęcia. To jest 10 minut spacerem od miejsca, gdzie teraz mieszkamy.
















I te czarne plaże...



A na plaży tysiące czegoś takiego:





Pan na plaży powiedział mi, że to szczątki portugalskich meduz, które jak są kompletne, to wyglądają tak:



Są też muszle.



I dużo szczątków krabów.






Dostaliśmy przykaz od Harriet, żeby nie zostawiać jej 2 małych psów na dworze, szczególnie na noc, bo przychodzą szopy pracze i kojoty i mogą zeżreć te pieski.

Dobranoc!






Trochę Kalifornia, a trochę Bieszczady

Link 15.04.2015 :: 03:22 Komentuj (2)

Parę dni nie pisałam, bo cały czas coś się działo, ale za to teraz będzie tysiąc zdjęć, bo przecież nie ma sensu, żeby leżały w komputerze... ;)
Będzie trochę widoków znowu, ale najpierw kilka zdań o tym, dlaczego tutaj jesteśmy. Wczoraj było otwarcie naszej wystawy w PJCC w Foster City. Udało się bardzo, lepiej niż się spodziewaliśmy. Lepiej, niż w San Rafael we wrześniu. Przyszło ponad 50 osób, a rozmowa trwała dobre półtorej godziny. Jutro lecimy do Los Angeles, gdzie będziemy mieć prezentację o naszych mezuzach z brązu.






Na wystawie pojawił się Dawid, mój kuzyn z Kanady, który zupełnym przypadkiem w tym samym czasie przyjechał na urlop do Kalifornii. Dzisiaj byliśmy razem z wycieczce wzdłuż oceanu. My autem, a Dawid za nami Harleyem.





Zatrzymywaliśmy się w co ciekawszych miejscach, a takich było sporo. Z jednej strony ocean, z drugiej prawie Bieszczady...



W pierwszą stronę ocean był jako tako spokojny.






Ale wracając był już przypływ i było widać to gołym okiem, jak szybko przybywa wody, jak zajmuje kolejne fragmenty plaży.




Oprócz tysięcy tych niebieskich meduz, które już pokazywałam, były takie dziwne stworzenia. Czy ktoś z Was wie może co to jest?



Teraz robimy flash back. Przed wystawą byliśmy na super spacerze na morzem. Pogoda była trochę szalona, chmury dość groźne, a jednocześnie słońce.










Ostatnie promienie słońca i mocno bieszczadzki klimat. A jednak to nadal Kalifornia.








Kolejny dzień w tył. San Francisco. Spacer po Golden Gate.




Ponieważ jakoś strasznie dużo było samobójstw na moście Golden Gate, są na nim telefony ratunkowe dla tych, którzy rozważają popełnienie samobójstwa... Zawsze coś, a nuż ktoś skorzysta.



Spacerując po moście wypatrzyliśmy na dole taki domek. I nagle obok wypłynęła foka, a mnie udało się ją akurat uchwycić! Zdjęcie jest nie najlepsze, ale coś tam widać.






Kolejny dzień do tyłu. Plaża egipska w Pacifice...






No i teraz moje ulubione, czyli rośliny i zwierzęta.
Najpierw zdjęcie z dedykacją dla Babci.



Moje ulubione kwiaty Bird of Paradise. Na prawdę wyglądają jak ptaki! Takie trochę żurawie.



Gdy je fotografowałam, nagle coś przeleciało obok i zawisło w powietrzu. Koliber!!! Niby jest na zdjęciu, ale ledwo go widać. Przy tym najwyższym kwiecie z tyłu, takie coś rozmazane.



Tzw. szczotki do butelek.







Czarne kwiaty.




Jakieś takie tłuściochy.




I na koniec Airstream, o którym uczyłam się na zajęciach z historii wzornictwa. Piękny!!




Następny wpis będzie z Los Angeles!



MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl