photo 1-1.jpg

Gołębie

Link 31.05.2015 :: 00:34 Komentuj (2)

Wczoraj pod Halą Mirowską spotkałam pana. Pan karmił gołębie. Czasem widuję ludzi karmiących gołębie, choć rzadko, bo zazwyczaj ludzie ich nienawidzą. Ale ten pan był inny. Te gołębie go kochały, a i on je kochał. Siadały mu na rękach, na ramionach, wchodziły do środka do torebki. Czasem walczyły ze sobą o miejsce u pana na ręce. Nie każdy człowiek ma taki przywilej, trzeba sobie na to zapracować. Zaczęłam rozmawiać z panem. Pan karmi gołębie 2 razy dziennie. Znają się już od dawna.








I tak od tematu gołębi zeszło do tematu wojny. Pan zaczął od tego, jak to dzisiaj ludzie są nieporadni, bez inicjatywy, niesamodzielni. Poniekąd się z tym zgadzam. Słyszałam różne historie o wojennych losach, ale ta była inna, w dużym stopniu poświęcona jedzeniu. Które pan sam zdobywał. A dokładniej, na które sam polował. O zupie z wróbla. O zającu, któremu łapy przymarzły podczas srogiej zimy i dzięki temu cała rodzina się najadła. O rybach łapanych w ręce. Najłatwiej było łapać te, które chowały się pod skarpą. Kiedyś pan próbował wymacać ryby, a trafił na piżmaka. Bardzo się bał, że go pogryzie. Pan, którego spotkałam, bardzo szanuje zwierzęta. Pozwoliły mu przeżyć najtrudniejsze czasy. Dzisiaj on pomaga im.

Patrząc na tego pana przypomniałam sobie opowiadanie Singera pt. "Gołębie", jedno z moich ulubionych. Tam też starszy pan codziennie karmił gołębie. Zawsze wyczekiwały jego przyjścia i widząc go, zrywały się z okolicznych dachów, by złapać co najlepsze. Pewnego dnia pan jednak zmarł.

"Nazajutrz rano zajechał żydowski karawan. Konie miały na sobie czarne kapy i kaptury, z otworami na oczy Kiedy trumnę wyniesiono z domu i kondukt zaczął się posuwać w dół, w kierunku Tamki i Starego Miasta, nad dachami pojawiły się całe stada gołębi. Ich liczba rosła tam raptownie, że zakryły całe niebo między domami po obu stronach wąskiej ulicy i zrobiło się ciemno jak podczas zaćmienia słońca. Na moment zatrzymały się, zawieszone w powietrzu, po czym, całą chmarą, dotrzymywały kroku konduktowi, zataczając nad nim koła.
Delegacje kroczące zwolna za karawanem z wieńcami, na których powiewały wstęgi, patrzały w górę, zadziwione. Mieszkańcy okolicznych domów, starzy i schorowani ludzie, którzy wyszli na chodnik, aby oddać profesorowi ostatnie honory, robili znak krzyża. Na ich oczach stawał się cud, jak w czasach biblijnych. Tekla, wznosząc ku niebu ramiona okryte czarnym szalem, zawołała:
- Jezu!
Chmary gołębi eskortowały karawan, aż wjechał w ulicę Browarną. Kiedy tak krążyły, ich skrzydła - to przeświet1<,>ne słońcem, to pogrążone w cieniu - barwiły się na przemian czerwienią krwi i ponurą szarością ołowiu. Rzucało się w oczy, że ptaki manewrowały, aby ani nie wyprzedzać konduktu, ani nie pozostawać w tyle. Dopiero kiedy dotarły do skrzyżowania Furmańskiej i Mariensztatu, zatoczyły ostatnie koło i zawróciły hurmem – skrzydlaty tłum odprowadzający swego dobroczyńcę na wieczny spoczynek.
Następny ranek tchnął jesienną szarzyzną. Rdzawo-bure chmury wisiały nisko nad miastem. Dym z kominów opadał i snuł się po spadzistych dachach. Spadł rzadki deszcz, kłujący jak szpilki. Nocą wymalował ktoś swastykę na drzwiach profesora. Tekla wyszła z torbą ziarna, ale nadleciało niewiele gołębi. Dziobały pożywienie ociągając się i rozglądając dokoła, jak gdyby w obawie, że będą przyłapane na złamaniu jakiegoś ptasiego zakazu. Z rynsztoków rozchodził się smród spalenizny i rozkładu, gryzący odór nadciągającej zagłady."



MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl