photo 1-1.jpg

Ewakuacja

Link 02.06.2009 :: 19:00 Komentuj (11)

Dzisiaj w całym Izraelu o 11 był alarm próbny i próbna ewakuacja. We wszystkich szkołach, uczelniach, akademikach, biurach - wszędzie wszędzie. Każdy musiał udać się wtedy do schronu. Ja wtedy miałam zajęcia z rysunku. Cały mój rok razem z rokiem pierwszym i częścią pracowników ścisnął się w jednym pomieszczeniu.




Nie jestem pewna, czy to na prawdę jest bunkier, teraz w każdym razie pełni głównie rolę magazynu kawy, cukru, tonerów i masy innych rzeczy.




Gdy wyszliśmy z sal, w których mieliśmy zajęcia, każda z nich po kolei została momentalnie sprawdzona.
Miriam ten alarm zastał na basenie. Musiała iść do schronu w kostiumie kąpielowym.

Zapytałam kolegi Nira, czy takie ćwiczenia są co roku.
- Nie, to pierwszy raz. Teraz są próby, bo się zbliża kolejna wojna, prawdopodobnie za kilka miesięcy.
- Jaka znowu wojna???
- Z Iranem.

Inny kolega powiedział mi to samo, kolega trzeci mnie wyśmiał i powiedział, że nie sądzi. Okaże się niedługo... Ja już wtedy będę w Polsce.


Zmiany

Link 06.06.2009 :: 20:45 Komentuj (1)

Duże zmiany nastąpiły w naszym mieszkaniu. Jeszcze w środę było nas czworo, a tu nagle z dnia na dzień zostaliśmy tylko we dwoje z Amitajem. A od jutra będzie nas troje.
Więc tak. Molly poleciała już do domu do USA. No i Guy się wyprowadził. To taka straszna szkoda z tym Guyem, bo to był mój najlepszy współlokator. Najlepiej się z nim dogadywałam i na prawdę się skumplowaliśmy. Czasem jedliśmy razem, czasem sprzątaliśmy razem, czasem oglądaliśmy razem filmy. Gdy mu się nudziło, to przychodził do mnie, gdy mi się nudziło, to przychodziłam do niego, ale on zazwyczaj dalej zajmował się swoją robotą, więc nawet zdarzyło mi się zasnąć u niego w pokoju, gdy pisał jakieś prawnicze eseje... Fajnie było. Ale zostało mu przydzielone mieszkanie dla magistrantów, lepsze - dla 3 osób i z balkonem. On się o to ubiegał na przyszły rok od dłuższego czasu. Dostał teraz i bał się, że jak teraz nie weźmie, to potem nie będzie wolnych miejsc. Szkoda, ale obiecał, że będzie przychodził. No i zostawił nam kilka talerzy i piekarnik, bo tak to byśmy z Amitajem zostali całkiem na lodzie. I tak trochę zostaliśmy, bo nie mamy własnego internetu. Guy obiecał, że będzie do nas przychodził. Gilad też obiecał.




Ale ale. Wspomniałam, że od jutra będzie Nas Troje. Bo wprowadza się do nas Marta! Marta jest super! Jest z Warszawy, ale studiuje hebraistykę na Oxfordzie, a teraz jest tutaj na wymianie. Widujemy się codziennie, huśtamy się na huśtawkach, chodzimy na karaoke i jest super! Tak więc strata związana z Guyem będzie mi zrekompensowana!




Poza tym jakoś mi już lepiej, Izrael znowu jest fajny.

Pracuję jak szalona na projektami, mam niecałe 2 tygodnie na skończenie tych najważniejszych i o kilka dni więcej na wszystkie pozostałe. Dziś pół dnia zajmowałam się skręcaniem drutu do jednego z projektów, a potem się okazało, że ten patent nie działa i muszę kupić zupełnie inny drut...
Ale czasem znajduje się czas na karaoke. I ostatnio było świetnie, bo jak stałyśmy z Martą na scenie, to ktoś coś do nas powiedział po rosyjsku, więc odpowiedziałyśmy, że my jesteśmy z Polski. I pewna dziewczyna krzyknęła do nas "cześć! :D". Jej twarz wydawała mi się nawet znajoma. Potem podeszła do nas.
Ona:
- Cześć! Jestem Basia.
Ja:
- Basia? Zaraz zaraz... Basia W.????
- Tak...
No i przypomniałam jej, że się poznałyśmy kiedyś na szabacie w Gminie Żydowskiej w Warszawie. W sumie dziwne, że w ZOOMie nigdy na siebie nie trafiłyśmy...
No i były okrzyki radości, rzucanie się na szyję, wymiana numerów telefonu itd. Strasznie mnie rozśmieszyło, że się spotkałyśmy w Jerozolimie w barze karaoke. :)


Normalność

Link 09.06.2009 :: 20:35 Komentuj (3)

Siedzę w autobusie i wsiada pan z karabinem metrowej długości. Pełny magazynek. Widzę, jak wielkie są te naboje. Pan jest po cywilnemu, wygląda jak każdy zwykły przechodzień. Zastanawiam się, kim jest i dlaczego ma broń, skoro nie jest żołnierzem. A może jedzie do miluim? Ale chyba jest już za stary na to. Siedzi naprzeciw mnie, przysypia. Lufa wycelowana w sufit. I to jest takie normalne. I nikt się nie zastanawia oprócz mnie. Bywa gorzej. Na przykład że jadę autobusem, żołnierz siedzi w sąsiednim rzędzie, lufa wycelowana jest w moją nogę, on przysypia, a autobus podskakuje.
Jestem tu już ponad 8 miesięcy i wciąż nie umiem się do tego przyzwyczaić. A to tu takie normalne.




Światło i straszność na Bezalelu

Link 15.06.2009 :: 00:37 Komentuj (10)

Stare Miasto świeci na dziwno, bo rozpoczął się Festiwal Światła. Poszłyśmy z Martą w piątek, ale te światła były wyłączone z powodu szabatu, więc zamiast tego było piwo. Nadrobiłyśmy to jednak wczoraj i włócząc się wąskimi uliczkami Starego Miasta oglądałyśmy te jasności. I było fajnie.
Zaczęło się od wzoru na zewnętrznej stronie murów. Tam spotkałyśmy Polaków, którzy najpierw zapytali mnie, czy warto to fotografować, a potem sami uznali, że nie warto. A ja myślę, że jednak warto.




Były świecące wiadra:




Ten obiekt mi się bardzo podobał. Zmieniał kolory i one się fajnie rozchodziły po tym szkle.





Było mi bardzo miło, gdy fotografowałam tę lampę, pewna pani zapytała mnie, czy jestem fotografem, bo widziała, że robiłam ciekawe ujęcia i to znaczy, że rozumiem i że miło było na mnie patrzeć gdy fotografuję! :D Pani okazała się żoną twórcy tego świecidła, a pan twórca dał mi wizytówkę, żebym mu przesłała te zdjęcia :)

A teraz lampa mojego dobrego kolegi z Bezalelu z roku wyżej, Amira Zobela. To jest coś w rodzaju elektrycznego ogniska. I gdy się na to dmucha, lampa świeci mocniej. Jak ktoś nie ma gdzie rozpalić i rozdmuchać ogniska, to może sobie takie.




A dzisiaj przeżyłam coś potwornego. Ci co znają mnie i moje lęki, zrozumieją powagę sytuacji. Gdy szłam sobie pustym korytarzem Bezalelu o godzinie 21, zobaczyłam z daleka, że coś łazi po podłodze. Najpierw myślałam, że to taki duży karaluch, potem że szarańcza, a potem to coś okazało się pająkiem wielkości około półtorej mojej pięści... Żółty, z grubymi nogami, biegał bardzo szybko. Wyglądał jak tarantula. Dwie przednie nóżki co chwilę podnosił do góry. Jako że zagrodził mi wyjście ze szkoły, musiałam skorzystać z innego, na drugim końcu budynku. Po drodze opowiedziałam o tym różnym moim kolegom, którzy jeszcze zostali w szkole pracować i oni mi wytłumaczyli, że to nie jest pająk, ale coś pomiędzy pająkiem a skorpionem i nazywa się akrabut czy jakoś tak. Takie mieszkają na pustyni, są jadowite, biegają, skaczą i ponoć nawet syczą... I takiego mamy teraz na Bezalelu... Nie wiem, jak tam jutro pójdę...


Coś po mnie zostanie

Link 17.06.2009 :: 20:25 Komentuj (16)

Chyba nigdy w życiu nie harowałam tak jak teraz. Codziennie jestem w szkole od rana do wieczora, ostatnio pobiłam rekord swojego życia - 13 godzin na modelarni. W domu byłam o 12 w nocy. Teraz też jestem jeszcze w szkole - już 11 godzin. Jutro prezentacja i największa sprawa już ze mnie spadnie. Ale to i tak frajda ogromna budować ten stół. A w dodatku na osłodę tych ciężkich czasów stało się coś super!

Proszę Państwa wygrałam konkurs na reklamę ambientową koszy recyclingowych dla Bezalelu!!!

Ten projekt robiliśmy na zajęciach z tejże właśnie reklamy. Było około 20 prac, połowa z tych studentów ma specjalizację reklama, a wygrałam ja, która nigdy wcześniej nic z tym nie miałam wspólnego :D
Na podłodze Bezalelu w różnych miejscach są mapy wydziałów i pięter. Są to kolorowe paski i numerki. Każdemu wydziałowi odpowiada inny kolor. Ja wymyśliłam, żeby dodać tam pasek z wzorem śmieci i strzałką na końcu. W miejscu gdzie normalne paski mają numerki pięter, mój pasek ma napisane, że nowe kosze recyclingowe są na każdym piętrze. No i to będzie zrealizowane w przyszłym roku. Ja stąd wyjadę, ale coś po mnie zostanie tutaj. To takie super! :D




Ostatni dzień na Bezalelu

Link 24.06.2009 :: 21:40 Komentuj (4)

Dzisiaj był mój ostatni dzień zajęć na Bezalelu... Smutno. Szkoda. Chcę jeszcze.
Ale mimo tego, że już nie mam zajęć, to idę jutro do szkoły. Czwarty rok ma obrony projektów dyplomowych i chcę to zobaczyć. I koledze obiecałam, że na jego prezentację przyjdę.
I jako że to był mój ostatni dzień zajęć, to należy się pewne podsumowanie.
No więc szkoła była na prawdę mega mega mega świetna. Zanim tu przyjechałam, bałam się, że nie dam sobie rady, że będę zawsze na końcu. No ale tak nie było, może dzięki temu, że miałam motywację - nie chciałam być tą najsłabszą, bo że z wymiany i nic nie rozumiem. Pierwszy semestr poszedł mi gładziutko, drugi ciężej. Na początku drugiego semestru nie mogłam się zmobilizować na skutek łatwości pierwszego semestru (takie naiwne myślenie, że wszystko przyjdzie samo). Dostałam wtedy lekko za swoje (pani od package designu powiedziała mi "my już jesteś na troszkę wyższym poziomie..."), co dało mi nowego kopa do pracy i wtedy to zrobiłam Arkę Noego, a następnie opakowania na Zatar, którego prezentację miałam dziś i który opublikuję na blogu wkrótce. Te zajęcia mi uświadomiły, jak ważne jest opakowanie i że trzeba je traktować jako produkt sam w sobie.
Nauczyłam się tu Flasha, poznałam się trochę z reklamą ambientową. No i pierwszy raz projektowałam mebel. Czyli dużo nowości.
Bezalel dał mi pewność siebie i bardzo otworzył głowę. Teraz projekt dyplomowy nie wydaje mi się czymś strasznym i ponad siły. Tak jak skończenie studiów i zaczęcie pracy. I wiem, że mogę więcej niż mi się zawsze wydawało. I że mogę się bawić tym wszystkim. Bezalel ma bardzo konceptualne podejście. Ale też chyba nigdy nie harowałam tak bardzo jak przez ostatnie 3 tygodnie. Do tego stopnia, że raz wracając ze szkoły o 11 w nocy aż się poryczałam. No bo jak to? Jestem na wymianie, powinnam się bawić, a tu padam po prostu z nóg ze zmęczenia...

Jeśli chodzi o ogólną atmosferę szkoły, to było na prawdę świetnie. Od pierwszego dnia czułam się tam dobrze, od razu się mną zajęto. Nie było czegoś takiego jak czas aklimatyzacji. Od razu miałam mnóstwo znajomych, czułam się swobodnie i po prostu sobą. Izraelczycy są generalnie bardzo otwarci. Z Izraelkami to różnie bywa, więc raczej mam tu prawie samych kolegów...
Zawsze mogłam liczyć na ich pomoc, a podczas budowania mojego stołu liczba znajomych mi się podwoiła. Z niektórymi zaprzyjaźniłam się bardzo. Davida namawiam, żeby kiedyś został moim mężem ;) Vadim ostatnio powiedział, że będę dobrą żoną! Na każdym roku na moim wydziale mam jakiegoś bardzo dobrego kolegę. Ostatnio trzymam się z Alanem - Polakiem, który jest na pierwszym roku. Namawiam go, żeby przyjechał do Polski na wymianę.
Szkoda mi się rozstawać z tymi moimi kolegami. Jakoś czuję się częścią tutejszego mojego roku i w ogóle wydziału. Vadim mówi na mnie Helenoczka, Alon - Helenazzzzzzzzzzz, Borys - Jelena, a reszta - Elena, bo oni zazwyczaj H na początku wyrazów i na końcu nie wymawiają.
No i jakoś nie wyobrażam sobie, żeby tego roku mogło nie być.
I jak skończyłam zajęcia, to jeszcze przez 2 godziny snułam się po szkole gadając z ludźmi. Jakoś nie chciało mi się wracać do domu.
I taka myśl podsumowująca - Bezalel jest super, ale nie jak ktoś się chce obijać i mieć tylko wakacje. Ale na prawdę warto - ze względu na jakość szkoły i towarzystwo.

Zdjęcie nie na temat, ale je lubię, a nie było okazji wstawić... A następne wpisy będą o moich różnych projektach.




Biurko pamiętające

Link 27.06.2009 :: 14:09 Komentuj (9)

Wreszcie nadszedł czas na wpis o biurku, nad którym bardzo ciężko pracowałam. To był mój największy projekt tutaj. Zbudowanie go zajęło mi 2 tygodnie. No i to była moja pierwsza w życiu stolarska robota. Będzie dużo zdjęć, bo to biurko ma wiele ważnych detali, a i tak pewnie nie uda mi się go pokazać wystarczająco dobrze...

O co chodziło w całym zadaniu:
Trzeba było przynieść zdjęcia z pierwszej połowy XX wieku dotyczące naszej rodziny, wyszukać na nich interesujące detale, a następnie użyć je jako bazę czy inspirację do zaprojektowania czegoś nowego. Większość z nas projektowała meble.

Wybrałam zdjęcie, na którym jest moja prababcia rzeźbiarka siedząca przy biurku. Biurko jest drewniane, przykryte szybą, między nimi są zdjęcia, a na tym wszystkim leżą książki. Czyli to takie warstwy różnych materiałów. No i ja zrobiłam przekrój poprzeczny tego i użyłam tego przekroju jako blatu nowego biurka. Czyli wszystkie te warstwy, które były poziomo, obróciłam do pionu. Nie wiem, czy to jasne, ale może ten obrazek więcej wyjaśni.




No i moje biurko wygląda tak (widok tyłu):



Widok blatu i zamkniętych w nim przedmiotów, które znajdowały się na biurku prababci:




Kilka przybliżeń detali:
"Zamurowanae" w stole książki:



"Zamurowany" ołówek (obok niego dziurki na nowe ołówki, ale o tym później) i szyba:




Przedmioty i materiały na blacie mają charakter raczej graficzny, dwuwymiarowy. Podczas procesu użytkowania i dostawiania rzeczy codziennego użytku biurko cały czas rośnie, te warstwy materiałów narastają. I 2D wyrasta w 3D.

Szkło staje się szklanką, którą można wstawić w specjalną dziurę:



Ołówek staje się ołówkami, które wbija się w dziury w stole wyłożone gąbką (przebija się stół na wylot - najfajniejsza sprawa w całym tym projekcie :)






Książki stają się książkami, które można oprzeć o podpórki (mogą też służyć jako trzymacze lampki), które także wyrosły z płaskich desek stołu. Z desek też wyrosły nogi stołu.




Przedmioty i materiały, które zamknęłam w stole, są płaskie na górnej części blatu, tworzą jedną gładką powierzchnię. To jest taki spokojny świat. Pod stołem wszystko wygląda inaczej, jest ostro i agresywnie, bo wszystkie te przedmioty wystają tam. Można zobaczyć resztę książek, ołówek, szyby itd. A jak się doda szklankę i ołówki, to jest tego jeszcze więcej. Można np zobaczyć, że jedna z tych "zamurowanych" książek to katalog "Rok Polski w Izraelu", co się świetnie wpisuje w mój ostatni projekt po roku pobytu tutaj :)




Wszystkie te przedmioty w stole umieszczone są wertykalnie i dla przypomnienia tego, co było na początku, zrobiłam miejsce na 3 kwadratowe poziome szybki, między które można wstawić zdjęcie. Szybki są 3, bo wtedy można wyciąć kawałek zdjęcia i umieścić go np między szybką 2 i 3, a resztę między szybkami 1 i 2 i wtedy ma się pewien efekt trójwymiarowości. Szkoda, że nie widać tego tu na zdjęciu, ale na prawdę tak jest (tutaj biurko jest wyżej niż prababcia i ściana) :)
Jest to też takie "okno" między biurkiem i tym co było przedtem, a moim nowym biurkiem. I również między spokojnym światem na powierzchni stołu i tym ostrzejszym pod spodem.




No i na zakończenie jeszcze taki detal konstrukcyjny:




Ciągle nie wierzę, że Michael Jackson umarł. Myślałam, że on nigdy nie umrze!



MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl