photo 1-1.jpg

wygibasy

Link 03.08.2008 :: 13:23 Komentuj (2)

Miałam dziś wrócić do domu, ale postanowiłam jeszcze powakacjować na Mazurach.
Czas spędzam z dwoma młodymi przystojniakami Dawidem i Danielem, którzy zabawiają mnie różnymi akrobacjami. Było już:

stanie na 1 ręce:




chodzenie po wodzie i to na rękach (lepiej niż Jezus!):




zabawa w Ptaśka:




No i motylek w pięknym stylu:




Ja też muszę wykonywać różne akrobacje oraz walki podwodne, bo jeden z tych sportowców próbuje mnie od kilku dni podtapiać. Poza tym pływam sobie łódką i jest fajnie. I chyba przebywanie wśród młodszych mnie odmładza... :)


klawiatura w jeziorze

Link 06.08.2008 :: 23:59 Komentuj (10)

Jestem już w domu. Na Mazurach było naprawdę super! Może jeszcze pojadę tam na kilka dni w te wakacje, choć już niestety nie w tym samym składzie. Przynajmniej zrobiłam duuużo zdjęć i pobyt jest dobrze udokumentowany. Jakoś rzadko pokazuję tu zdjęcia siebie, więc teraz sobie to odbiję ;)

Wreszcie mogłam spędzić trochę czasu na nic nie robieniu lub robieniu niczego konkretnego :)




Wspominałam już wcześniej o akrobacjach moich dwóch towarzyszy. Teraz czas na moje:




Nie było piasku, więc głowa w siano...




A ten oto młody mężczyzna Daniel sprawił, że zwątpiłam w kręconość moich włosów... :)
Pół dnia gadania, pływania i włóczenia się z nim i Dawidem, a dopiero na nocnej posiadówie na pomoście zauważył ze zdziwieniem "ojej, Ty masz kręcone włosy!". I to po poklepaniu mnie po głowie!




Chętnie wstawiłabym dużo więcej zdjęć, ale te najfajniejsze to nie powinny tu trafić :) Pokażę za to w następnym wpisie jeszcze kilka widoków.


A teraz przejdźmy do spraw zawodowych.
Podpisałam dziś umowę o pasy-klawiatury.
Teraz waży się kwestia, czy one powstaną czy nie. W tej chwili sprawa czeka na odpowiednie pozwolenia w ministerstwie infrastruktury. Wiem, że jest dwóch facetów, którzy nie chcą się zgodzić i do tej dyskusji dołączyła nasza pani prezydent Hanna, która projekt popiera i ma wystosować odpowiednie pismo zachęcające tamtych facetów do wydania pozwolenia.

Poza tym podpisałam jeszcze jedną umowę...
A to było tak:
Jakiś czas temu Milo napisał w komentarzach, że był w Biurze Promocji Miasta i widział ołówki z wzorem klawiatury w formie panoramy Warszawy i że gratuluje. Napisałam, że dziękuję, ale to chyba nie moje. I okazało się, że jednak moje...
Gdy 2 tygodnie temu byłam w BPM, pani Wanda przyniosła te ołówki. Mnie zamurowało na moment. Myślałam, że mam przywidzenia. Po chwili:
- Ale... Ale ta grafika to jest mój projekt...
- Ojej... Jak to?
- To jeden z projektów, który zgłosiłam do konkursu...
- Ojej! My te ołówki kupiliśmy od Muzeum Narodowego... Ale oczywiście zapłacimy pani, podpiszemy umowę! No i dowiem się, skąd wzięli ten projekt!


Potem napisałam jeszcze maila, że nie wykluczam wystąpienia na drogę prawną, jeśli tego nie wyjaśnią. No ale na szczęście do tego nie dojdzie, bo okazało się, że Muzeum Narodowe wzięło mój projekt od Bogny Świątkowskiej, która myślała, że jest on już kupiony przez BPM i wyprodukowali jest tylko i wyłącznie dla BPM. Podobno wszyscy bardzo się przejęli i przestraszyli, że to tak wyszło.
Podpisałam więc drugą umowę i teraz się cieszę :)




Dostałam jeden taki ołówek i jest dla mnie cenny bardzo. I wpadł mi do jeziora. Na pomoście, między deskami. I wskoczyłam po niego w ubraniach... Uratowałam go :)


Mazurskie widoki

Link 08.08.2008 :: 19:40 Komentuj (0)

Dziś obiecane mazurskie widoki. Co prawda miałam w planie fotografować jezioro o wschodzie słońce i z poranną mgłą, ale jakoś z tym wstawaniem o 4-5 rano nie wyszło, a potem już było pochmurno. Tak więc zapraszam na zdjęcia jeziora o zmierzchu:




Raz na wodzie, raz pod wodą...






Bawiłam się w podglądaczkę, paparazzi. Zawsze mi głupio w takiej sytuacji, ale co zrobić? Zrezygnować ze zdjęcia? Potem zostaje straszny żal po przepuszczonej okazji... Więc o ile mogę, pytam, a czasem, jak tu, nie pytam.



Nie tylko ja fotografowałam:






I jeszcze jeden mazurski widok ;)




To na razie tyle zdjęć z Mazur. Następne będą chyba po 20 sierpnia :)

Parę dni temu dowiedziałam się, jaka jestem naiwna. Upadła legenda nadmorskiej wspaniałej krainy o nazwie Rąbka, w którą od lat wierzyłam. Byłam tam jeszcze w podstawówce i razem z Dawidem nazbieraliśmy tam masę bursztynów. Mam je do tej pory i zawsze wszystkim powtarzałam, że jak jadą nad morze, to niech się wybiorą do Rąbki. To jest między Łebą a ruchomymi wydmami. Tam jest piękna pusta plaża i masa bursztynów. I okazało się, że tam wcale nie ma bursztynów. Wtedy były, bo mój wujek kupił paczuszkę i je tam rozsypał, żebyśmy mieli radochę...
Nie myślałam, że mając 23 lata będę aż tak zaskoczona i tak bardzo rozczarowana taką informacją. Od razu mi się przypomina piosenka Fasolek:
"Bursztynek, bursztynek, znalazłam go na plaży.
Słoneczna kropelka, kropelka złotych marzeń..."


I jeszcze piosenka ze sporą dawką energii, która mi się bardzo kojarzy z tym pobytem na Mazurach (nie o bursztynku):




Wybywam

Link 10.08.2008 :: 23:34 Komentuj (1)

No to cześć! Wracam w środę wieczorem. Jadę na wycieczkę pociągowo-rowerową nad Biebrzę, do Tykocina i do bocianiej wsi. Nad Biebrzą będę nocować u człowieka przedstawiającego się jako Król Bagien, u którego spotkam się z moim bratem i Kingą. Będę strzelać z łuku i ganiać łosie na bagnach. No i bociany rzecz jasna, ale już nie na bagnach. Mój rower został przygotowany przez pana-ciacho i mam nadzieję, że nie rozpadnie mi się w drodze...




Biebrza

Link 14.08.2008 :: 17:59 Komentuj (2)

Rozdział pierwszy
--Król Biebrzy--


W poniedziałek trzema pociągami dotarłyśmy z mamą do Osowca, gdzie umówione byłyśmy z moim bratem Szymonem i Kingą. Strasznie trudno podróżuje się pociągiem z rowerami...
Stamtąd, już we czwórkę, pojechaliśmy rowerami do niejakiego Króla Biebrzy - człowieka, który 18 lat temu sprzedał wszystko, co miał (w tym antykwariat) i schował się w lesie, otoczony bagnami. Miejscowość, w której mieszka (i nikt poza nim tam nie mieszka), nazywa się Budy:




Król to postać ciekawa i wcale nie wyrachowana, choć już sporo artykułów o nim powstało. Nocowaliśmy w jednej z jego chat i na nasze pytanie, ile mamy za to zapłacić powiedział, że ile chcemy. A inni państwo, których tam zastaliśmy, chcieli mu za coś zapłacić, a on powiedział: "No co wy, chcecie płacić? Ale nie musicie wcale. (po ich naleganiach dalej) No ale po co? No co wy, naprawdę chcecie płacić?"

Po lewej Król. Po prawej jego pomocnik Antek. Antek jest super, ciągle pije piwo i jest bardzo wesoły. Lubi oprowadzać ludzi po gospodarstwie Króla. Trochę trudno zrozumieć, co mówi i w którą stronę patrzy, ale jest naprawdę świetny :) To chyba najbardziej pozytywna postać tej wycieczki.




Król ma kilka starych chałup, a w nich tysiące ciekawych starych przedmiotów takich jak akordeony, patefony, konie na biegunach, ludowe wyroby, stare naczynia, maselnice, kołyski, gąsiory do wina, kosze, dzbany, przyrządy rolnicze... Na podwórku za drzewem znalazłam nawet macewę, którą Król pozyskał z czyjegoś podwórka i przy pomocy ŻIHu ją odczytał.
Oprócz tego ma masę świątków porozstawianych na podwórku i w okolicach, porozwieszanych na drzewach, poustawianych w dziwnych miejscach.






Jest nawet Matka Boska Od Mrówek i Święty Od Koszy:




Są też inne postacie, mniej święte. Trochę mi się kojarzą z bohaterami obrazów Wojtkiewicza:




Bocian na dachu...




Znalazłam tam też wspaniały kąsek, który zachwycił mnie jako przyszłą designerkę:




A tego wszystkiego pilnuje 15 psów, stado czerwonych krów, koniki polskie i stado czarnych jakichś egzotycznych świń...


Rozdział drugi
--Bagna--


Biebrzański Park Narodowy ma to do siebie, że dużo tam bagien, a na bagnach żyją różne zwierzęta. I udało się nam zobaczyć łosia, a właściwie samicę, czyli klempę. Skradałam się przez wysokie trawy do niej (uprzedzałam, że będę ganiać łosie na bagnach... ). Zdjęcie nie najlepsze, ale dobrze, że w ogóle jest :)




Tak Szymek i Kinga obserwowali łosia:




Drugiego dnia się rozdzieliliśmy i we dwie z mamą pojechałyśmy do Tykocina (gdzie na dzień dobry ugryzła mnie w nogę osa i dopiero teraz zaczynam puchnąć i noga mi się do buta ledwo mieści) i bocianiej wsi Pentowo. Po drodze mijałyśmy gigantyczne bagna. Nawet po nich chodziłyśmy. Jest tam też bardzo fajna kładka długości ok 400m prowadząca przez te mokradła.




Rozdział trzeci
--Powrót--


Nocowałyśmy w świetnym drewnianym dworku w Pentowie, gdzie mieszka teraz 106 bocianów. Strasznie głośno klekotały wieczorem i rano, ale jak już poszłam je fotografować, to okazało się, że poleciały żerować... Ku mojej ogromnej radości spotkałyśmy je wyjeżdżając już z Tykocina!




W Sokołach wcale nie wywinęłam orła.
Sokoły także pożegnały nas bocianami:




Pogoda była dla nas łaskawa, może z wyjątkiem ostatniego dnia, gdy trzeba było owinąć bagaże w folię, a ja zmuszona byłam do przebrania się za wielką truskawkę. Albo truskolaskę...




A teraz czas na reklamę ;)
Całą tę wyprawę zaprojektował Szymon, który się w takich sprawach specjalizuje (jest pilotem wycieczek i przewodnikiem). Gdyby ktoś chciał się wybrać na coś takiego albo chciał poobserwować i pofotografować fajne zwierzęta i rzadkie ptaki, to może się do niego zgłosić. On układa wycieczki dobrane do indywidualnych upodobań. Tu link do strony jego narazie jednoosobowej firmy Woodpecker. Na razie na stronie są jeszcze braki, ale powoli się będzie zapełniać. Wszystkie zdjęcia tam wykonał Szymon.


Ślub

Link 18.08.2008 :: 23:26 Komentuj (1)

Trochę spóźniony wpis, ale to nie moja wina, lecz mocniejszych ode mnie sił przyrody. Przez 3 dni część mojego domu pozbawiona była prądu, a w związku z tym ja internetu.

No więc chodzi o to, że moi przyjaciele Cyberkot oraz Pan Cygaro w ostatni piątek stali się
Państwem CyberCygaro. I nie przeszkodził w tym przemarsz wojsk, samoloty i czołgi, choć towarzyszące ceremonii odgłosy dobywające się z megafonów uatrakcyjniły to wydarzenie :)

Były momenty, gdy przy ołtarzu robiło się tłoczno...




Po ślubie wszyscy się cieszyli:






Później było sympatyczne przyjęcie, a następnego dnia szalona impreza na Chłodnej 25. Było świetnie i do rana.
Tu można obejrzeć więcej moich zdjęć ze ślubu.

Parze młodej życzę wszystkiego! Bądźcie dzielni!!


Spasi, sachrani

Link 20.08.2008 :: 17:28 Komentuj (11)

Ostatnio pojawia się tu jakoś dużo wpisów z wycieczek, ale nic na to nie poradzę, że są wakacje i dużo podróżuję. Dziś o kolejnej wyprawie. I bardzo dużo zdjęć.

Tym razem odwiedziłam Grabarkę. Grabarka to góra we wschodniej Polsce, już dość blisko granicy z Białorusią. Jest to bardzo ważne, święte miejsce dla prawosławnych. Znajduje się na niej cerkiew i tysiące prawosławnych krzyży, przynoszonych i wbijanych w ziemię przez wiernych. Na wielu krzyżach widniał napis "spasi i sachrani".




18 i 19 sierpnia tłumnie przybywają tam pielgrzymki z okazji święta Przemienienia Pańskiego. Dość dużo ludzi modli się, chodząc na kolanach wokół cerkwi. Niektórzy niosą przy tym krzyże z wypisanymi na nich intencjami. Niektórzy się bardzo przy tym męczą, czasem płaczą. Chyba naprawdę muszą wierzyć, że to coś pomoże...





U podnóża góry płynie strumień. Ponoć święty. Jest taki zwyczaj, że pielgrzymi myją się w tej wodzie. Buzie, ręce, nogi. Niektórzy nawet zęby. Ta pani obmywa pokaleczone kolana. Zapewne także okrążała cerkiew na kolanach i taki jest tego skutek.




Nie wiem dlaczego, ale chusteczki, których się używa do obmywania w strumieniu, wiesza się potem na drzewach i umieszczonych między nimi sznurkach.




W prawosławiu bardzo ważnym elementem są świece. Zawsze długie i cienkie, zapala się w intencji konkretnych osób. Jedną świeca w intencji jednej osoby. Niektórzy zapalają całe pęczki.




Wszystkie kobiety oraz dziewczyny ubrane były w spódnice, a ich włosy przysłaniały chusty. Nie widziałam tam dziewczyny w spodniach. No może poza mną samą...






Najbardziej egzotycznie wyglądały mniszki, często nie mówiące po polsku, a jedynie po białorusku. Sprzedawały na straganach ikony, książki, zioła, chleby i różne takie rzeczy. Bardzo mi się to kojarzyło z shukiem jerozolimskim:






Niektóre z mniszek zbierały ofiary (czyli po białorusku żertwy) na budowę i remonty cerkwi, o czym mówiły trzymane przez nie napisy po białorusku.




I cały czas przyśpiewywał po białorusku chórek bab.




Było tam bardzo dużo malowniczych bab w chustach, co zaowocowało masą portretów. Tu kilka z nich:














I jeszcze na koniec fajny dziad w jednym bucie.




Pozdrawiam znowu z Mazur!!
Od 22 września do 13 lutego będę nadawać już z daleka. Gdyby ktoś chciał się ze mną zobaczyć, to lepiej niech to zrobi niedługo, bo potem to dopiero w lutym... :)


Mazury II

Link 25.08.2008 :: 00:14 Komentuj (4)

Wróciłam z Mazur i zabieram się intensywnie za sprawy związane z moim półrocznym wyjazdem do Izraela. Za miesiąc będę już na miejscu, a nie mam jeszcze wizy, ubezpieczenia i karty płatniczej. Jutro wybieram się do ambasady izraelskiej i zapewne jakiś pan z karabinem na mnie wyskoczy. Oni tak tam robią.

No ale jeszcze kilka słów i zdjęć o Mazurach.
Pojechałam tam bez towarzystwa, więc pierwsze dni spędzałam głównie czytając na pomoście książkę "Izrael już nie frunie" (świetna, polecam!) i wyjadając wzorki w słoneczniku. Słonecznik dobra rzecz.




Obserwowałam łabędzie i zastanawiałam się, czy da się im jeszcze zrobić jakieś interesujące zdjęcie.
To traktuję jako punkt wyjścia, pomysł, z którym jeszcze kiedyś coś zrobię.




Przeczytałam w Gazecie Wyborczej, że dla dobrego zdjęcia warto się poświęcać. Dla tych się skąpałam w jeziorze... :) Buty i spodnie schły mi 2 dni, bo taka była pogoda... Ale przynajmniej cudem aparat i obiektyw nie wylądowały w wodzie :)








A potem integrowałam się z młodzieżą licealną i już nie miałam tak dużo czasu na fotografowanie. No bo jak tu myśleć o zdjęciach, gdy trzeba w nocy iść wzdłuż jeziora szukać 2 zaginionych nastolatków, którzy popłynęli łódką i nie wrócili? Aż mama jednej z tych osób spanikowała i była już w drodze z Warszawy na Mazury ratować swoje dziecko. Ale dziecko się samo uratowało.

Poza tym zawarłam znajomość z Izraelką designerką, która mi powiedziała, że szkoła do której jadę jest świetna, że bardzo trudno się tam dostać, poziom jest wysoki i bardzo dużo trzeba pracować. W związku z tym wpadłam już w panikę, że sobie nie poradzę :( Liczę, że studentów z wymiany będą jednak traktować trochę ulgowo...


Nie kradnę.

Link 29.08.2008 :: 16:47 Komentuj (7)

W dniu 27.08.2008 w „Dzienniku” ukazał się artykuł, w którym zasugerowano nam popełnienie plagiatu. W kwietniu tego roku odbył się konkurs na gadżet promocyjny dla Warszawy związany z Fryderykiem Chopinem, organizowany przez Biuro Promocji Miasta Warszawa, fundację Bęc Zmiana oraz Wydział Wzornictwa Przemysłowego ASP, którego jesteśmy studentkami. Do konkursu zgłosiłyśmy między innymi projekt przejść dla pieszych w formie klawiatury, który otrzymał pierwszą nagrodę. „Dziennik” od samego początku prowadził kampanię dyskredytująca werdykt jury. W ostatnio opublikowanym artykule Bartosz Bator przywołał fakt, że podobny projekt w 2001 roku wykonała firma Saatchi & Saatchi jako element kampanii reklamowej sieci sklepów muzycznych Planet M w Bombaju.

Chcemy stanowczo zaprzeczyć zarzutom „Dziennika”, iż projekt nasz był kopią indyjskiego. O wyżej wspomnianym projekcie dowiedziałyśmy się dzień przed ukazaniem się artykułu, a zobaczyłyśmy go dopiero w „Dzienniku”, więc o plagiacie lub nawet inspiracji nie może tu być mowy.

Projekt nasz powstawał przez kilka tygodni w ramach zajęć na uczelni pod okiem profesorów, którzy obserwowali ewolucję naszej koncepcji i kolejne etapy jej rozwoju. Przy każdym projekcie staramy się dokonać rozeznania rynku, jednak liczba powstałych wcześniej realizacji jest tak duża, że nie do wszystkich da się dotrzeć, dlatego też pewnej powtarzalności pomysłów nie da się uniknąć. Nasz projekt opiera się na prostym skojarzeniu pasów dla pieszych z klawiszami fortepianu, w którym forma sama się narzuca, nie mogłaby wyglądać inaczej.

Jesteśmy oburzone tym, że gazeta "Dziennik" z taką łatwością oskarża nas o plagiat, mimo wcześniejszej rozmowy z nami, w której wyjaśniłyśmy, że nasz projekt powstał zupełnie niezależnie. W sposób oczywisty gazeta naruszyła nasze dobra osobiste formułując to oskarżenie.

Helena Czernek
Klara Jankiewicz


(Powyższe oświadczenie zostanie umieszczone na stronie Bęc Zmiany oraz przekazane "Dziennikowi".)

A tu można posłuchać audycji Reklama dymna w radiu TokFm, w której pojawiła się dyskusja na temat naszego projektu i całego tego zamieszania (trzeba wybrać to z opisem "A nasze jedzenie już dawno wyprzedziło ich jedzenie...")





MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl