photo 1-1.jpg

Jeż

Link 01.08.2009 :: 23:42 Komentuj (1)

Przez ostatnie 3 dni co wieczór odwiedza nas jeż. Przychodzi do psiej miski, wyjada co się da i odchodzi.








Nawet gdybyśmy nie chcieli, to gospodarstwo się powiększa...


O Jordanii ciąg dalszy

Link 04.08.2009 :: 19:18 Komentuj (1)

Kiedyś pisałam, że ciąg dalszy opowieści na temat wycieczki do Jordanii nastąpi, a jako że teraz nic specjalnie ciekawego się nie dzieje, to ów ciąg dalszy następuje.
To będą 3 różne historyjki.

--Król Abdullah--

Mi i moim towarzyszkom wyprawy, czyli Marcie i Sandrze, bardzo przypadł do gustu król Jordanii Abdullah II. Wizerunek Króla pojawia się tam na każdym kroku. W każdym sklepie wisi zdjęcie Króla. Nawet na szyldach sklepów spożywczych. Tu w towarzystwie jego ojca, poprzedniego króla Husajna.




Wymarzyło nam się, żeby zdobyć takie zdjęcie. Chodziłyśmy więc po różnych sklepach, gdzie wzbudzałyśmy niemałą sensację. Gdy jednak mówiłyśmy, o co nam chodzi, uśmiechy ustępowały, a panowie sprzedawcy poważnieli i z troską przyznawali, że nie mają czegoś takiego w swojej ofercie. I radzili, gdzie może uda się nam kupić zdjęcie Króla. Po odwiedzeniu kilku sklepów zostałyśmy skierowane do fotografa. Że może ma nawet całą Rodzinę Królewską! Fotograf jednak nie miał, ale bardzo był podekscytowany nami. Widocznie nieczęsto odwiedzają go 3 młode białe dziewczyny ;) Przyniósł szybko każdej z nas po krześle, a nawet na naszą cześć włączył klimatyzację! I posłał gdzieś jednego ze swoich pracowników, który po paru minutach przyniósł nam 3 zdjęcia Króla w formacie A3. I w dodatku kosztowały tylko pół dinara, czyli 2,5 zł :)
Dostałam taki plakat, tylko trochę mniejszy.





--Delfiny--

Zanim ruszyłyśmy do Jordanii, spałyśmy na plaży w Eilacie. Pojechałyśmy dokładnie w to samo miejsce, gdzie kilka miesięcy wcześniej nocowałam z Elą podczas naszej krótkiej podróży nad Morze Czerwone. Nie było tam starych hipisów, z którymi się wtedy zaprzyjaźniłam, ale młoda dziewczyna, która wtedy tam była przez chwilę i z którą prawie nie rozmawiałam wtedy. Nawet nie byłam pewna, czy to ona. Poszłam jednak zapytać o coś, a ona do mnie wtedy "Czy to Ty byłaś tutaj parę miesięcy temu? Z koleżanką, prawda?". No i tym razem dość sporo pogadałyśmy. Janina (pochodzi z Rosji) okazała się super fajna. Powiedziała, że pracuje na jednej z tych najdroższych płatnych plaż Dolphin Reef, gdzie w dodatku, jak sama nazwa wskazuje, główną atrakcją są delfiny. I że jeżeli po powrocie z Petry będziemy mieć chwilę czasu, to wpuści nas tam za darmo jako swoich gości! No i tak też się stało. A delfiny były super :) (pierwszy raz w życiu widziałam delfiny na żywo)






A co do nocowania tam na plaży, to było dodatkowo super, bo znalazłyśmy porzucone 3 materace pod jakąś taką dużą materiałową wiatą. Zamieszkałyśmy to oczywiście. :)
Akurat 3 materace były!! Ciągle mnie to zadziwia. :)



--Znowu awaria--

Los uznał, że nie dał nam wystarczająco dużo przygód i wrażeń podczas tej wycieczki. Ostatnia podwójna padła na autobus powrotny. Żeby nie stać w autobusie całą drogę do Jerozolimy, bardzo mądrze zarezerwowałyśmy sobie miejscówki. Bardzo dużo ludzi jeździ na trasie Eilat-Jerozolima, więc było kilka autobusów w tym samym czasie. Nasz miał numer 4. Podstawił się autobus numer 1, numer 2, numer 3, a 4 nie ma i nie ma. Pytamy w końcu kierowców autobusów 1, 2 i 3 o co chodzi. Ku naszemu zdziwieniu, zdziwienie ogarnęło ich twarze. A ich odpowiedź zdziwiła nas jeszcze bardziej.
- Nie ma w ogóle takiego autobusu...
- ??? Jak to? No przecież mamy rezerwację na autobus numer 4...
- Pokażcie bilety. Pfffff, macie rezerwację na autobus do Tel Avivu!
- ???
- Widocznie w kasie się pomylono.
Na szczęście jeden z kierowców zlitował się i wziął nas do siebie.

Jedziemy, jedziemy, a tu w połowie drogi "BUM!!!". I coś zaczęło strasznie stukać. Autobus się zepsuł...
Zatrzymujemy się, wysiadamy. 2 pozostałe autobusy zatrzymują się, upychają do siebie większość ludzi. Nas oczywiście nie zabierają... Zostało nas 18 osób + kierowca na środku pustyni, w temperaturze niewyobrażalnej. Oszacowałyśmy z Sandrą, że mogło być nawet ponad 40 stopni...
Kierowca nie wie, co zrobić, dzwoni gdzieś, mówi nam, że musimy czekać tak teraz 4 godziny na następny autobus...
Jakoś tam podjechał do małej stacji benzynowej w środku niczego. Dzięki Bogu, tam przynajmniej był cień i można było kupić wodę. 4 godziny na szczęście skróciły się do godziny. Przyjechał autobus naprawczy i nas uratował.
(widać, jak kierowca się cieszy)




No a co my w tym czasie? W takim gorącu różne rzeczy dzieją się z ludźmi. Mi się akurat rzuciło na głupawkę. Ha, przygoda! ;) Robiłyśmy sobie zdjęcia z różnymi obiektami i akcesoriami tam znalezionymi i było nam bardzo wesoło :)






Zdjęcia mnie już publikowałam tutaj (nie pisałam, o co w tym chodziło, więc warto sobie spojrzeć na nie w tym kontekście).
Wycieczka była świetna! :D
A ta ostatnia przygoda utwierdziła mnie w przekonaniu, że ja swoją obecnością psuję autobusy. To już drugi, który w tych okolicach zepsułam. Zepsułam też samochód Szukiego.

A tu jeszcze żeby nie tylko oko się cieszyło, ale i ucho, taka fajna imprezowa piosenka izraelskiego zespołu Balkan Beat Box, który też i po arabsku śpiewa.

Balkan Beat Box - Adir Adirim


Raz na 100 lat

Link 07.08.2009 :: 13:36 Komentuj (4)

7 sierpnia 2009, godz. 12:34:56.
Czyli: 12:34:56 07/08/09
To się zdarza raz na 100 lat.




Na powyższym zdjęciu, oprócz czarodziejskiej daty, jest też Czarodziejska Kula. Kupiłam ją wczoraj i od razu pokochałam. Kula jest kauczukowa, a w środku ma ciecz, w której pływa sobie brokat. Najładniej wygląda, jak się odbija Kulę, bo wtedy brokat rozmieszcza się równomiernie, wiruje i potem powoli opada. Bawię się nią cały czas :)










Nie wiem, dlaczego tak jest, ale wracają do mnie w snach dziwne sprawy. Poprzedniej nocy śniło mi się, że nadal mieszkam w akademiku w Jerozolimie i że Lital wróciła. Roześmiana oznajmiła, że się wprowadza z powrotem. Byłam w ciężkim szoku! To był na prawdę koszmar!
A dzisiaj w nocy znowu powróciła do mnie kwestia wojny z Gazą. To już piąty raz. Czwarty raz akcja działa się wcale nie w Izraelu, ale tu, na mojej łące koło domu. Tym razem to nie był nalot, ale ćwiczenia na wypadek, gdyby nas ostrzelano. Ja i moi koledzy z Bezalelu chowaliśmy się za małymi "bunkierkami" zza których się strzela (takimi jakie widziałam przy granicy z Gazą i w Hebronie). Trening polegał na tym, że leciał samolot, z niego padała masa strzałów, a podczas tego my musieliśmy gdzieś przebiec. Udało się i nikt nie został postrzelony. Potem wróciliśmy do swoich normalnych zajęć. Ten sen może mieć związek z próbną ewakuacją w całym Izraelu, która była w czerwcu.
Nie wiem, dlaczego co jakiś czas śnią mi się naloty. W końcu gdy tam byłam, nie bałam się, nie jest to żadna trauma. A jednak...


Ciąg dalszy przygód pasów-klawiatur...

Link 12.08.2009 :: 11:15 Komentuj (11)

Wczoraj zadzwonił do mnie dziennikarz "Dziennika" i poinformował, że nasze pasy-klawiatury, którymi wygrałyśmy w zeszłym roku konkurs organizowany przez Biuro Promocji Miasta Stołecznego Warszawa i Fundację Bęc Zmiana, zostały parę dni temu namalowane... w Kołobrzegu..........
Prawie spadłam z krzesła.
Co ciekawe, w Kołobrzegu zostało to wykonane pod patronatem Regionalnego Centrum Kultury, prezydenta miasta, przy pomocy Miejskiego Zakładu Zieleni, Dróg i Ochrony Środowiska, ale bez zgody i wiedzy naszej oraz Biura Promocji Miasta, które ma do tego projektu wyłączne prawa na całą Polskę. Pasy w Kołobrzegu także pojawiły się w związku z nadchodzącym Rokiem Chopinowskim, a miasto przyznaje, że inspirowało się naszym projektem...
A drugi punkt jest taki, że skoro tam to można było zrealizować, to może jednak da się i w Warszawie?...

Zobaczyć zdjęcia pasów w Kołobrzegu i przeczytać o tym można tu i tu oraz w dzisiejszym dodatku Warszawskim Dziennika.

Ciąg dalszy na pewno nastąpi...


Zostałam prawdziwym komandosem!

Link 19.08.2009 :: 17:26 Komentuj (8)

Wczoraj miałam 24 urodziny. Umówiłam się z Klarą, że wieczorem pójdziemy z koleżankami i kolegami na piwo, a przedtem we dwie do takich starych fortów czy bunkrów na coś w rodzaju parkourów w naszym damskim łagodnym wydaniu.
Miałyśmy się spotkać na przystanku autobusowym Piastów Śląskich, ale Klary tam nie było. Po 10 minutach czekania dostałam od niej smsa:

"Wsiądź do 201, jedź do Księcia Bolesława. Pod latarnią jest cegła, pod nią wskazówka. Ruszaj!"

No to jazda, wysiadka, cegła, kartka. Wskazanie jak dojść do mostu w parku. "(...) On skrywa kolejną wskazówkę".

Droga wewnętrzna, ścieżka, kanałek, most. Na belce pod mostem duża szara koperta z literą H. Biorę, wchodzę na most, siadam, otwieram przesyłkę. Oczy prawie wychodzą mi na wierzch, pękam ze śmiechu i nie wierzę w to! Wewnątrz 3 kartki, latarka czołówka, okulary ochronne, pistolet, zapas naboi (plastikowych kulek). Kartka pierwsza: instrukcja obsługi pistoletu. Karta druga: mam iść między dwoma wzgórkami do bunkra. Kartka trzecia: informacja o co chodzi:




Wybuch śmiechu, ale i skok adrenaliny. Mogą mnie obserwować! Szybko zakładam okulary, pistolet w pogotowiu, latarka na czoło :)
Znajduję mały bunkier, spodziewam się zamaskowanych wrogów albo innych znaków, ale nic nie ma. Idę dalej i znajduję duży, wielopokojowy bunkier. Sprawdzam dokładnie każdy z pokoi, czając się, starając nie hałasować. Ale nic nie ma. Nic. Obchodzę wszystko jeszcze 2 razy. Czekam, może ktoś ma przyjść i mi przekazać następną wiadomość? Przyjeżdża 3 chłopaków na rowerach (widać, że nie wtajemniczeni). Przemykam się i chowam za krzakiem. Żeby mnie tylko wrogowie nie zobaczyli. Widzę czarną postać wskakującą na bunkier, potem drugą w białej masce na twarzy. Znikają gdzieś na bunkrze. Przemykam się do rowerzystów i wypytuję o tamtych. Zamaskowani pytali ich o mnie. Tak mija dobre pół godziny albo i 45 minut, a ja wciąż nie wiem co mam robić, nie mam dalszych wskazówek. W końcu dzwoni Nowak. Powinnam już być dalej, domyślił się, że jakiś problem wystąpił. Nie w tym bunkrze mam szukać... W tym pierwszym, pod patykiem. Zgarbiona z pistoletem w pogotowiu biegnę tam. Jest kartka. Z informacji w niej wynika, że następna ma być w tym bunkrze, w którym spędziłam na próżno tyle czasu. Ma być dziura w murze przy drzwiach. Drzwi jest chyba z 5, wszędzie dziury. Ale jest. Mam duże opóźnienie, ale na szczęście do przodu. Mam wejść na bunkier, zejść po jego drugiej stronie do rowu i iść rowem spory kawałek. I wypatrywać światełka. Nie będę chodzić ścieżką, bo co to za czajenie się. Łatwo byłoby mnie zauważyć. Wbiegam na przełaj, szybko okazało się, że przez pokrzywy... Ale co tam, to prawdziwa walka, muszę uratować Klarę! Nie ma czasu na takie głupoty.
Idę rowem, mijam różne bunkry. Już zupełnie ciemno. Dobrze, że zaopatrzyli mnie w tę latarkę.
Jest światełko! Świeczka przy wejściu do bunkra. Ktoś tam był i uciekł, gdy usłyszał moje kroki! Momentalnie padam na ziemię. Czołgam się po trawie, celując z pistoletu w stronę wejścia. Przeczołguję się dookoła, żeby zobaczyć jak wygląda sytuacja i czy ktoś nie jest przyczajony. Wygląda na to, że jest ok. Skok za krzak. Widzę kartkę na ziemi. Podbiegam, zabieram i z powrotem za krzak.

"W jednej z sal jest nasz człowiek. Uratuj go, odbierzcie dokumenty i uciekajcie. Nie daj się zabić, przygotuj broń. A."

Wchodzę do bunkra, przebiegam tak, żeby zawsze mieć się za czym schronić. Jest Klara! Trzyma ją wróg i celuje w nią z pistoletu. Chowam się za ścianę. Nie mogłam strzelać, bałam się, że trafię w Klarę. Klara się wyrywa, wyskakuję zza ściany, strzelam. Tu była wpadka, bo się okazało, że nie umiałam zwolnić pistoletu i naboje nie wystrzeliwały. No ale jako że to były moje urodziny, to miły wróg i tak uznał się za zastrzelonego. Upadł na ziemię i oblał się keczupem. Klara zabiera mu broń, ktoś do nas strzela. Wyskakujemy zza ściany i rozwalamy osobnika. Znowu chowamy się za ścianą. Klara wraca go jeszcze dobić. Strzela. On na to "Ale ja już nie żyyyyyyyję..." :)
Przebiegamy z sali do sali, ostra wymiana ognia. W ten sposób dobiegamy do samego końca bunkru. Tam stoi duża szara koperta. Bierzemy ją i uciekamy. Klara mówi, że mamy ją przekazać naszemu szefowi. Biegniemy przez park aż do kanałku. Klara mówi "Musimy uciekać wodą". Potraktowałam to jako żart, no bo co, wpław? A tu Klara odwiązuje rower wodny i mówi "Wsiadaj!". Aż mnie zatkało!!! Ładujemy się do niego, wrogowie strzelają z brzegu, potem jeden z nich wsiada do drugiego roweru wodnego i nas ściga. Oprócz tego cały czas padają strzały z lądu. Mówię Wam, to straszne uczucie być na środku wody, gdzie ma można się nigdzie schować, ciągle padają strzały w naszą stronę, a tu się okazuje, że magazynek pusty... Przeładowuję go w pośpiechu, dajemy czadu i uciekamy przed drugim rowerem wodnym. Słychać, jak kule odbijają się od naszego roweru. Nie zostajemy jednak trafione. Od tego pedałowania i chlapania już mam spodnie i buty całe mokre. Wyskakujemy na brzeg, biegniemy do bazy. Klara dzwoni do Nowaka, gdzie ta baza. W końcu mi mówi, że dobra, szef jest z nimi. No to idziemy do nich. Ada jest szefem. Już na spokojnie, bo gra zakończona, przekazuję Adzie kopertę. Razem ją otwieramy. Mówią mi, że teraz zobaczę, o co walczyłam. I to był nie byle jaki cel!!! Były to dokumenty ujawniające tożsamość i cel wrogów:




Tak więc moimi wrogami, należącymi do Organizacji Krwi Polskiej byli: Prakseda "Biała" Y., Kasper "Wściekły" K., Marcelina "Brzytwa" J., Tomasz "Światowid" N. i Piotr "Falanga" K. (nie podaję nazwisk, bo nie wiem czy sobie tego życzą)
Klara, jako porwana i Ada, jako szef, pseudonimów nie miały. Ale za to miały prawdziwe wojskowe izraelskie spodnie!
To była na prawdę świetna rozgrywka! Bardzo się wczułam. Jakby to na prawdę była walka o życie. Oni się ponoć aż takiego zaangażowania nie spodziewali. I głupio wyszło z tą 45-minutową obsuwą, bo oni w tym czasie zmarźli i się wynudzili, no ale trudno. W takich grach chyba nigdy nie ma tak, żeby wszystko poszło idealnie według planu...

Bilans "szkód" na moim ciele: parę siniaków, między innymi duży na tyłku, bo przez zakradanie się w ciemnościach (nie chciałam zdradzać światłem latarki swojego położenia) wyłożyłam się jak długa, poza tym trochę podrapań, bolące plecy, mięśnie nóg, swędzące nogi aż do kolan po poparzeniu przez pokrzywy... Chyba każdy jakieś takie krzywdy odniósł. Piotrowi została czerwona kropa na brodzie po moim strzale... No ale co to by była za walka bez krwi?...

Potem poszliśmy na kababa i piwo, już na spokojnie i bez czajenia się. Zmęczeni i brudni. ;)
To były moje najlepsze urodziny i za przygotowanie tego wszystkiego i w ogóle WIELKIE DZIĘKI!!! :D

Z tego do mnie strzelał Piotr "Falanga"...
Był kiedyś taki bardzo fajny komiks "Likwidator". Polecam. Rysował go Dąbrowski, a nie jak wcześniej pisałam Pała. Brv, dzięki za uwagę.




Magiczna Kula powraca

Link 21.08.2009 :: 22:34 Komentuj (4)

Odwiedził nas wczoraj Przemek, znajomy z liceum, żeby powymieniać się doświadczeniami fotograficznymi. Przemek był fotografem w Sejmie, teraz pracuje dla Agory. Sporo ciekawych rzeczy się dowiedziałam i na skutek rozmowy, chyba wezmę udział w konkursie fotograficznym National Geographic. Spróbować nie zaszkodzi. Teraz czeka mnie przejrzenie zdjęć z Izraela i wcześniejszych i wybranie czegoś na dobrym poziomie. Pewnie będzie w związku z tym wiele dylematów.
Przy okazji odbyła się mała sesja zdjęciowa ze mną i moją Magiczną Kulą w roli głównej. I wcale nie jest łatwo być modelem (chyba że się jest brokatową kulą)...




Na prawdę umiem czarować!








Więcej zdjęć Przemka Jaczewskiego na jego stronie.


Impresje zlewowe

Link 25.08.2009 :: 21:21 Komentuj (5)

Zabrałam się za ciężką robotę, jaką jest selekcjonowanie zdjęć z Izraela. Wreszcie nadszedł czas na to, by jakoś je uporządkować, a te słabe skasować. Nie ma sensu gromadzić wszystkiego. Te złe zdjęcia i tak się nigdy do niczego nie przydadzą. Podczas przekopywania tego wszystkiego trafiłam na cykl, który chciałam pokazać, a zapomniałam lub też nie było ku temu okazji. Folder nazywa się "impresje" i są to głównie impresje zlewowe. To fragment:












Czas zacząć myśleć o temacie na projekt końcowy, czyli na licencjat. Jeden pomysł już mam, ale mam go od czasu, gdy robiłam Broken Dishes, i już jestem samym pomysłem trochę zmęczona... No zobaczymy...


Nowoczesne pamiątki z Warszawy - tego potrzeba!

Link 26.08.2009 :: 19:17 Komentuj (7)

Dzisiaj w Złotych Tarasach została otwarta wystawa "Nowoczesna Pamiątka z Warszawy". Są to nagrodzone, wyróżnione lub też po prostu docenione projekty, które wzięły udział w konkursach organizowanych przez Biuro Promocji Miasta i Fundację Bęc Zmiana dotyczących właśnie gadżetów warszawskich, wykonane w latach 2007-2009. Czyli takie podsumowanie kilku edycji tego konkursu. Nie jest to duża ekspozycja - dwie gabloty i 6 ekranów. Gdyby jednak ktoś przechodził w tamtych okolicach, to może o to zahaczyć. Znajduje się to na poziomie 0 w pasażu Kanion, zaraz za stoiskiem z typowymi pamiątkami z Polski i potrwa do 9 września.
Na wystawie można zobaczyć wszystkie 3 moje projekty, czyli Pasy-Klawiatury, sadzonkę wierzby Salix Alba oraz grafikę z panoramą Warszawy - klawiaturą fortepianu. To ostatnie jest już używane. Do tej pory pojawiły się:

ołówki




notesy (na każdej ze stron notesu znajduje się ta grafika)




oraz magnesy na lodówkę (szkoda, że zrobili je w elipsie a nie w prostokącie...)




Otwarciu towarzyszyła konferencja prasowa, więc jeśli ktoś natrafi na to w jakichś mediach, proszę dać mi znać! :)


Czaruję coraz lepiej

Link 30.08.2009 :: 19:34 Komentuj (4)

Ostatnio moje fotografowanie idzie w jednym tylko kierunku. Nie robię właściwie innych zdjęć, tylko na temat mojej Magicznej Kuli. Taka jakaś fascynacja nastała. Kula zawsze ze mną jest, w torebce, kieszeni, w ręku. Być musi.
Gdy ją fotografowałam w Złotych Tarasach na tle kafelków przy kiblach, to mnie sprzątaczka zapytała, czy mam pozwolenie na fotografowanie.
- Na fotografowanie ściany?
- Tak.
- Ale nawet nie widać gdzie ta ściana jest.
- A to nie ważne, że nie widać.
Jak mnie tacy ludzie denerwują! Działają przeciw sztuce!!! Poza tym to była sprzątaczka, a nie ochrona, więc to nie do jej obowiązków należy... Ale i tak zrobiłam kilka zdjęć - zanim przyszła i potem za rogiem...




Ale za to dziś panu kierowcy busika, którym później wracałam do domu, bardzo się podobał mój pomysł fotografowania kuli. Bardzo chciał, żebym zrobiła zdjęcie drugiemu kierowcy z moją Kulą na głowie (też chciałam), ale tamten się nie zgodził...

To jedno ze zdjęć z Warszawy:




Po powrocie do domu dalej bawiłam się z moją Kulą. Coraz lepiej idzie mi panowanie nad nią za pomocą siły woli.







I siłą oddechu:





MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl