photo 1-1.jpg

Autostopem przez Podlasie

Link 01.08.2012 :: 23:26 Komentuj (2)

Kolejny wyjazd za mną. Tym razem bardzo krótki, bo tylko weekendowy, ale za to bardzo ciekawy i intensywny. Pojechaliśmy z Pawłem na Podlasie. Dość mocno na wariata. Nie mieliśmy karimat, namiotu, nie wiedzieliśmy jeszcze gdzie będziemy spać. Wiedzieliśmy za to, że chcemy zobaczyć Szlak Tatarski. Co do reszty uznaliśmy, że jakoś tam będzie. No i oczywiście było. Okazało się, że możemy nocować w leśniczówce w Machnaczu, dzierżawionej przez szkołę na Bednaskiej. Choć żadne z nas nie było w tej szkole, to jednak wiele mamy stamtąd znajomych. Już w pociągu okazało się, że będzie nas tam więcej - spotkaliśmy kolegów. Warunki tam w Machnaczu do najłatwiejszych nie należały - woda tylko w studni, spanie na podłodze w pomieszczeniu bez ani jednego mebla, ale ważne, że było gdzie się schować przed nocą.
Następnego dnia raniutko ruszyliśmy pociągiem do Sokółki, a stamtąd już tylko autostopem. Jeszcze nigdy tak łatwo mi się nie łapało okazji. Pierwsza - po 5 sekundach. I w ten sposób momentalnie znaleźliśmy się w Krynkach.




Krynki zwiedziliśmy dość szczegółowo. Jak się okazało, w szczytowym momencie mieszkało tu 90% Żydów. Więc początkowo zamiast Szlakiem Tatarskim ruszyliśmy żydowskim. A jest co oglądać. To budynek synagogi zbudowanej w 1850 roku.




Mieści się w niej dom kultury. A to bóżnica chasydzka. Niestety nic się w niej nie mieści. A szkoda, można byłoby zorganizować muzeum, co by zapewne samemu miasteczku też pomogło.




Oglądaliśmy jeszcze ruiny innej synagogi, ale zostały z niej już tylko kamienne fundamenty. I wszystko zarośnięte po pas. Tak samo zarośnięty był cmentarz żydowski. Początkowo w ogóle nie mogliśmy znaleźć macew. Gdy zrezygnowaliśmy w końcu, myśląc, że tam nic nie ma i kierując się w stronę cmentarza prawosławnego zatrzymał nas starszy pan tonem niezbyt przyjemnym:
- Dokąd idziecie?
- Na cmentarz prawosławny.
- A ten tu widzieli? (chodziło o ten żydowski)
- No byliśmy, ale strasznie zarośnięte i żadnych grobów nie widzieliśmy.
- Co nie widzieli, z tej strony trzeba iść, tam to zarośnięte. To jakbyście w Rzymie byli i papieża nie widzieli... Przyjeżdżają i nie wiedzą, co oglądają...
Trochę głupio nam się zrobiło. A jednocześnie przyjemnie. Raczej się spodziewaliśmy niechęci w stosunku do Żydów, a tu proszę. No więc czym prędzej pospieszyliśmy tam gdzie wskazał nam ów pan i faktycznie znaleźliśmy.




Kirkut jest mocno zarośnięty jak widać, ale to ponoć najlepiej zachowany cmentarz żydowski na Podlasiu. Przydałoby się zorganizować tam jakieś sprzątanie...

Gdy już obeszliśmy całe Krynki i nabraliśmy wody w źródle, znowu w 2 minuty złapaliśmy podwózkę. Pan nie jechał aż do Kruszynian, ale nas polubił, więc nas tam zawiózł. W Kruszynianach znajduje się meczet tatarski, w dodatku działający. Modlitwy odbywają się tam w święta, wtedy przyjeżdża imam z Białegostoku.






Jak twierdził pan Tatar przewodnik, w Kruszynianach liczba Tatarów się zwiększa. Niedawno żyły tam 2 tatarskie rodziny, a teraz są już 4. Ludzie wracają tam.
Obok meczetu jest bardzo ładny stary cmentarz. Groby mają napisy po polsku, białorusku i arabsku.




Potem poszliśmy do restauracji tatarskiej, gdzie było najpyszniejsze jedzenie! Co prawda wśród tatarskich dań znajdował się cymes, no ale cóż... Cała ta wyprawa była taka multikulturalna, że w sumie to nic nie szkodzi...
Po jedzeniu świetnie się spisywałam jako Tatarka (Tatarzyca?).




Potem był koncert, ale grali górale, więc się stamtąd szybko zabraliśmy. Bo nie po to jechaliśmy na Podlasie, żeby górali podziwiać... ;)
W każdym razie Kruszyniany były super!




Potem znowu nam się poszczęściło z autostopem, znowu nas zawieziono dalej. Mogę powiedzieć, że Podlasie to kraina marzeń dla autostopowiczów. No chyba, że trafi się już na takie drogi...




Tam nas minął 1 samochód, który nas olał, choć był pusty. Więc mieliśmy spacer długości 6km przez las. To właściwie nie był spacer, ale ściganie się ze słońcem, z gzami i komarami, które przez cały ten czas nie opuszczały nas na krok. Wierni towarzysze... Udało się nam jednak dotrzeć na miejsce tuż przed zmierzchem. Odebraliśmy klucze od najbliższej sąsiadki (ok 1km) i dotarliśmy do takiej oto pięknej leśniczówki:




Ta też należy do Bednarskiej. Tu warunki były wypasione - wszystko urządzone, drewniane prycze, stoły, krzesła, nawet woda bieżąca!! Co prawda zimna, ale biorąc pod uwagę, że był straszny upał, a przez poprzednie 2 dni się nie myliśmy, to był raj! O północy dojechali znajomi. Z Oczkiem, który szalał po całym domu.




Następnego dnia wszyscy razem (bez Oczka) pojechaliśmy samochodem do Bohonik, gdzie także znajduje się meczet.




I jurta. Ale nie bardzo wierzę, że tak w środku takie jurty wyglądały...






Ale za to autentyczne były tatarskie gacie i skarpetki...




Oprócz architektury tatarskiej czy żydowskiej bardzo ekscytowałam się "normalną", że tak powiem...




Tyle udało nam się zobaczyć. Choć mieliśmy zakusy na dużo więcej, to jednak w tak krótki czas nie da się wszystkiego wcisnąć. Ale zdecydowanie mam ochotę na kolejne wyprawy na Podlasie. Czeka tam między innymi miejscowość o zaskakującej nazwie Palestyna, gdzie przed wojną znajdował się próbny kibuc przygotowujący syjonistów do wyjazdu do Izraela oraz Kolonia Izaaka - miejsce, w którym były wielkie żydowskie gospodarstwa rolne, zatrudniające także nieżydowskich mieszkańców. Ponoć mieszka tam pan, który to jeszcze pamięta!!


O kurrrka!!

Link 06.08.2012 :: 21:34 Komentuj (2)

Ostatnimi czasy zachwyca mnie drób. Jak widzę, poluję. Oczywiście aparatem. Fajne w drobiu jest to, że jest tak różnorodny, a jednocześnie łatwo dostępny. Zazwyczaj po sąsiedzku.

Dzień dobry!




Zza krzaczka.






Pan mnie chyba nie polubił...




Najnowsze trendy fryzjerskie.






Pani obrosła w piórka, bardzo ładne.




Dziecko gęsie.




Szefie, co robimy?




Nic nie zrobicie, ona i tak tu wróci...




Marzą mi się indyki...


Głowa do góry!

Link 15.08.2012 :: 00:11 Komentuj (7)

Czasem się człowiek rozpada na kawałki, ale to chyba ważne, żeby dalej iść. Bo najgorzej to się tak zatrzymać w miejscu. A jak się idzie, to się ze wszystkiego wyjdzie. Tak myślę.





MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl