photo 1-1.jpg

awans ze studentki na turystkę...

Link 01.09.2008 :: 17:56 Komentuj (5)

Być może wrócę na święta do Polski. Mam problemy z wizą. W ambasadzie izraelskiej powiedziano mi, że oni nie za bardzo mogą wydawać wizy studenckie. Może to się odbyć jedynie w taki sposób: piszę do uczelni, na którą jadę, uczelnia pisze do jakiegoś tamtejszego ministerstwa, ministerstwo do ambasady w Polsce i wtedy mogą mi ten znaczek wkleić do paszportu... Strasznie zamotane i może długo trwać. Z uczelni mi napisali, żebym się nie martwiła, że zadzwonią do ambasady i się dowiedzą w czym problem. Ale od tamtej pory się nie odzywają.
Z Izraelem jest o tyle dobrze, że można tam pojechać na 3 miesiące bez wizy, jako turysta (ale ja jadę na 5 miesięcy). Dlatego zaczynam brać pod uwagę powrót w grudniu na kilka dni, akurat na święta. I potem znowu pojadę do Izraela jako turystka.
Strasznie to wszystko zamotane...

Zaczęłam się już bać.
Nie.
Jestem przerażona.




A z milszych spraw, to widziałam dwa VW T2 w ciągu 2 dni i byłam na dwóch koncertach Czesława w ciągu 3 dni. Pierwszy był w radiowej Trójce, a drugi w CSW. I bardzo mnie zachwyciło, że Karen, Martin i Czesław puszczali ze sceny bańki mydlane!! :D

No i Klara doniosła mi, że wczoraj był międzynarodowy dzień blogerów!
Dlatego wszystkiego najlepszego dla nich!


Duże zwierzę

Link 05.09.2008 :: 20:01 Komentuj (16)

Wtorek:

Wchodzę do domu, mama mówi:
Wiesz, doszłam do wniosku, że jednak trzeba wypełniać archetyp człowieka żyjącego w związku z dużym zwierzęciem. Kupujemy owcę? Będzie się nazywać Basia.

Piątek:

To prawda. Owca nazywa się Basia.
Jest kotna. Za około 3 miesiące będą 2 małe owieczki.

Jutro idę na festiwal Himilsbacha. A potem upiorę tę owcę, bo jakaś za mało biała...




Jestem w totalnym szoku. Można pozdrawiać owcę. Mnie też można. Jeszcze się nie oswoiłam.

I jeszcze kot, najpiękniejszy, jakiego w życiu widziałam. Ale nie był na sprzedaż.





Janek Himilsbach - festiwal

Link 07.09.2008 :: 19:44 Komentuj (2)

Wczoraj pierwszy raz w życiu byłam na festiwalu filmowym. Dotyczył Janka Himilsbacha i odbył się w Mińsku Mazowieckim, bo właśnie tu Himilsbach się urodził. Ale nie wiadomo kiedy, bo on bardzo lubił ściemniać. Twierdził, że urodził się 31 listopada 1931 roku. Ale listopad ma 30 dni :)



Najpierw w kinie były filmy (wszystkie za darmo!), a po filmach spotkanie z ludźmi związanymi z Himilsbachem, którzy opowiadali o nim śmieszne anegdoty. Byli m.in. Antoni Krauze (reżyser "Monidła"), Feridun Erol (aktor z "Rejsu"), Kazimiera Utrata (aktorka z "Monidła").

Moja mama pamięta, jak Himilsbach przychodził na dziedziniec ASP i tam na trawniku pił z jej kolegami :)




Obejrzałam 4 filmy (aż mnie głowa rozbolała, ale było warto): "Rejs", "Wniebowzięci", "Monidło" i "Jak to się robi". I naprawdę jestem zachwycona, każdy był świetny! Niesamowity duet tworzył Himilsbach z Maklakiewiczem.
Ale filmów się nie opowiada, więc tutaj krótkie fragmenty, żeby choć w minimalnym stopniu przekazać Wam klimat tego festiwalu :)

Z "Jak to się robi":



Z "Rejsu":










Mix - rude kozy, ambasada, niewidomi

Link 09.09.2008 :: 17:22 Komentuj (13)

Wczoraj byłam na spotkaniu w Związku Niewidomych. Robiłam dla nich projekt baneru na Rok Ludwika Braille'a. I to spotkanie było niesamowite... Jak się okazało, oprócz mnie były jeszcze 4 osoby. Wszyscy niewidomi... Prezentacja projektu polegała na tym, że musiałam im opowiedzieć, jak to wygląda... :) W końcu wezwali jakąś panią widzącą i ona wydała ostateczny werdyk. Zwariowane było to wszystko :)

A poza tym, co uważam za sukces, wpuszczono mnie do ambasady izraelskiej. Musiałam 6 razy przechodzić przez bramkę wykrywającą zło i wszystkie moje rzeczy zostały przejrzane na wylot. Skonfiskowano mi pomadkę i błyszczyk, a gdy wychodziłam, ochroniarz przez pomyłkę wręczył mi cudzą torbę :) Ale zanim zdążyłam coś powiedzieć, rozległ się wrzask z megafonu: "Nie to! Kosmetyki!" :)
Złożyłam wszystkie dokumenty potrzebne do wydania wizy, uzupełniłam formularz i zgarnęłam ochrzan, że dopiero teraz przyszłam. No ale co ja poradzę na to, że wcześniej nie chcieli mnie wpuścić, nie odbierali telefonu, mówili o wydawaniu wiz studenckich "we are not allowed"?
Za tydzień może będę mieć wizę.

Wczoraj urodziły się trojaczki. Kózka i 2 koziołki. Tyle zmian w ostatnim czasie, jeśli chodzi o naszą faunę...
Kózki są trochę rudawe. Tzn białe z lekką nutką rudawości, ale z wiekiem ta rudość się uwydatni. Super, nigdy nie mieliśmy rudych kóz :D
I mają na sobie pewną oznakę, że ktoś z ich przodków był rasowy. Chodzi o takie 2 frendzelki pod brodą, mówi się na nie dzwoneczki.
Super, nigdy nie mieliśmy takich kóz ;)





Już niedługo...

Link 12.09.2008 :: 20:11 Komentuj (0)

Mój wyjazd zbliża się wielkimi krokami. Kupuję, załatwiam, dzwonię. Z większością spraw jestem już gotowa. Mam 3 pary nowych butów, trochę nowych ubrań. Tam ponoć zimą wcale nie jest tak ciepło, bo nawet 10*C, i strasznie wieje.
Ada już tam jest. Pisała, że akademik jest świetny. Ale nie możemy mieszkać razem, bo ona pojechała na inny program i musi mieszkać ze swoimi. No ale przynajmniej będziemy w tym samym budynku, to i tak dużo.
Jadę tam miesiąc przed rozpoczęciem zajęć, bo chcę się zaaklimatyzować, oswoić, pozwiedzać. Pierwsze dni spędzę w Tel Avivie kąpiąc się w Morzu Śródziemnym. A Wy tu będziecie marznąć ;)

A teraz czas na żydowskie reggae/hip hop amerykańskiego chasyda imieniem Matisyahu. Bardzo fajne! (lepszej jakości można znaleźć na youtube, ale tam zablokowane jest umieszczanie filmu na stronie...)




Impreza pożegnalna Hellmannsowo-majonezowa

Link 14.09.2008 :: 19:46 Komentuj (16)

Wczoraj odwiedziło mnie trochę znajomych, by odbyć ostatnie widzenie przy blasku księżyca i ogniska. Zabawa trwała do dziś do godz. 15 [a sprzątałam do 18 :)]. Fajno było! Tyle się działo!




A hulankom nie było końca.




Mój dom jest rozciągliwy i udało się w nim upchnąć i uśpić 12 osób, a zmieściłoby się jeszcze kilka. Nie znałam mojego domu od tej strony :)

Dziewczęta dbały o świetną atmosferę spotkania.




Prywatkę zakończyliśmy w mniejszym gronie wspólnymi pamiątkowymi rodzinnymi zdjęciami.






Dzięki za przybycie mimo chłodu wiejącego zewsząd i wsparcie od strony gastronomicznej! Może powtórka w lutym na mój powrót? ;)


Dziwnie się czuję

Link 18.09.2008 :: 23:07 Komentuj (12)

Dziś zrobiłam pościg za żółtym VW T2. Zobaczyłam jego tył około 50-100m przede mną. Zwolnił, skręcił w Chłodną. Zobaczyłam, że jedzie dość wolno, więc może gdzieś tam chciał się zatrzymać. No i co? W długą! Za nim! Przebiegłam mniej więcej 200m i znalazłam go :D Obok kręcił się właściciel, z którym sobie pogadałam. Wreszcie poznałam kogoś, kto takie auto posiada! To duży sukces! :D




Dostałam wizę :)

Dziś dotarło do mnie, że wyjeżdżam. Do tej pory to było takie abstrakcyjne i odległe. Dziś ostatni raz widziałam się z Klarą i Praksedą. I było mi smutno. A potem szłam Marszałkowską i patrzyłam na chodnik. Za 4 dni będę szła po chodnikach Tel Avivu i te chodniki będą inne. I ostatni raz w tym roku zachwycałam się przejściem podziemnym przy Metrze Centrum. Uwielbiam takie przejścia. Dziwnie się czuję. Najgorzej będzie w poniedziałek rano...


Gadżeciarstwo

Link 19.09.2008 :: 21:39 Komentuj (1)

Zrobiłam sobie pasek. Właściwie przerobiłam zwykły czarny.






Strasznie chce mi się projektować gadżety związane z Bulikiem. Mam parę pomysłów w głowie, one rodzą się tak spontanicznie. Gotowy projekt grafiki z Bulikiem na koszulkę, zlecony mi przez Pana Cygaro, czeka na druk. Szukamy teraz nie za drogiego miejsca, gdzie druk 5 kolorów nie spłucze nas dokumentnie. W Tiszercie wycenili to na ponad 100zł... To trochę drogo jak na koszulkę. Zna ktoś może inne dobre, ale tańsze miejsce?

A na mojej imprezie pożegnalnej dostałam od Praksedy wspaniałe kolczyki!




Moja kolekcja się powiększa. Mam jeszcze solniczkę i pieprzniczkę oraz magnes na lodówkę od Cyberkota i Pana Cygaro i małego hipisowskiego Bulika od Kingi i Szymona.


nic nie wiem...

Link 21.09.2008 :: 22:23 Komentuj (13)

No to jutro mnie tu już nie będzie...




Zważyłam bagaże. Mogę mieć 20kg, a okazało się, że mam 30kg... To wcale nie łatwe zapakować się na pół roku w 20kg. Wyjęłam trochę rzeczy i jakoś zeszłam do 23kg.

Jak się czuję?
"Jestem absolutnie pewien
tego że nic nie wiem..."
Właściwie wszystko jest w tej piosence. Tylko trzeba sobie zastąpić Irlandię Izraelem.
Hurt "Lecę ponad chmurami"

Hurt - Lecę Ponad Chmurami


Moja mama się boi, że tam zostanę na stałe.
Moja babcia się boi, że wybuchnę razem z jakimś autobusem.
Ja się boję, że w ogóle nie polecę, bo na lotnisku znowu uznają mnie za zamachowca...




Izraelskich przygod poczatek

Link 23.09.2008 :: 18:57 Komentuj (8)

Jestem w Izraelu.
(Od razu przepraszam za brak polskich znakow i za brak zdjec, choc kilka ich zrobilam. Ten komputer jakos nie widzi mojego pandrive... Jak tylko podlacze gdzies do Netu laptopa, masa zdjec sie pojawi.)

Na lotnisku nie uznano mnie za terrorystke, a wrecz przeciwnie - wszyscy szli mi na reke. Pan, ktory wazy bagaze przymknal oko na 6kg, ktorych byc juz nie powinno, a inny pan kontrolujacy pogratulowal mi zebr-klawiatur :D
Na lotnisku zegnali mnie i podnosili na duchu mama, brat i Pan Cygaro. Bardzo mi bylo milo, bo moj brat przyjechal specjalnie w tym celu z Goldapi (4h jazdy samochodem), a Pan Cygaro wstal wczesnie rano i potem nawet sie spoznil do pracy :) To naprawde super zobaczyc i uscisnac bliskie osoby na chwile przed nie-wiem-czym! :)

Dzis wyruszylam na podboj Tel Avivu. Troche sie balam, ze na poczatku bede sie tu poruszac jak paraolimpijczyk, ale z dwoma mapami dzielnie dawalam sobie rade. Sporo pamietam jeszcze z zeszlego roku, mimo ze spedzilam tu tylko kilka dni.

Niedawno pisalam, ze chodniki izraelskie sa napewno inne od warszawskich. Nie pomylilam sie - te tu sa tak rozgrzane, ze moje Czeszki nie zdaja egzaminu... Gorrraco w nogi!

Najpierw odwiedzilam Museum of Art, gdzie obejrzalam Maurycego Gottlieba, impresjonistow i postimpresjonistow, no i troche wspolczesnego malarstwa izraelskiego.
Pozniej poszlam na plaze, polazilam po wodzie, ale sie nie kapalam niestety, bo to byloby nierozsadne zostawic samemu sobie plecak z aparatek i obiektywem...

Oczywiscie kupilam sobie falafle, tu sa takie pyszne... I tanie jak barszcz - 1 kulka za 1 szekel (czyli 0,65zl).

I wszystko jest oki, tylko tutejsi chlopcy strasznie zaczepiaja... Dzis odpalantowalam 4... Jak tylko usiadlam sama na jakiejs lawce, od razu zatrzymal sie rowerzysta i mnie zaprosil na kawe, ale sciemnilam mu "I am waiting for my boyfriend".


Kibuc i smakołyki

Link 24.09.2008 :: 19:26 Komentuj (14)

Złapałam sieć bezprzewodową, więc zdjęcia już będą. I polskie znaki :)

Wujek Witek i Hana, u których na razie mieszkam, zabrali mnie na wycieczkę do swojej córki Miki. Miki i jej mąż Szmulik mieszkają w Galilei, w kibucu Tsiv'on, na samej północy Izraela. Jechaliśmy tam pociągiem wzdłuż Morza Śródziemnego, przez Hajfę, a później samochodem wgłąb lądu.

Kibuc znajduje się na wzgórzu, z którego widać Liban. Miki opowiadała mi, że gdy 2 lata temu konflikt między tymi krajami się nasilił, ewakuowano stamtąd wszystkie kobiety i dzieci.




Miki i Szmulik mieszkają w normalnym małym domu, ale część społeczności tego kibucu zbudowała sobie takie namioty:




I tak tam jest w środku (dach trochę jak w warszawskim ZOO w słoniarni...;) )




Dziś widziałam najpiękniejszy owoc na świecie, a potem go zjadłam. Smakował trochę jak kiwi, tylko mniej wyraziście.




Oprócz tego jadłam też owoc gujawy, który jest dziwny... A potem przy okazji obiadu w arabsko-chrześcijańskim miasteczku Jish najlepszy humus, z jakim się w życiu spotkałam! Dawniej zresztą tak bardzo nie lubiłam humusu, ale ten był tak rewelacyjny, że och i ach!


Hela w opałach

Link 25.09.2008 :: 17:00 Komentuj (2)

Ja wiem, w Izraelu pisze się od prawej do lewej. Ale to mnie rozwaliło...




Miałam wczoraj małą przygodę, która mogła się dla mnie źle skończyć...
Gdy wchodziłam na dworzec kolejowy, zatrzymał mnie ochroniarz (w Izraelu wszędzie i ciągle sprawdzają). Powiedział do mnie "Weapon?". Ale mówił bardzo niewyraźnie i ja zrozumiałam "European?", więc odpowiedziałam "Yes"... On na to "Where?! Where?!!". Zatkało mnie, moja twarz wyrażała jeden wielki znak zapytania. Na szczęście z tej sytuacji wyratowała mnie ciocia, trochę się potem ze mnie śmiejąc :)

Dzisiejszy dzień spędziłam przechadzając się po Starej Jaffie, najładniejszej i najstarszej części Tel Avivu. Chodzi się tam wąziutkimi uliczkami, schodami w górę i w dół.






Ulice tam noszą nazwy znaków zodiaku. Dość długo zajęło mi odszukanie mojego, ale się udało :)




Odwiedziłam też znajome mi już z zeszłego roku latające drzewo. I tak jak w zeszłym roku zastanawiam się, czy to humanitarne...




Potem poszłam na szuk, gdzie można kupić wszystko, nawet sztuczną nogę w skarpetce...






Ale tam mają wielkie dynie!! Cukinie, które w tym roku wyhodowała moja mama, nawet się nie umywają do nich...




W Jaffie zjadłam w małym barku duże ilości humusu i chyba na najbliższych kilka dni mi wystarczy... ;)


Chmury nad Izraelem

Link 27.09.2008 :: 19:07 Komentuj (2)

Są momenty, że czuję się tu jak w domu:




Dziś rano nad Tel Avivem zebrały się chmury. A z tych chmur spadł pierwszy deszcz, który mnie zmoczył, gdy spacerowałam po terenie muzeum archeologiczno-etnograficznego. Schowałam się do jakiegoś budynku, w którym nie było nikogo, ale za to były zabytkowe sprzęty do robienia oliwy. Potem oczywiście zabłądziłam w ogrodach tego muzeum, ale to już norma...

Zaczęły wiać silne wiatry. Chyba nadchodzi jesień. Dzisiaj było już tylko 27*C. Fale na morzu są tak gigantyczne, że aż strach się kąpać. Choć ja się trochę kąpię... Może 2-3 razy widziałam większe fale w Bałtyku. Wszędzie są czarne flagi. Gdy wczoraj byłam na plaży z Klementyną, ratownicy non stop krzyczeli przez megafon, potem nawet weszli do wody wyganiać ludzi na brzeg.

Kupiłam pitę bezglutenową! Będę teraz z nią chodzić na falafle, kebaby i inne pyszności :D

Znalazłam fajną reklamę ambientową sklepu z różnymi nożyczkami, obcążkami itd.







Falafel wersja bezglutenowa

Link 28.09.2008 :: 17:32 Komentuj (3)

Tak to jest, że gdy jest się daleko, to ktoś, kogo zna się tylko ze zdjęć lub z opowiadań, okazuje się całkiem bliskim znajomym.
Spotkałam się dziś z siostrą i siostrzenicą Pana Cygaro. Pospacerowałyśmy, posiedziałyśmy na plaży. A to właśnie mała Miriam:




A potem w ogóle było super, bo poszłam z moją bezglutenową pitą do baru i miły pan przyrządził mi w niej prawdziwego falafla (falafela?)!!! Pita sama w sobie była co prawda niezbyt dobra, ale wszystko co w środku było mniam! Nawet byłam trochę wzruszona :) Do tej pory jadłam te kulki same. Poluję jeszcze na macę bezglutenową, ale nie wiem czy o tej porze roku dostanę gdzieś.




A potem stałam się wodzem plemienia Blade Twarze.






A jutro zaczyna się Rosz Ha-szana, czyli żydowski nowy rok (5769). Tak więc Szana tova!



Rosz Ha-szana

Link 30.09.2008 :: 20:36 Komentuj (8)

Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, trwa teraz święto Rosz Ha-szana, czyli żydowski nowy rok. To już 5769 lat świat istnieje! Teraz nastaje czas pokuty, który trwać ma do Jom Kippur (jeszcze nie wiem kiedy to). W tym czasie Bóg zapisuje w księdze życia, kto ma ten rok przetrwać, a kto już odejść, dlatego wszyscy religijni Żydzi modlą się o łaskę.
Z ciekawości wybrałam się dziś do synagogi, żeby zobaczyć, jak tam to wszystko wygląda. Ale na najładniejsze trafiłam zupełnie przypadkiem, wieczorem nad morzem.
Nad morzem dlatego, że jednym z obrządków jest wyrzucanie swych grzechów do wody.




Charakterystyczne dla tego święta jest granie na baranim rogu. Stąd czasem nazywa się Rosz Ha-szana "świętem trąbek".




Byli tam też bardzo mali, którzy się dopiero uczyli, jak wyrzucić taki grzech do morza.




Ale czasem się trochę wstydzili.




U wszystkich (u mnie też) widok morza, wielkich fal i zachodzącego słońca (tak, wiem, to kiczowate... ale powszechnie wiadomo, że kicz często jest super!) budził zachwyt.







Potem były tańce i śpiewy.




No i dalej się modlili i modlili. Do czasu aż słońce zaszło.





MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl