photo 1-1.jpg

Californication

Link 07.09.2014 :: 07:32 Komentuj (1)

Jesteśmy w Kalifornii. Przylecieliśmy 2 dni temu i próbujemy sobie poradzić z jet lagiem. Za kilka dni będziemy tu mieli wernisaż wystawy Mi Polin. Teraz poznajemy okolicę i ludzi.
Zachwyca mnie bardzo tutejsza przyroda. Bardzo przypomina mi izraelską. Wiele roślin jest takich samych. Przepiękne są drzewa, niezwykle bujne kwiaty.








Dzisiaj poszliśmy na spacer poznać okolicę i wdrapaliśmy się na przepiękne wzgórza. Przypominają mi bardzo Połoninę w Bieszczadach. Panuje tu straszna susza teraz, więc stąd takie suche trawy. Wczoraj podczas wieczornego spaceru natknęliśmy się na pożar jednego z takich wzgórz, tyle że zalesionego. Ogień rozprzestrzeniał się szybko, ale straż pożarna, która przyjechała super nowoczesnym żółtym wozem, była szybsza.






Tak wygląda San Rafael, miasteczko w którym mieszkamy.




Z niewiadomych powodów pogoniła nas dzisiaj wiewiórka. Wyraźnie miała coś przeciwko nam. Skończyło się to tak, że ona nas goniła, my uciekaliśmy... Taka mała agresywna wiewiórka...






Jest też dużo ciekawych ptaków, o których rozpoznanie proszę Szymona. Jak coś będzie wiadomo, to dopiszę kto jest kto. Udało mi się rozpoznać ptaki. Poniżej dopisałam ich nazwy.

Ptak nr.1 – bardzo bardzo duży. Sępnik różowogłowy (urubu) z rodziny kondorowatych.






Ptak nr.2 – niebieski, bardzo piękny. Modrowronka kalifornijska z rodziny krukowatych.




Ptak nr.3 – biegał z kolegami w gromadzie. Trochę jak kuropatwy. Nazywa się przepiór kalifornijski.




Póki co Ameryka wygląda mało amerykańsko, choć jej amerykańskość zdradzają tekturowe domy i wspaniałe szerokie ulice. Niedługo będę prowadzić auto po takich!




Czarna plaża

Link 08.09.2014 :: 07:17 Komentuj (4)

Dzisiaj byliśmy w Tennessee Valley. Było wspaniale!!
Najpierw szliśmy przez trochę takie bieszczadzkie, trochę śródziemnomorskie wzgórza...




...by nagle przed nami ukazał się ocean.




Na miejscu dopiero okazało się, że plaża jest czarna. Czarny piasek i kontrastujące z nim białe, szalone fale robiły duże wrażenie. Trochę trzeba było uciekać, niektórych zmoczyło razem z butami.


















Był też pelikan, któremu fale nic nie przeszkadzały. A może i pomagały.




Jakaś mewa.

 photo ocean13_zps19133224.jpg


Co do roślin, to zaliczyliśmy dzisiaj cedr.




Eukaliptusy z szyszkami, pięknie pachnące.




I coś jeszcze ciekawego, rzeźbiarskiego.




Udało mi się zidentyfikować ptaki w poprzednim wpisie. Ich nazwy dopisałam nad zdjęciami.
Jutro zaczynamy wieszać wystawę.


Tajemnica Góry Kalwarii odkryta w San Francisco

Link 14.09.2014 :: 03:38 Komentuj (5)

Pomysł na wystawę pojawił się ponad rok temu, po mojej wystawie w JCC Kraków. Wtedy to Rachel Biale, która pracowała w JCC Osher Marin w San Rafael, zobaczyła tamtą wystawę i podczas spotkania w Warszawie przedstawiła tę propozycję. Powiedziała, że może się uda, że może za 2 lata... Minęło niewiele ponad rok i jesteśmy tutaj!
Gdy kilka miesięcy temu Joanne Greene, która nas zaprosiła i tę wystawę zorganizowała, kupiła dla nas bilety i przysłała je nam mailem, nagle, bez żadnej ingerencji z zewnątrz mój telefon zaczął grać hebrajską piosenkę "Od jawo szalom alejnu we al kol haolam", co znaczy "Jeszcze przyjdzie pokój dla nas i dla całego świata". Byliśmy w szoku, bo nikt z nas telefonu nie ruszał, a gdy chciałam sprawdzić co się dzieje, nie dało się w żaden sposób zgasić muzyki. Gdy piosenka się skończyła, telefon zamilkł.

Przy wysyłce wystawy namęczyliśmy się bardzo. Stres nas prawie zabił. Specjalnie zamówiliśmy porządne drewniane skrzynie, żeby wszystko dobrze zabezpieczyć do wysyłki. Kurier przyjeżdżał 4 razy, bo ciągle coś było nie tak z dokumentami. W końcu skompletowaliśmy wszystkie jak należy i nadaliśmy skrzynie. Po kilku godzinach kurier zadzwonił z informacją, że skrzynie nie mogą być wysłane... Jak się okazało, żeby wysłać drewniane skrzynie do Ameryki Północnej, muszą one pochodzić od autoryzowanych producentów, którzy spełniają amerykańskie wymogi fitosanitarne... Nasze skrzynie nie miały wypalonego specjalnego znaczka i zawróciły. Można powiedzieć, że wystawa zawisła na włosku. Musieliśmy przepakować wszystko w tekturowe pudła i wtedy, na 2 tygodnie przed wystawą, wszystko dotarło do Kalifornii. A skrzynie zostały na przyszłość...




I oto jesteśmy. Kilka dni przed wystawą poświęciliśmy na jej rozpakowanie i rozplanowanie.






Przy wieszaniu wystawy pomagał nam Dursam, uchodźca z Bośni. W tutejszym JCC pracuje kilkoro bośniackich imigrantów, którzy uciekli przed prześladowaniami. Jeden z nich potem przeszedł na judaizm.




Dwa dni przed wystawą mieliśmy spotkanie w bibliotece żydowskiej w San Francisco, będącej jednocześnie synagogą, gdzie opowiadaliśmy o Mi Polin i o współczesnym życiu żydowskim w Polsce. Prowadziła je Shana Penn z Fundacji Taubego.




W czwartek było otwarcie wystawy. Rozpoczęła się rozmową, którą prowadziła Shana Penn i Joanne Greene.




Shana przytoczyła fragment mojego eseju napisanego do zbioru Deep Roots na 25-lecie upadku komunizmu w Polsce.






Był poczęstunek, którego prawie nie miałam okazji spróbować i muzyka, której prawie nie miałam okazji posłuchać.



Kochana Evi, u której mieszkamy i czujemy się jak w rodzinie. Gadamy do późna, chodzimy na wycieczki, jemy razem obiady. Evi i jej mąż Howard podróżują po świecie w każdej wolnej chwili. Byli już w ponad 70 krajach. Dzisiaj mają nam zrobić pokaz zdjęć ze swoich wypraw.




Wśród gości poznaliśmy 92-letnią panią, która pochodzi z Katowic i nadal świetnie mówi po polsku. Jej dziadek był kuzynem cadyka Altera z Góry Kalwarii!




Ale to, co nas przejęło najmocniej, to było spotkanie z Avnerem. Przyjechaliśmy tutaj, na drugi koniec świata, żeby dowiedzieć się niesamowitych historii o budynku z Góry Kalwarii, z którego pochodzi zrobiona przez nas mezuza! Gdy podczas spotkania w bibliotece wspomnieliśmy o Górze Kalwarii, Avner zapytał, z jakiego adresu pochodzi nasza mezuza. Ul. Piłsudskiego 13. Jego rodzina mieszkała przy Piłsudskiego 7... Avner opowiedział nam historię jednego z członków rodziny Messyng, Wolfa, który był jasnowidzem! Podobno interesował się nim Albert Einstein i Zygmunt Freud. W czasie wojny uciekł do Rosji, gdzie utrzymywał kontakty ze Stalinem i swoimi umiejętnościami wspierał NKWD. I żeby poznać tę historię, musieliśmy przyjechać aż tutaj!
Avner, potomek mieszkańców Góry Kalwarii, jeszcze w tym roku przeprowadza się do Polski, by zamieszkać w mieście, z którego pochodzi jego rodzina. Historia zatoczyła krąg. Mezuza z Góry Kalwarii trafiła w jego ręce. Przywieźliśmy ją z Polski do Kalifornii, by wróciła do Góry Kalwarii. Jest w tym wszystkim magia.








Oblicza San Francisco

Link 18.09.2014 :: 08:48 Komentuj (2)

Po półtora tygodnia w San Rafael w końcu pojechaliśmy nasycić się San Francisco. Właściwie popłynęliśmy promem. Podróż promem z Larkspur do San Francisco to jest wspaniałe doznanie. Tempo szalone, silny wiatr jak się stoi na zewnątrz i wspaniałe widoki. Przypływając do Miasta, jak się tutaj mówi, czułam się trochę jak nowy imigrant. Wierzowce i obietnice lepszego świata.

Golden Gate.








Przez kilka dni mieszkamy w Berkeley. Taki mamy widok z okna:




Cały wczorajszy dzień spędziliśmy z Shaną Penn i dziewczynami z Fundacji Taubego. W Richmond oglądaliśmy instalację "Rosie the Riveter" poświęconą kobietom pracującym w fabrykach w czasie II Wojny Światowej (tutaj była mowa głównie o tych pracujących w stoczni), gdy ich mężczyźni byli na wojnie. Zabrakło wtedy siły roboczej i dotąd siedzące w domach kobiety zajęły się ciężką, fizyczną pracą. Ich rola była ogromna. Ostatni cytat na instalacji pokazującej okręt w budowie mówi:
"You must tell your children, putting modesty aside, that without us, without women, there would have been no spring in 1945."








Potem było San Francisco. Takie jest centrum miasta.




Piramida, coś w rodzaju tutejszego World Trade Center. Po 11 września to był najbardziej strzeżony budynek w San Francisco.








Palace Hotel. Jeden z kilku budynków w całym San Francisco, które przetrwały trzęsienie ziemi w 1906 roku. Całe miasto runęło. San Francisco budowano na nowo, na gruzach. Warszawę też. Tylko z Warszawą to wyszło średnio. A po San Francisco widać, że jednak się da.






Super charakterystyczne są super strome ulice. Niektóre są tak strome (kąt blisko 45 stopni), że jest nakaz parkowania wyłącznie prostopadle do ulicy, żeby samochody się nie stoczyły i nie staranowały wszystkiego co po drodze w razie awarii hamulca ręcznego. Stromizna jest taka, że co jakiś czas są na niej takie jakby półki – to przecznice. Inaczej nie dałoby się jeździć tymi przecznicami. I nie dość, że strome, to jeszcze długie po horyzont. Numery domów sięgają często ponad 3000.




Ale nie tylko takie jest centrum. San Francisco ma też inne oblicza. Bardzo dużo jest takich domków jak z bajki. Takich, że trochę trudno uwierzyć że one są takie na serio.




San Francisco ma też China Town, ma Japanese Town, ma też Italian Town.




A Italian Town ma dobry Italian food.




Amerykańskich aut tu mało, ale za to są wspaniałe wozy strażackie! Czyściutkie, błyszczące, jakby wczoraj wyprodukowane. W San Rafael jeżdżą żółte, w San Francisco czerwone. Czekają gotowe do akcji.






Dużo mięsa.





A najwspanialsza rzecz była taka. Idziemy sobie jedną z głównych ulic i po lewej Shana pokazuje schody. Takie schody co nie wiadomo o co chodzi i dokąd prowadzą.




Z tych schodów widok jest taki. Całkiem fajny.




Ale znacznie jeszcze ciekawsze okazuje się to, co jest jeszcze wyżej i w drugą stronę.




Cała skarpa pokryta jest małymi przytulnym domkami, wokół nich wspaniałe ogrody. Między domkami nie ma ulicy, tylko cały czas drewniana kładka i schody. Nie da się tam dojechać, nie ma bocznego wjazdu. Trzeba po tych schodach chodzić. Całe te ogrody wyhodowała starsza pani z jednej róży, jednego drzewa z fioletowymi kwiatami i jeszcze czegoś. Wszyscy jej tam cześć oddają i ma tam upamiętniającą ją tablicę. Wcale się nie dziwię.








Dzisiaj ma spaść pierwszy deszcz od kwietnia. Wyglądamy przez okno. Życzymy Kalifornii deszczu.
O, właśnie zaczęło padać!!!


Taaakie drzewa, taaaki płot!

Link 22.09.2014 :: 07:52 Komentuj (3)

Nasz wyjazd do Kalifornii się powoli kończy. We wtorek wieczorem lecimy. O ile strajk pilotów linii AirFrance nam tego uniemożliwi.

Wczoraj w ramach pożegnalnej wycieczki pojechaliśmy zobaczyć wielkie sekwoje do parku Muir Woods. Najstarsze z drzew mają nawet ponad 1200 lat. Trudno to sobie wyobrazić. Byłoby wspaniale tak się wczuć w ten las pierwotny, ale niestety tłumy oglądających niezbyt na to pozwoliły... Ale zdjęcia starałam się robić tak, żeby chociaż Wam to klimatu nie psuło.




Gdy takie duże drzewo obumiera, to wokół niego od jego korzeni zaczynają odbijać nowe. Rosną dookoła niego. Czasem widać resztę pnia tego starego osobnika, a czasem nie. Takie coś nazywa się "family circle".








Faktura pni jest niezwykła, pęknięcia kory mają głębokość taką, że mogłabym sięgnąć w taką szczelinę prawie po łokieć. Wiele z tych drzew było nadpalonych, być może przez pioruny.




Klimat niezły. Chciałoby się tam być o świcie we mgle.














Kilka dni temu taką mieliśmy przygodę. Podczas spaceru na wzgórzach w San Rafael natknęliśmy się na dom na szczycie jednego z najwyższych z tych wzgórz. Dom szczelnie ogrodzony, asfaltowa droga też, wypasiony widok. Ponieważ interesują mnie tutejsze ptaki, kazałam Alanowi sfotografować takiego siedzącego na płocie. A potem wygooglowaliśmy, że to dom Jamesa Hetfielda, wokalisty zespołu METALLICA... Także taka sytuacja. Mam zdjęcie ptaka na płocie Jamesa Hetfielda.





MOJE PROJEKTY

SPALONY DOM


Linki

Aleksander Prugar;
Filipiny wg BreakDaCycle;
Praxa patrzy i widzi;
patchwork nad stawem;
Wycieczki Kobego;
Cyberkot;
Ministerstwo słów;
Silly rabbit;
Mkłj;
Mimo wszystko pozytywna;
Lapsus Lazuli;
Łodyga;


Muzyki posłuchaj:

Dubioza Kolektiv;
Gogol Bordello;
Myslovitz;
Czesław Śpiewa na maszynkę!;
Muzyka Końca Lata;
Maki i chopaki;
Shay Gabso;


Różności wspaniałości:

Helena Projektuje;
Moja kolekcja Bulików;
Ja w Digarcie;
Woodpecker!;
Klara projektuje;
Praxeda projektuje;
Fajne czcionki Klary;
Aleksander Prugar - fotografie;
Porandkuj w Warszawie;
Fotografia Carla Kleinera;
Mikołaj Grynberg - fotografie;
Koronki w mieście;
BLU - mega świetny street art;
Fluidacje;
Warszawski Front Abstrakcyjny;
Przyszłość według Kozakiewicza;
Opuszczone miejsca;
Burkinafazo - kawał dobrej fotografii;


helena.czernek@gmail.com


stat4u

2017

październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2016

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2015

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2014

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2013

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2012

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2011

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2010

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2009

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

2008

grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl