Dzisiaj w nocy mija miesiąc od kiedy nie ma Dziadka. Nie bardzo przechodzą mi przez gardło słowa typu "umarł", "nie żyje", bo jakoś mam poczucie, że wcale nie umarł i że żyje. Tylko jakoś inaczej, jakoś lżej, jakoś w trochę innym miejscu czy wymiarze, ale często tu zagląda. Wydaje mi się, że trochę podsłuchuje i podpatruje, co my tutaj robimy. Wiem, z czego się cieszy i czym się martwi. A jak przypominają mi się jakieś niezręczne sytuacje czy sprzeczki z Dziadkiem w jakiejś roli, to czuję się skrępowana, gdy o nich mówię, bo głupio tak obgadywać kogoś, szczególnie jak to słyszy...

Nie będę opowiadać, kim był, co osiągnął, co przeszedł. Pokażę tylko kilka zdjęć o nim i kilka zdjęć dla niego. Bo lubił mój blog i z zainteresowaniem zawsze czytał. Może i ten przeczyta.


Dziadek, Kraków, 1927. Skan z cudem ocalałych szklanych klisz odzyskanych po wojnie.




Od lewej: prababcia, pradziadek, malutki Dziadek, pani po prawej nieznana. Kraków, ok. 1929. Skan ze szklanej kliszy.




Dziadek, kolejny skan ze szklanej kliszy, Kraków, Planty ok. 1929.





Dla Dziadka.
Płatki śniegu, które sfotografowałam parę dni potem. Tak perfekcyjne, a jednocześnie tak ulotne...
















Name:

Komentarze: